Mariusz Błaszczak: Słowa premiera Kaczyńskiego są przekręcone i wykorzystane przez hejterów. Chcemy pomagać kobietom

„To jest obrazowa forma, która może by odbierana różnie. Można to obrócić w żart i mieć do tego dystans, albo wykorzystać to do hejtu. Beata Mazurek niepotrzebnie to powiedziała” – mówi o słowach rzeczniczki PiS, która kazała wszystkim „puknąć się w głowę”, Gość Radia ZET, szef MSWiA Mariusz Błaszczak. Prezes PiS o rodzeniu „zdeformowanych dzieci”? „Słowa premiera Kaczyńskiego są przekręcone i wykorzystane przez hejterów. Chodziło o pomoc dla kobiet, które są w trudnej sytuacji” – uważa polityk.

Błaszczak pytany o swoje zdanie na temat zmian prawa aborcyjnego odpowiada „w życiu często jest tak, że nie sposób odpowiedzieć TAK, NIE”, ale dodaje, iż można wprowadzić takie zasady, które spowodują, że dzieci z zespołem Downa będą mogły się narodzić. „Jestem oburzony i wstrząśnięty tym, że dzieci z zespołem Downa poddawane są aborcji. To barbarzyństwo. Staram się być jak najbardziej delikatny w sprawie aborcji, ale zabijanie dzieci z zespołem Downa jest czymś nieakceptowalnym ” – mówi Gość Radia ZET. Dodaje, że każda decyzja powinna być akceptowalna społecznie.  „Zaczynamy od tego, że oferujemy pomoc i pokazujemy, że wartością jest życie” – komentuje Mariusz Błaszczak.

"KWAŚNIEWSKI MA KRÓTKĄ PAMIĘĆ" - ZOBACZ, JAK MARIUSZ BŁASZCZAK ODPOWIADA NA PYTANIA SŁUCHACZY

Konrad Piasecki: A gościem Radia ZET jest minister spraw wewnętrznych, wiceprzewodniczący PiS, Mariusz Błaszczak, dzień dobry, witam.

Mariusz Błaszczak: Dzień dobry.

„Puknijcie się w głowę” - namawia rzeczniczka PiS, czy to jest nowy język dialogu rządzących z obywatelami?

Nie, to jest obrazowa forma, która może być przyjmowana różnie…

Przyzna pan, że mało szczęśliwa, żeby nie powiedzieć, że nie mająca nic wspólnego z grzecznością i savoir vivrem.

Można to obrócić w żart. To wszystko zależy od podejścia. Wiadomo, że pewna część mediów będzie podchodzić w sposób taki, jak pan redaktor.

E, panie ministrze, gdyby ktoś powiedział panu: puknij się w głowę, uznałby to pan za żart i uznałby za żart?

Można, można to oczywiście tak uznać, obrócić. No, ale to zostało oczywiście inaczej uznane.

Myślę, że gdybym ja powiedział PiS „PiS puknij się w głowę”, to by się pan oburzył. I słusznie moim zdaniem.

No widzi pan, to jest tak, że wchodzimy w didaskalia. Ja rozumiem, że no to jest…

Didaskalia! Jak szef MSZ nazywa protesty kobiet kpinami, potem wiceszef ministerstwa obrony narodowej mówi, że Francuzi uczyli się od nas jeść widelcem, co wywołuje różnego rodzaju reperkusje międzynarodowe…

Oczywiście niepotrzebnie.

Werbalnie można poruszać się z gracją i delikatnością, a można, jak słoń w składzie porcelany i wy prezentujecie ten drugi sposób, ostatnio.

Nie, no tak, jak powiedziałem na wstępie można by wszystko obrócić w żart i mieć do tego dystans, albo wykorzystać to do hejtu.  A, to różnie, różnie z tym bywa, różne są postawy. Natomiast zgoda co do tego, że niepotrzebnie. Niepotrzebnie. Lepiej mówić merytorycznie, na przykład możemy porozmawiać o wczorajszym posiedzeniu ministrów spraw wewnętrznych Rady Unii Europejskiej.

Przyjdzie i na to czas.

Bardzo ciekawe posiedzenie.

Wiem, wiem, wiem…

Najważniejszy kryzys w UE, kryzys migracyjny i zmiana postawy ministrów spraw wewnętrznych UE.

Bez hejtu i merytorycznie pochylmy się w takim razie nad słowami prezesa o rodzeniu zdeformowanych i skazanych na śmierć dzieci. Przyzna pan, że mało zręczne słowa?

Przygotowałem się, przygotowałem się. Mam wywiad, tu, właśnie.

No i co pan w nim wyczytał panie ministrze, jak pan go przeczytał.

Pomoc.

Nie złapał się pan za głowę, nie pomyślał sobie po co prezes mówi takie rzeczy?

Nie, pomoc dla kobiet, które są w trudnej sytuacji życiowej. Pomoc państwa, mówiła o tym pani premier Beata Szydło. I to jest cel, o którym mówi wprost premier Jarosław Kaczyński w tym wywiadzie.

Ale mówi też o niewykluczeniu zmiany ustawy antyaborcyjnej. Wobec czego nie stawia w tej sprawie kropki nad i, otwiera sobie wiele furtek, które rodzą wątpliwości, rodzą dyskusje. Dlaczego PiS, partia, o tak chwalebnej, długiej przeszłości nie ma dzisiaj żadnego zdania właściwie, jak należy wyjść z kryzysu aborcyjnego?

Zacytujmy: „Nie wykluczam, chociaż powtarzam, że to musi być odpowiednio przygotowane. Ale oczywiście wykluczam przyjęcie takich rozwiązań, jakie były w ustawie Ordo Iuris”. To jest, zacznijmy od początku…

To już widzieliśmy, że ustawę Ordo Iuris odrzuciliście. Tylko teraz pytanie co dalej. Pan, panie ministrze, zacznijmy od początku: pan zmieniałby ustawę aborcyjną, czy nie, gdyby to zależało od Mariusza Błaszczaka?

Zacznijmy od początku, to był projekt obywatelski.

Tak, to wiemy.

Ani PiS, ani rządu, tym bardziej obywatelski. Co to oznacza? Że jest grupa ludzi, duża grupa ludzi, ponad 400 tys. podpisów zebranych…

Którym obiecywaliście, że nie będziecie odrzucać takich projektów, odesłaliście go do komisji i po dwóch tygodniach odrzuciliście.

Który w pierwszym czytaniu nie został odrzucony. Ja osobiście i kierownictwo PiS głosowało także za tym żeby do dalszych prac był skierowany projekt, któremu ja się sprzeciwiam, aborcji na życzenie…

Sprawdziłem, rzeczywiście pan tak głosował.

Tak, tak głosowałem.

Tylko panie ministrze, mamy dzisiaj nową sytuację polityczną.

Ze względu na zasady.

Dzisiaj nie mamy w sejmie oficjalnie żadnego projektu ustawy w tej sprawie i pytanie, czy PiS będzie tę ustawę zmieniało, czy nie będzie?

Wrócimy do cytatu, na chwilę…

Nie, ale ja bym chciał się dowiedzieć…

ale to jest ważne…

co Mariusz Błaszczak na ten temat sądzi.

No dobrze, zaraz panu odpowiem.

wiceprzewodniczący PiS…

zaraz panu odpowiem…

minister spraw wewnętrznych…

To są słowa, które wywołały takie reakcje, słowa przekręcone, słowa premiera Jarosława Kaczyńskiego, wykorzystane przez hejterów…

Słowa nieprecyzyjne, panie ministrze, to jest problem, że prezes jest nieprecyzyjny, prezes otwiera pole interpretacji.

Przecież odczytałem, precyzyjne są te słowa. Chodziło o pomoc…

„Czyli nie wyklucza pan nowelizacji obecnego prawa aborcyjnego? Nie wykluczam” - odpowiada prezes.

„Ale wykluczam przyjęcie takich rozwiązań, jakie były w ustawie Ordo Iuris”.

Ale to już wiemy. Ale nie wyklucza zakazu…

No to już wiemy i dalej…

…aborcji eugenicznej.

„Będziemy dążyli do tego, aby nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, kończyły się porodem. Ale chcemy by to było możliwe ze względu na realną pomoc, która będzie udzielana także ze środków publicznych”. Dziś te panie są zostawione same sobie, chodzi o to żeby je wspierać.

Panie ministrze, ale czy pan, Mariusz Błaszczak, po 27 latach debaty aborcyjnej w Polsce, ma zdanie na temat tego czy należy zmieniać ustawę, czy nie należy?

Ja jestem oburzony, jestem wstrząśnięty tym, że poddawane są aborcji dzieci z zespołem Downa, dzieci, które żyją, jeżeli się urodzą.

I z tego oburzenia i z tego wstrząsu wynika, pańskim zdaniem, konieczność zmiany ustawy, czy nie?

Dla mnie jest to barbarzyństwo. Mówi o tym, też premier Kaczyński…

Nie, ale niech pan nie sięga, ja panu zabiorę ten tablet, no panie ministrze, nie, nie, nie…

Ale proszę mi nie zabierać…

proszę nie patrzeć w ten tablet, bo ja chciałbym o pańskim zdaniu się dowiedzieć.

Chodzi o to, że nawet, no przecież panu mówię. To jest przemyślane, to jest uzgodnione, przecież panu mówię o tym, że nawet w ramach dziś obowiązującej ustawy można wprowadzić takie zasady, które spowodują, że dzieci z zespołem Downa będą mogły się narodzić.

Tak, panie ministrze, ale czym innym jest pomoc, a czym innym jest dramatyczna decyzja, czy dramatyczny wybór, przed którym stają rodzice dowiedziawszy się, że ich dziecko ma zespół Downa. I teraz pytanie, czy tym rodzicom Mariusz Błaszczak powiedziałbym: nie, nie macie prawa podjąć decyzji, nie macie prawa podjąć decyzji o aborcji?

Powiedziałbym, że - i to mówiła premier, a więc szefowa rządu, która ma instrumenty do tego - powiedziałbym trzeba wam pomóc. I państwo pomoże wam, pomoże.

A oni mówią, a oni odpowiedzą panu, ale panie ministrze rozumiemy, pomoc, bardzo byśmy być może jej potrzebowali, ale chcemy jednak podjąć decyzję o aborcji. I co wtedy?

No to, to są sprawy niezwykle wrażliwe, niezwykle wrażliwe.

Ja wiem, ale…

Tu chodzi o życie.

…pan jest politykiem i pan podejmować będzie te decyzje.

Dlatego ja mówię, staram się być jak najbardziej delikatny w tej sprawie, ale mówię, że dzieci z zespołem Downa żyją, żyją, rozwijają się, a więc zabijanie dzieci z zespołem Downa, no jest czymś dla mnie nieakceptowalnym.

I dlatego by pan zakazał ustawowo podejmowania takiej decyzji.

Ja uważam, że każda decyzja powinna być akceptowalna społecznie, a więc zaczynamy od tego, że oferujemy pomoc państwa, pomoc państwa. I pokazujemy, że wartością, wartością jest życie ludzkie.

Panie ministrze, no ale nie może mi pan odpowiedzieć na pytanie jakoś, no nie może pan, próbuję pana zachęcić, próbuję skłonić pana do odpowiedzi tak, albo nie, zmieniać prawo, czy nie zmieniać i pan unika tej odpowiedzi.

Odpowiedziałem, odpowiedziałem panu.

Nie, nie…

No, ale odpowiedziałem.

Powiedział pan, że to jest barbarzyństwo, że niedopuszczalne. Zmieniać prawo, czy nie?

Wie pan, a więc w życiu często jest tak, że nie sposób odpowiedzieć tak - nie, trzeba odpowiadać właśnie pokazując pewną drogę dojścia, drogę dojścia, ja pokazałem tą drogę dojścia.

Panie ministrze, czy pan by chciał żeby zakazano, nie dopuszczono do marszu KOD 11 listopada?

Nie, nie chciałbym.

Bo pan jakoś mówi, że prowokacja, awantura, skąd pan takie wnioski wyciąga?

A stąd, że w Gdańsku była taka prowokacja, awantura.

Ale tam awanturowali się nie ci, którzy przyszli na demonstrację, tylko ci, którzy ich otaczali, nie demonstracja, bo to był pogrzeb.

No więc właśnie, o, jest msza święta. Dobrze, że pan to skorygował. Jest msza święta. W trakcie mszy świętej wchodzi grupa ludzi…

No tak, ale tutaj mamy do czynienia z zupełnie inną sytuacją. Mariusz Kijowski mówi „nie damy zawłaszczać biało-czerwonych barw”…

Mateusz…

Mateusz Kijowski…

No, ale wszystko jedno, tak.

„Nie damy zawłaszczać biało-czerwonych barw, nie damy zawłaszczać święta narodowego, też chcemy demonstrować 11 listopada”.

Właśnie, język agresji: „Nie damy zawłaszczać!”

To jest język agresji!?

Ależ oczywiście, że tak. Ależ oczywiście tak. Gdyby powiedział, no każdy ma prawo demonstrować, my też chcemy demonstrować, ale ten język, to jest język konfrontacji.

A jak mówi „będziemy bronić naszych praw, będziemy bronić polskiej demokracji, będziemy bronić tego byśmy byli obywateli, żadne pogróżki nas przed tym nie powstrzymają”, to też jest język agresji?

Wszystko zależy też, gdzie są te słowa wypowiadane. To jest język wiecowy… Natomiast, kiedy ktoś na Twitterze takie rzeczy wypowiada…

Czyli na wiecu można, a na Twitterze nie można?

No wie pan, no przecież jesteśmy dziećmi, czy jesteśmy ludźmi dorosłymi? Jesteśmy ludźmi dorosłymi. Pan jest człowiekiem dorosłym, ja też.  

Tak, w podobnym wieku nawet jesteśmy.

W podobnym wieku jesteśmy, tak.

Chociaż pan rok starszy.

No widzi pan, co cóż, no, ale wiek jest podobny. I jeżeli zestawimy, no zestawmy prowokację gdańską z tymi odezwami, a jeszcze…

I panu uważa, że wprost z tego wynika to, że 11 listopada KOD będzie dążył do, mówiąc kolokwialnie, do zadymy?

Paliwo się kończy, no polityczne paliwo się kończy.

E, no właśnie im wy go dostarczacie, takimi wywiadami, jak ten wywiad prezesa, takimi sytuacjami, jak te, które doprowadziły 100 tys. osób do czarnego protestu.

Nie, nie, nie, to znowu wracamy do początku. Ludzie podpisali się pod takim projektem, to nie była nasza inicjatywa.

No tak, ale wyście go odesłali do komisji, wyście nie powiedzieli twardo nie przyjmiemy tak ostrego projektu.

Dlatego, że mamy zasady mówiące o tym, że projekty obywatelskie szanujemy.

Czyli krótko mówiąc, 11 listopada, pan uważa, że KOD powinien demonstrować, ale pan będzie uwrażliwiał swoich podwładnych i swoich policjantów żeby bardzo uważali na prowokacje i awanturę? 

No wie pan, to jest nie kwestia wrażliwości, tylko kwestia odpowiedzialności. Policja będzie przygotowana do tego żeby zapewnić bezpieczeństwo 11 listopada. A, no cóż, ja mam nadzieję, że poprzez wskazanie, bo ja w swoich wypowiedziach publicznych wskazałem na zagrożenie, no mam nadzieję, że to zagrożenie jest mniejsze dzięki temu, właśnie dzięki temu…

Co pan powiedział…

Dzięki temu o czym mówiłem, dzięki nazwaniu rzeczy po imieniu, że w Gdańsku na pogrzebie „Inki” i „Zagończyka”, ludzie z KOD prowokowali, że szukali awantury i wskazując na te wypowiedzi, bo jeszcze można wypowiedzi Hołdysa przytoczyć, które też są wypowiedziami nawołującymi…

Ale Zbigniew Hołdys jest muzykiem, a nie politykiem.

Ależ oczywiście, tak, tak, jest muzykiem, tak, no poczytajmy sobie jego wpisy, jest zaangażowanym muzykiem. I to nie zaangażowanym

Ale zna pan piosenki Hołdysa, jako że jako się powiedziało jesteśmy w podobnym wieku.

Tak, nie zaangażowanym w twórczość artystyczną, tylko w działalność polityczną.

A czy zabranie ochrony BOR eksprezydentom podczas ich wizyt zagranicznych, to złośliwostka?

No przecież nie zabrania, tylko przestrzeganie prawa. Ustawa z 96 r….

Ja wiem, że nie nakazuje, tak, tak.

Złożona przez SLD, podpisana przez Kwaśniewskiego…

Ale do tej pory mieli ją.

No trzeba wprowadzać porządki, elementarne porządki, trzeba doprowadzać do tego żeby prawo było w Polsce przestrzegane. A zauważmy, Wałęsa najpierw mówił nie, sugerował, że go BOR inwigiluje, że on nie chce tego BOR, teraz mówi, że chce tego BOR. No sam się nie może zdecydować. No, tak już jest.

Także o tym, także o Luksemburgu i inne pytania od słuchaczy na radiozet.pl, Mariusz Błaszczak, dziękuję bardzo.

No i nie zdążyliśmy…

Ale wszyscy się mogą przenieść do internetu i tam porozmawiamy o Luksemburgu.

Wszyscy się pewnie nie przeniosą, niestety.

No, ale wiele się przeniesie. Posłuchajmy za chwilę.

Zapraszamy.

Radio ZET/MA

Więcej: