Tomasz Siemoniak: MON - alfabet szaleństwa i chaosu. Macierewicz nie powinien być ministrem czegokolwiek

„Spotkanie Duda-Macierewicz to spotkanie bez większego znaczenia. To śmieszne, że nadaje się mu wagę i żenujące, że musimy się tym zajmować. Spotykałem się z prezydentem Komorowskim regularnie i jakoś nikt o tym nie wiedział. Nie pisaliśmy do siebie listów” – mówi Gość Radia ZET, były minister obrony Tomasz Siemoniak. Jego zdaniem Antoni Macierewicz „zabiera ze sobą dowódców, by pokazać, że Andrzej Duda nic nie może –  tak, jak w Uchu Prezesa”. Prezydent i szef MON wypalą fajkę pokoju? „Nie wiem, co będą palili. Zwłaszcza jeden z uczestników chyba coś pali” – odpowiada były minister. Dodaje, że spodziewa się tylko komunikatu, że jest „zgoda i wszystko jest świetnie”.

Były szef MON uważa, że to, co teraz dzieję się wokół jego byłego resortu jest „alfabetem polskiego szaleństwa i chaosu”. „Spadła obronna reputacja Polski, MON kojarzy się ze skandalami, Misiewiczami, mistralami. To, co dzieje się wokół śmigłowców jest absolutnym cyrkiem. To fakty, a nie wymysł opozycji” – ocenia. Zdaniem Siemoniaka ciąg zdarzeń od kilkunastu miesięcy jest fatalny. „Dzieje się zbyt dużo, żeby uznać, że to zwykła niekompetencja szefa MON. Pełen chaos i człowiek kompletnie nieodpowiedzialny, który nigdy nie powinien być ministrem obrony. W ogóle ministrem czegokolwiek” – mówi Gość Radia ZET.

Konrad Piasecki: Wiceprzewodniczący PO, niedawny minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, dzień dobry.

Tomasz Siemoniak: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.

W bardzo bojowej koszulce.

Tak, w koszulce bojowej Chicago Bulls z czerwonym bykiem.

Byk symbolem hossy giełdowej. Myśli pan, że hossa też w notowaniach Platformy i to ma ta koszulka odzwierciedlać?

Tak przyjmijmy, niech to będzie dobry znak na dzisiejszy dzień.

Wszystkich w każdym razie odsyłamy na stronę żeby zobaczyć Tomasza Siemoniaka w dosyć oryginalnym, jak na niedawnego wicepremiera, stroju. Dziateczki pan dzisiaj do szkoły posłał?

Tak.

Tak!? Czyli jest pan łamistrajkiem?

Nie jestem łamistrajkiem. W mojej szkole, publicznej, nieodległej zresztą od Radia ZET jest ogłoszenie, że z przyczyn organizacyjnych strajku nie ma. Ale ja osobiście popieram ten strajk, popieram działania nauczycieli, Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Ale to trzeba popierać raczej treścią, a nie wyłącznie słowem.

No tak, ale ja dzisiaj

Tak nauczyciele w każdym razie poprosili żeby nie posyłać dzieci do szkół, a pan posłał.

No tak, ale w tejże szkole, jak powiedziałem, wisi ogłoszenie, że strajku nie ma, więc dzieci do szkoły poszły, będę wspierać nauczycieli swą obecnością i aktywnością na lekcjach.

Czy dzieci nie mówiły: tatusiu, tatusiu, strajk jest, nie poślij nas, nie posyłaj nas do szkoły, no nie wypada dzisiaj.

Nie, nie mówiły.

Nie!? Może nie wiedziały, że jest strajk.

Może nie wiedziały, że jest strajk, chociaż oczywiście dzieci są małe, mają 11, 8 lat, ale rozumieją, że dla szkół idą ciemne chmury i myślę, że też w wielu domach dzieci pytają rodziców o co w tym wszystkim chodzi.

Tak na moją znajomość, dzieci ja mam trochę starsze, to dzieci przede wszystkim wyczuwają, że jest taki dzień, że można nie pójść do szkoły.

No to jakoś nie wyczuły. Ja wróciłem bardzo późną nocą z Malty, ze szczytu Europejskiej Partii Ludowej, nie było czasu na jakieś rozważania.

Odcina pan dzieci od wiedzy po prostu.

Jadąc do Radia ZET zawiozłem córkę i już.

I nie płakała, nie narzekała?

Nie, nie.

A jak będzie sama w szkole to panu podziękuje dzisiaj.

Nie będzie sama, widziałem ciągnące wesoło dzieci z różnych stron.

Wesoło, tak!?

Bo piątek.

Tak, piątek, piąteczek. Jak pan myśli kto i o kim mógł powiedzieć „realizują plan systematycznego niszczenia polskiej armii”.

Słowa się u nas tak  zdezawuowały już i zdewaluowały, że…

Że każdy o każdym.

Mogło tak być. Najbardziej pasują do Antoniego Macierewicza, ale to trochę zbyt banalne.

Przyzna pan, że to mocne słowa.

No mocne, ale wiele pada mocnych słów.

„Realizuje plan systematycznego niszczenia armii”.

Jak mówię, to trudno jest do kogoś przypisać, bo…

Zgadł pan, że to o Antonim Macierewiczu, to pańscy koledzy partyjni i tak właśnie pomyślałem sobie, że słowa się tak dewaluują, że już o każdym można powiedzieć właściwie wszystko.

Akurat do Antoniego Macierewicza, jak nigdy takie słowa pasują, bo rzeczywiście ten ciąg zdarzeń od kilkunastu miesięcy jest absolutnie fatalny.

Tylko, że jeśli się mówi o planie, o systematycznej realizacji i o niszczeniu armii, to brzmi niemalże, jak znienawidzona przez was spiskowa teoria dziejów, w dodatku podszyta mocno takimi nieeleganckimi sugestiami.

Ale dzieje się zbyt dużo żeby uznać, że to jest jakaś taka po prostu zwykła niekompetencja, bo mamy do czynienia z odejściami najważniejszych dowódców. Nigdy się nie zdarzyło żeby dwóch z trzech najważniejszych dowódców po prostu rzuciło papierami. Mamy do czynienia z zahamowaniem modernizacji, vide śmigłowce, to, co się wokół tego dzieje po prostu jest absolutnym cyrkiem.

Ale też pan by powiedział, że to jest systematyczny plan? Że to jest zaplanowane, że Antoni Macierewicz w zaciszu swojego gabinetu pomyślał sobie, no to teraz zrobię tak, żeby polska armia była osłabiona i konsekwentnie to realizuje? Bo tak brzmi to, co mówią pańscy koledzy partyjni.

Nie wiem, różnie można to oceniać. Ja sądzę, że to jest po prostu pełen chaos i człowiek kompletnie nieodpowiedzialny, który nigdy nie powinien być ministrem obrony narodowej, ani w ogóle ministrem czegokolwiek.

Bo wie pan, że za chwilę powiecie jeszcze, bo to też lubicie mówić, że to plan pisany obcym alfabetem.

Nie, ja nie wiem…

Nie, to tylko Donald Tusk, licentia poetica Donalda Tuska.

… to jest alfabet polskiego szaleństwa i chaosu, ja bym tak to określił. Ale oczywiście zawsze tego rodzaju działania są na czyjąś korzyść. To, że reputacja Polski obronna spadła nisko, to że MON kojarzy się ze skandalami, Misiewiczami, mistralami, obietnicami niedopełnianymi ze śmigłowcami, to są fakty. To nie jest jakiś wymysł opozycji. Gołym okiem widać, co się dzieje. Zresztą publicyści sprzyjający rządowi suchej nitki na Macierewiczu nie zostawiają, również badania opinii publicznej pokazują, od bardzo dawna, najgorszy minister, trzeba go odwołać, to przecież nie bierze się z niczego.

Ale jak pan mówi o szaleństwie to jest to szaleństwo w takim medycznym tego słowa znaczeniu?

Szaleństwo w znaczeniu politycznym, nie wiem, jak to jest w tym przypadku.

Bo to też słowo, które w polskiej polityce się mocno zdewaluowało.

Bo to są takie sytuacje, jak ze śmigłowcami. Stoi Antoni Macierewicz obok premier Szydło i mówi „do końca roku będą dwa Black Howki”, tych Black Howków nie ma. Jest to po prostu oszustwo wobec opinii publicznej, wojska, premier Szydło. Dziwię się zresztą, że premier Szydło nie wyciąga wniosków. Ja bym się…

Może nie mówi do końca którego roku.

To wszyscy wiedzieli którego. Ja bym się zapadł pod ziemię, gdybym oszukał przy swojej szefowej. A tutaj mamy kolejne wersje, kolejne pomysły, kolejną gonitwę.

Dogada się dzisiaj Antoni Macierewicz z Andrzejem Dudą, bo dzisiaj wielkie spotkanie o 15., na szczycie.

To spotkanie nie ma większego znaczenia, bo…

Bo wypalą fajkę pokoju.

Nie, ja nie wiem, co będą tam palili, zwłaszcza jeden z uczestników chyba coś pali czasami.

No i znowu, to jest właśnie polska polityka, no ja tu pana namawiam do pohamowania języka, a pan o szaleństwie, o paleniu czegoś tam, przecież wie pan, że to zabronione.

Ale to ludzie Macierewicza te granice przekraczają. Jego zastępca, który mówi o krwi na rękach do posłanek i posłów w sejmie, więc wydaje mi się, że tu jednak ten język nie przekracza, mój język u pana redaktora i wobec słuchaczy Radia ZET nie przekracza granicy. Spotkanie bez większego znaczenia. Śmieszne, że mu się nadaje wagę, ja się spotykałem z prezydentem Komorowskim regularnie, nikt o tym nie wiedział, nie było komunikatów.

Ale listów do siebie nie pisaliście.

Nie pisaliśmy do siebie listów.

Wcześniej, a po listach takie spotkania zyskują na znaczeniu.

Ja myślę, Macierewicz zabiera ze sobą dowódców żeby pokazać, że prezydent Duda nic nie może i że to jest tak naprawdę, jak w „Uchu prezesa” z prezydentem Dudą. I spodziewam się tylko po tym komunikatu, że jest wszystko świetnie, że dobrze, że prezydent popiera, że jest zgoda i tyle. Bez większego znaczenia, żenujące, że musimy się takimi sprawami zajmować.

Ale jeśli jest tak, jak w „Uchu prezesa”, to znaczy, że Antoni Macierewicz jest naprawdę silny, bo w „Uchu prezesa” jest najsilniejszym ministrem.

Była sytuacja taka, w której nieco się cofnął, to jest raczej kwestia braku prezydenta w ważnych sprawach i to, co się dzisiaj zdarzy niestety potwierdzi tę smutną prawidłowość.

Uronił pan łzę przy okazji redukcji polskiej obecności w Eurokorpusie?

Uważam, że to zła decyzja. W fatalnym momencie.

Znawcy, również bliscy panu mówią, korpus raczej papierowy niż bojowy, nie ma o co kruszyć kopii.

To na tej zasadzie korpus w Szczecinie, do którego przykładamy tak wielką wagę też jest papierowy.

Nie, ale właśnie ci znawcy mówią, że Szczecin tak, a Eurokorpus nie.

Ale Szczecin jest nasz, nasz korpus jest bardziej nasz…

Nasz polski, prastary Szczecin.

Prastary, piastowski korpus, a ten jest niesłuszny, francusko-niemiecki jest zły.

To nawet nie chodzi o to, że on francusko-niemiecki, tylko że dosyć daleko, a tutaj realny, namacalny, szczeciński.

Zła decyzja, w fatalnym momencie, bo trzeba rozumieć, że Eurokorpus to jest jeden z elementów budowy europejskiej polityki obronnej. I ta zła decyzja ma głębokie konsekwencje polityczne. I też takie, że jak my będziemy się wycofywać z różnych jednostek za granicą, dowództw, itd., to tak samo nie będą chcieli sojusznicy przyjeżdżać do Szczecina, czy przyjeżdżać na ćwiczenia do Polski.

Ale też chyba wszyscy rozumieją, że Strasburg, Francja, Hiszpania, Włochy są znacznie mniej narażone dzisiaj militarnie niż wschodnia flanka NATO.

Ale mówimy o dowództwie. Tam nie ma oficerów, żołnierzy z karabinami, czy polskich czołgów.

Ale są oficerowie, którzy jak rozumiem, są bardziej potrzebni Polsce.

A my chcemy żeby Francuzi, Niemcy, Hiszpanie, Portugalczycy, ich oficerowie bronili Polski. Żeby Polski bronili to my musimy być w Eurokorpusie, jesteśmy w Kosowie, jesteśmy w Afganistanie, byliśmy w Iraku, tak wygląda sojusznicza współpraca.

Ale jak rozumiem chcemy żeby bronili i dlatego jesteśmy z nimi w NATO i w razie czego odwołamy się do art. 5 paktu północnoatlantyckiego, a nie do Eurokorpusu.

Ale to nie jest tak, że w NATO można siedzieć z założonymi rękami, w niczym nie uczestniczyć i w razie czego sięgnąć za telefon po artykuł 5. Trzeba być aktywnym, trzeba pokazywać, że nam zależy, Polska jest dużym krajem i oczekiwania wobec nas też nie są małe.

Rozumiem, że argumenty, że ci oficerowie, którzy siedzieli w Strasburgu bardziej się przydadzą tutaj na przesmyku suwalskim, czy w Bieszczadach, nie przekonuje pana?

To są argumenty absurdalne. To zredukujmy o połowę, to też była zresztą świetna szkoła dowodzenia, procedur, języka, szkoła też poznania, koleżeństwa między oficerami w Eruokorpusie, więc to są żadne argumenty, a wydźwięk fatalny. Ja, jak wspomniałem byłem na szczycie Europejskiej Partii Ludowej na Malcie, tam była cała sesja poświęcona obronie europejskiej.

I wszyscy pytali pana o Eurokorpus.

W kuluarach, może nie wszyscy, bo to też nie jesteśmy aż takim pępkiem świata, ale rozmów pod tytułem Tomasz, co się w Polsce dzieje z wojskiem, z obroną, co to za dziwny minister, o co wam chodzi…

I co pan mówił?

Próbowałem tłumaczyć.

Jak?

Że Antoni Macierewicz minie i PiS minie i Polska wróci do normalnej polityki.

Dlaczego nie chciał pan zostać premierem?

Nikt mi takiej propozycji nie składał, więc się zastanowiłem teraz.

Nie, kandydatem na premiera. Podobno Grzegorz Schetyna bardzo próbował pana namówić do tego żeby…

Nie, nie, żadnej takiej rozmowy nie było. Dla mnie…

Od razu pan wiedział, że tylko Schetyna na premiera.

No tak, to jest oczywiste przecież.

Nie, ale nie było takie oczywiste, skoro przez tydzień się zastanawialiście.

Nie zastanawialiśmy się przez tydzień, bo właściwie ta sprawa była od razu przesądzona, przez tydzień szykowaliśmy wniosek i uzasadnienie. Ja nie miałem wątpliwości, co do tego, że to lider Platformy, przewodniczący musi być kandydatem na premiera, że ani rozwiązanie spoza Platformy, typu tablet, profesor, itd., ani ktoś inny wewnątrz Platformy nie ma większego sensu.

Ale Grzegorz Schetyna też nie miał tych wątpliwości? Bo zdawał mi się być człowiekiem, który raczej szuka chętnego i szuka kandydata.

On szukał, nie, nie szukał chętnego, słuchał różnych dyskusji, ale w gronie kierowniczym Platformy, czy Ewa Kopacz, czy Sławomir Neuman, czy inne osoby, wszyscy byliśmy jednego zdania, to Grzegorz Schetyna musi tutaj być naszym kandydatem.

Powiedzieliście: Grzegorz musisz i Grzegorz zrozumiał, że musi.

Ale on to od początku chyba rozumiał. Jak się jest przewodniczącym ma się czasami mniejsze pole manewru paradoksalnie, niż jak się nim nie jest.

Przewodniczącym też pan nie chciał być, kiedyś.

Wycofałem się z kandydowania dla dobra Platformy. Uważam, że to była dobra decyzja, zadowolony jestem z tej decyzji.

Tomasz Siemoniak, ciąg dalszy na radiozet.pl, a koszulkę można zobaczyć na stronie internetowej. Dziękuję bardzo.

Bardzo proszę.

"Już nigdy więcej nie podam ręki Macierewiczowi"

 

Macierewicz przekroczył wszelkie granice. Takim ludziom nie podaje się ręki. To jest ktoś, komu ręki nie zamierzam nigdy w życiu więcej podać. No chyba, że przeprosi, ale nie spodziewam się tego po nim – mówi w internetowej części programu „Gość Radia ZET”,  były szef MON  Tomasz Siemoniak. Tłumaczy, że Antoni Macierewicz musiałby przeprosić go między innymi za słowa o tym, że wspólnie z Donaldem Tuskiem i Marcinem Kierwińskim pracują dla Kremla. Macierewicz to taki aktor, który potrafi zagrać każdą rolę. Jest w stanie powiedzieć najgorsze rzeczy, a potem się uśmiechać – dodaje gość Konrada Piaseckiego. Ocenia, że ma złe doświadczenia jeśli chodzi o kontakty z obecnym szefem MON.

Siemoniak pytany o stłuczkę z udziałem wiceszefa MON Bartosza Kownackiego odpowiada, że jego jazda na sygnale po Warszawie jest „skandalem”. Mam nadzieję , że ktoś uderzy pięścią w stół i to się skończy. Niech Kaczyński coś z tym zrobi, bo ci ludzie w końcu się pozabijają tak jeżdżąc! Niech grają w paintball w lesie i tam swoje deficyty kompensują – dodaje polityk. Premier przyjeżdżająca na „bombach” do prezesa PiS? Nie ma powodu, żeby pędziła na bombach. Prezes kocha, to poczeka – komentuje Tomasz Siemoniak.

Gość Radia ZET odpowiada również na pytania o wiek emerytalny i notowania PO.

RADIO ZET/MA

Więcej: