Zatruta woda Żywiec: to nie wina producenta - twierdzi prokuratura

We wrześniu 2016 roku bardzo głośna stała się sprawa wody mineralnej Żywiec Zdrój, którą mieszkaniec Bolesławca poparzył sobie przełyk. Po przeprowadzeniu postępowania Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze zdecydowała się umorzyć dalsze śledztwo. Z ustaleń wynika, że zatrucie nie było winą producenta. Co dokładnie się stało?

Maciej Z., który poparzył sobie przełyk wodą Żywiec Zdrój, twierdził, że napił się jej z oryginalnie zapakowanej butelki. W sklepie w Bolesławcu kupił całą zgrzewkę wody, liczącą 12 butelek. Po wypiciu niewielkiej ilości płynu z jednej z nich doznał poparzeń i szybko trafił do szpitala. Natychmiast sprawdzono fabrykę wody i przeanalizowano próbki, co pokazało, że nie ma ryzyka dla konsumentów.

W toku późniejszych badań sprawdzono numery seryjne butelek. Okazało się, że 11 z nich zostało wyprodukowane w sierpniu, a jedna w fabryce Żywca była jeszcze w kwietniu i dokładnie 20.04. opuściła linię produkcyjną. To właśnie w tej butelce znajdowała się niebezpieczna substancja.

Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie przeprowadził analizę toksykologiczną, z której wynika, że w podejrzanej butelce znajdowały się ftalan dimetylu, nadtlenek metyloetyloketonu oraz metyloetyloketon. Biegli stwierdzili, że skład ten podobny jest do preparatu do utwardzania żywicy, którego próbkę zabezpieczono w zakładzie produkcyjnym należącym do ojca Macieja Z. W trakcie przeszukania pomieszczeń biurowych zakładu znaleziono butelkę wody Żywiec pochodzącą z tej samej serii, co ta "zatruta".

Prokura Okręgowa zdecydowała się umorzyć śledztwo, gdy postępowanie nie dostarczyło wystarczających podstaw, by stwierdzić, że do zatrucia doszło na terenie zakładu produkcyjnego wody lub w hurtowni. Stwierdzono, że zatrucie wody nie jest winą producenta.

Czy poszkodowany mógł próbować wyłudzić odszkodowanie?

RadioZET.pl/GazetaWrocławska/AS

Więcej: