Henryk Kowalczyk: Możemy myśleć o wejściu do strefy euro, gdy Polak będzie zarabiał 10 tys. To możliwe za 7-8 lat

„Stłuczki zawsze były, są i będą, na tyle przejechanych kilometrów. Statystyka naszych stłuczek nie jest większa, niż u kogokolwiek innego” – mówi o kolizji z udziałem wiceszefa MON, Gość Radia ZET, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryk Kowalczyk. Zdaniem ministra to „medialny” wypadek premier zwrócił uwagę na wszystkie, „nawet drobne rzeczy, które teraz będą naświetlane”. Kowalczyk dodaje, że ministrowie nie wtrącają się do stylu jazdy swoich kierowców. Brak sygnałów dźwiękowych w rządowych kolumnach? „Jak wjeżdża kolumna premier do kancelarii to słychać” – mówi minister.

Pytany o wejście Polski do strefy euro odpowiada, że w tej kadencji i na tym etapie rozwoju gospodarczego rząd na pewno nie wprowadzi w Polsce euro. „W następnej kadencji kto wie…” – dodaje. „Jeżeli Polacy zarabialiby około 10 tys., to wtedy można zacząć myśleć o euro” – uważa szef Komitetu Stałego Rady Ministrów. Dopytywany przez Konrada Piaseckiego o to, kiedy jego zdaniem Polacy będą tyle zarabiać, odpowiada: „Może za 7, 8 lat”. Jego zdaniem, gdyby Polska teraz weszła do strefy euro, to mielibyśmy powtórkę z greckiego scenariusza. „Nie możemy popełniać takich błędów. Stabilność finansowa jest dobra w euro, jeśli gospodarki są o porównywalnym potencjale. W tym momencie euro nie jest bezpieczne” – mówi Gość Radia ZET.

Konrad Piasecki: A gościem Radia ZET jest minister Henryk Kowalczyk, członek rządu, prawa, gospodarcza ręka premier Szydło, dzień dobry, witam.

Henryk Kowalczyk: Dzień dobry.

Panie ministrze, co wprawiło pana wczoraj, o ile coś, w największą zadumę, zdziwienie i zaskoczenie?

Wczorajszego dnia?

Tak. Nic specjalnego? 

Nic specjalnego. Dzień, jak dzień.

Jak pan usłyszał o kolejnej stłuczce ministra rządu…

Ech…

…wiceministra Kownackiego nie pomyślał sobie, jak my to robimy, że tych stłuczek mamy aż tyle?

Nie, to zawsze stłuczki były, są i będą, na tyle przejechanych kilometrów myślę, że nie jest to statystyka większa niż u kogokolwiek innego.

Ostro jeździcie panie ministrze. Chyba za ostro!

To nie ministrowie jeżdżą.

A kto?

Tylko kierowcy.

Ale ministrowie mogą powiedzieć panie Henryku, panie Stanisławie proszę zwolnić.

Nie, raczej ministrowie się tak bardzo nie wtrącają, co do jazy.

A może powinni zacząć. Sam wczoraj widziałem w Alejach Ujazdowskich kolumnę rządową bez sygnałów dźwiękowych, jadącą pod prąd, przejeżdżającą przez podwójną ciągłą, naprawdę to jest niebezpieczne.

Bez sygnałów dźwiękowych?

Tak. Włączyła sobie tylko klakson na początek, na przejechanie podwójnej ciągłej, a potem już pod prąd jechała bez sygnałów dźwiękowych.

Nie sądzę żeby tak było akurat.

No nie, sam byłem świadkiem.

Ale nie, bo jak wjeżdża kolumna…

Mogę powiedzieć o której i w którym miejscu.

Bo jak wjeżdża kolumna pani premier do kancelarii to słychać.

Czy nie jest to problem, uważa pan? Ludzie postrzegają was jako zagrożenie i siejecie postrach na mieście, a spada to na rząd, nawet jeśli pan mówi, że to tylko kierowcy.

To znaczy, nie jest to problem, bo jest to normalna statystyka stłuczek i wypadków. Poprzednio też tak było i tylko akurat media się nie zajmowały, natomiast rzeczywiście ten medialny wypadek pani premier Szydło.

Zwrócił uwagę…

Zwrócił uwagę na wszystkie, nawet drobne rzeczy i stąd pewnie będą tak naświetlane.

Może pani premier powinna porozmawiać jednak z ministrami i kierowcami ministrów żeby uważali bardziej.

Myślę, że uważają, dlatego że nawet jeśli są te stłuczki, czy jakieś inne rzeczy to naprawdę niegroźne. Jeślibyśmy policzyli przeciętne stłuczki wśród kierowców to pewnie nie są mniejsze.

Ja mam wrażenie, że jednak… Ostatnimi czasy, patrząc na kolejne wypadki, przynajmniej cztery w ciągu półtora roku się zdarzyły poważne incydenty z udziałem członków rządu, albo prezydenta.

Panie redaktorze, tygodniowo w wypadkach drogowych ginie blisko setka osób. Wypadków są tysiące, stłuczek również, więc jeśli byśmy to przymierzyli proporcjonalnie do ruchu, to na pewno kolumny rządowe, czy ministrowie nie są tutaj w żaden sposób bardziej wydajni w wypadkach, raczej mniej.

Panie ministrze pamięta pan żeby rząd omawiał kiedyś redukcję polskiego zaangażowania w eurokorpus?

Nie.

Rozumiem, że decyzje o wycofaniu się i zredukowaniu podjął sam minister obrony narodowej.

To jest decyzja, która jest realizowana i tylko chodzi o zakres.

Ale to dobra decyzja pańskim zdaniem?

Przeniesienie ciężaru obronności na flankę wschodnią jest ważniejsze, bo tak naprawdę to tu mamy zagrożenie.

No tak, ale ten eurokorpus mógłby w razie czego pomagać właśnie na tej flance wschodniej, gdyby coś, odpukać, się miało tutaj dziać.

Ale mamy w tej chwili bardzo silne natężenie wojsk sojuszniczych NATO na flance wschodniej i tu…

Silne, jak silne, ale mamy…

… sześć tysięcy żołnierzy amerykańskich, panie redaktorze…

A tam 60 tys. w eurokorpusie.

No tak, ale gdzieś tam po całej Europie. Natomiast tu, u nas w Polsce, na flance wschodniej 6 tys. żołnierzy amerykańskich, naprawdę jest ogromny potencjał.

Czyli uważa pan, że będziemy…

I nad tym powinniśmy bardzo mocno czuwać.  

Uważa pan, że będziemy bezpieczniejsi nie angażując się w budowę czegoś na kształt europejskiej, czy unijno-europejskiej armii?

Nie chodzi o to, że bezpieczniejsi, będziemy tam współpracować. Będziemy państwem stowarzyszonym, natomiast nie możemy się angażować we wszystko z jednakowym natężeniem.

A powinniśmy się zaangażować we wchodzenie do strefy euro?

Ja uważam, że na tym etapie nie. To już jest czysto ekonomiczny…

Na tym etapie, a na którym etapie tak?

Na tym etapie rozwoju gospodarczego…

A na którym etapie tak?

Ja myślę, że jeśli będą porównywalna siła nabywcza złotówki do euro, tu nie chodzi nawet o przelicznik…

Zarobków, rozumiem, tak?

Zarobków, tak.

Czyli gdyby Polak zarabiał dzisiaj ile przeciętnie, 10 tys. 15!?

No może nawet, pewnie około 10 tys. to rzeczywiście wtedy można już zacząć myśleć.

Dopiero wtedy?

Dopiero wtedy.

To potrwa dekady panie ministrze, nawet będąc optymistycznie nastawionym.

Może wcześniej, mamy nadzieję, że wcześniej. Polska się bardzo dobrze rozwija.

Ale to myśli pan, że kiedy przeciętny Polak będzie zarabiał 10 tys. złotych? Gdyby pan miał strzelić.

No może osiem lat, może siedem.

Czyli w 2025? Tak? Może już zarabiać 10 tysięcy?

Może, nie wiem.

Piękna perspektywa, no piękna.

Natomiast gdybyśmy teraz weszli, to mamy dostęp do waluty, do bardzo tanich kredytów, siła nabywcza nasza jest słabsza, mielibyśmy to, co jest w Grecji. Grecja, gdyby miała swoją walutę nie przeżywałaby takie kryzysu.

Tak, ale Grecja to zarazem były gigantyczne obciążenia jeśli chodzi o dług publiczny. Były gigantyczne obciążenia jeśli chodzi o wydatki socjalne. Polska jednak nie przeżywałaby scenariusza greckiego, bo Grecja nie dlatego przeżywała ten scenariusz, że była w euro.

Ale euro pomogło.

Euro nie pomogło Grecji wychodzić z kryzysu, bez dwóch zdań.

O właśnie. O, gdyby mieli swoją walutę, dewaluacja, wyjście, itd. Więc to zupełnie jest inaczej.

Ale widzi pan jakąkolwiek perspektywę dla polskiej gospodarki a la grecką? Chyba jednak nie.

No nie. Ale to nie możemy robić też takich błędów.

Ekonomiści mówią euro to bezpieczeństwo, euro to pewność przyszłości, euro to stabilność finansowa, pan się z tym nie zgadza?

Stabilność finansowa jest dobra w euro, jeśli mówię, jeśli gospodarki są o porównywalnym potencjale i siła nabywcza pieniądza. W tym momencie, jeśli mamy nierównomierność to nie jest to bezpieczeństwo.

Bo patrząc na wskaźniki dotyczące finansów publicznych, my właściwie moglibyśmy zaczynać myślenie o tym żeby wchodzić do tego korytarza walutowego.

Tak. W tej chwili byśmy spełniali te warunki.

No właśnie. Ale rozumiem, że rząd, premier Szydło nie zamierza w tej sprawie zrobić jakiegokolwiek kroku?

Też jeszcze trzeba być brać pod uwagę, gdybyśmy ogłosili, że wchodzimy i utrzymali się w tym sztywnym wężu walutowym, to nie wiadomo, co by się działo. To jest, jak gdyby ten warunek jest pod wielkim znakiem zapytania. I wtedy mogłaby być i atak na walutę itd., wtedy obrona tego kursu sztywnego byłaby może tragiczna dla gospodarki. Także nie wiemy, co wiemy, co by było gdyby.

Rozumiem, że z absolutną pewnością powie pan: rząd premier Szydło do strefy euro Polski wprowadzać nie zacznie.

Tej kadencji, to na pewno nie, bo nie sądzę żebyśmy doszli z jakimś potencjałem ekonomicznym do… w następnej kto wie. Ale na pewno nie w tej.

Czy pan, panie ministrze, czuje się ministrem spełnionym?

Tak.

Bo jakoś tak pańskie sztandarowe pomysły i prace spaliły na panewce. Wspólny podatek padł, pomoc dla frankowiczów padła, podatek handlowy padł? Nie martwi to pana nieco?

Nie, podatek handlowy dokonaliśmy, to ministerstwo finansów ostatecznie robiło ten podatek, natomiast rzeczywiście brałem w tym udział i nie padł, wykonaliśmy, wykonałem pracę, która była zgodnie z wolą rządu. Natomiast oczywiście…

Która skończyła się tym, że?

Tym, że Komisja Europejska zakwestionowała, ale…

O tym mówię.

Bronimy tego rozwiązania, ale to rozwiązanie było bardzo dobre dla naszych handlowców.

A co ze wspólnym podatkiem, panie ministrze. Dlaczego było tak, że te prace nad wspólnym podatkiem trwały, czyli tym scaleniem zarówno składek na ZUS, jak i podatku PIT i oto nagle, któregoś dnia wicepremier Morawiecki powiedział: nie, nie, nic z tego nie będzie. Jak pan się poczuł?

Ja poczułem się tak, że przygotowałem wszystko. Jest praca zrobiona, wykonana, odłożona, być może będzie wprowadzone. Natomiast ilość reform, która była już w tym roku zaplanowana, czyli reforma, dużych, reforma oświaty, służba zdrowia, sieć szpitali, itd., być może powoduje to, że nie można wszystkiego na raz.

Ale rozumiem, zgadza się pan z tą decyzją Morawieckiego, czy też uważa pan, że ona była pochopna.

Ja ją rozumiem.

Ale rozumie pan i się zgadza, czy tylko rozumie?

Nie, nie, ja rozumiem, akceptuję, natomiast…

Choć z bólem serca.

E tam, z bólem serca. Zrobiłem swoje, jest podatek, mam nadzieję, że do niego wrócimy.

Kiedy?

A no to jest pytanie do całego rządu i do uporządkowania reform, które już rozpoczęliśmy, czyli szkolnictwo, służba zdrowia.

Rozumiem, że liczy pan, że jeszcze w tej kadencji temat wspólnego podatku wróci?

To znaczy na ostatni rok kadencji trudno mówić o takiej reformie podatkowej. Ale na pierwszy rok następnej kadencji? Czemu nie.

Sondaże nie wskazują na to żeby pierwszy rok przyszłej kadencji to były nadal rządy PiS, w każdym razie samodzielne rządy PiS.

Wskazują, wskazują. To chwilowe zawahanie sondaży, nic nie znaczy.

Wie pan, ilu ja polityków gościłem w swoim studiu, którzy mówili, jak spadały im sondaże, chwilowe, chwilowe wahania, a wielu z nich już dzisiaj nie ma w polskiej polityce. Nie żebym panu tego życzył, ale niestety losy sondaży i losy wskazań wyborczych bywają okrutne.

Ja jestem przekonany, że jesteśmy chyba jednym rządem, który naprawdę realizuje swoje deklaracje wyborcze. Wprowadza wszystko to, co obiecywał, zaplanował. Konsekwentnie, bardzo konsekwentnie to robimy. I to oczywiście też jest doceniane przez wyborców.

A nie uważa pan, że sytuacja ZUS za chwilę zmusi rząd do jakiś radykalnych kroków?

Nie, ZUS jest od wielu lat dotowany z budżetu państwa.

Tak. Tylko pytanie, jak bardzo dotowany. Obiecywaliście, zapowiadaliście mimo podwyższenia wyniku emerytalnego ZUS będzie bezpieczny, nie ma dramatu, nie ma kłopotu, czytamy…

Ale jest bezpieczny.

No tak, tylko że z roku na rok trzeba będzie coraz więcej na niego płacić. Czytamy analizy ZUS: za cztery lata w ZUS dziura 85 mld złotych rocznie, dziś szef ZUS w gazecie mówi w ciągu pięciu lat obniżenie wieku emerytalnego kosztować będzie 55 mld złotych. Panie ministrze, nas naprawdę na to stać?

Ale bez, przy podniesieniu wieku emerytalnego dziura w ZUS też wynosiła ponad 50 mld.

A teraz będzie 85 mld.

Ale jak się patrzy na demografię to przekraczała i tak 60, a więc tak naprawdę, no jesteśmy w takiej fazie demograficznej, że mamy coraz więcej emerytów i stąd ta dziura w ZUS jest.

Ale to, co pan mówi doskonale by służyło temu żeby podwyższać wiek emerytalny, a nie go obniżać.

Nie, to nie znaczy żeby podwyższać do śmierci, natomiast musimy sobie zdawać sprawę z tego, że to jest taki moment demografii w Polsce, że zawsze będzie dotacja do ZUS.

Oczywiście. Tylko jest pytanie, czy ona będzie wynosiła 50 mld czy 85 mld?

No nie, to nie jest pytanie o takiej skali, tylko na przykład czy 70 czy 80.

Lepiej byłoby 70, zgodzi się pan.

To jest zawsze o te 5, 10 proc. więcej, rzeczywiście.

Czy jest pan zwolennikiem wypłacania 10 tys. złotych za nieodejście na emeryturę w momencie osiągnięcia wieku emerytalnego?

Ja akurat o takim pomyśle nie słyszałem nic konkretnego.

Trochę sierotą stał się ten pomysł, nie wiadomo skąd się wziął, ale jest. Czy go nie ma już?

Nie, nie, ja mogę tylko mówić, co jest oficjalnie, w rządzie nie ma takiego pomysłu.

A oficjalnie rząd, jak zamierza zachęcać ludzi żeby dłużej pracowali?

Przede wszystkim oficjalnie to była rozmowa o tym żeby przechodzili ludzie raz na emeryturę, czyli żeby nawet ewentualna praca nie powodowała później przyrostu emerytury.

Czyli jeśli przechodzisz na emeryturę, to już nigdy nie będziesz miał jej wyższej dzięki swojej pracy, ewentualnie tylko dzięki waloryzacji.

Tak, to jest jak gdyby rzecz postawiona uczciwie, bo wtedy nie powoduje zachęty takiej, że i tak jestem na emeryturze, dorabiam i jeszcze podwyższam emeryturę.

Jeśli się decydujesz to raz.

To wtedy ma sens taki kalkulator emerytalny i wtedy podejmowania decyzji, tej wyboru, co było naszym, wielką zaletą tego systemu, że każdy ma prawo wyboru, zostaje na emeryturze w wieku 60, 65 lat, czy jeśli może to niech pracuje. Ale pracując dalej ma pewność wyższej emerytury. W tym momencie ten kalkulator miałby wielki sens i oczywiście z tym rozwiązaniem żeby już później nie przeliczać powtórnie emerytury.

Henryk Kowalczyk, ciąg dalszy na radiozet.pl, dziękuję.

Dziękuję.

"Zakaz handlu powinien obowiązywać w każdą niedzielę. Supermarkety i centra handlowe mogłyby dać odpocząć pracownikom"

 

Moje zdanie jest takie, że handel powinien być ograniczony w każdą niedzielę – mówi szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryk Kowalczyk, w internetowej części programu „Gość Radia ZET”. Tłumaczy, że ograniczenie powinno być takie, jak teraz podczas okresów świątecznych – „jeśli właściciel stoi za ladą, to ma prawo sprzedawać”. Oczywiście są wyjątki takie, jak kina, czy stacje paliw, które mogą i powinny pracować, ale duże supermarkety i centra handlowe mogłyby w niedzielę dać odpocząć pracownikom – dodaje minister. Kowalczyk zdaje sobie sprawę, że jest to trudne do zrealizowania i zapowiada, że będzie kompromis w tej sprawie. Nie chcę narzucać swojej opinii. Rozumiem, że trzeba to robić stopniowo – mówi gość Konrada Piaseckiego.

Ile Brexit będzie kosztował Polskę? Kowalczyk odpowiada, że „jeśli byśmy tak dokładnie liczyli, to nie będzie nas to kosztowało dużo”. Wielka Brytania składała się na budżet UE, była płatnikiem netto, a więc trochę z tego zyskiwaliśmy, ale teraz my też już wpłacamy spore składki – tłumaczy. Jego zdaniem nie będzie wielkich różnic w wymianie towarowej po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, ponieważ nikt nie ma interesu w tym, by jakiekolwiek bariery stawiać.

Minister pytany o rekonstrukcję rządu, odpowiada: Moja intuicja polityczna podpowiada mi, że nie nadchodzi duża rekonstrukcja rządu. Drobne zmiany mogą być, ale nic dużego – deklaruje polityk. Jeśli się zarządza grupą prawie 20 ministrów i każdy jest wielką indywidualnością, to trzeba się liczyć z tym, że te indywidualności mają swoje prawa do wymyślania różnych ciekawych rzeczy. Jakby byli potulni, posłuszni, to nic byśmy nie zrobili – mówi Gość Radia ZET.

Henryk Kowalczyk odpowiada również na pytania o emerytury, podatek Belki i składki dla przedsiębiorców.

RADIO ZET/MA

Więcej: