Ewa Junczyk-Ziomecka

Gościem Moniki Olejnik w Radiu ZET jest Ewa Junczyk-Ziomecka, b. minister w kancelarii Lecha Kaczyńskiego i b. konsul RP w Nowym Jorku.

Monika Olejnik: A gościem Radia ZET jest Ewa Junczyk-Ziomecka, minister w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wita Monika Olejnik, dzień dobry.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Dzień dobry.

Monika Olejnik: I była konsul generalna w Nowym Jorku. Pani konsul, pamięta pani, 7 marca 2007 roku.

Ewa Junczyk-Ziomecka: 8

Monika Olejnik: 8 marca, przepraszam, 2007 r. pani Maria Kaczyńska zaprosiła kobiety, pani zaprosiła w imieniu pani Marii Kaczyńskiej.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Tak, bardzo dokładnie pamiętam to wydarzenie, ponieważ tematem, wokół którego toczyła się dyskusja była sytuacja kobiet w Polsce i zaproszone były wybitne, polskie dziennikarki, kobiety, po to żebyśmy dyskutowali o tym dlaczego o kobietach nie mówi się w mediach. Dlaczego nie mówi się, że wśród bezrobotnych 56 proc. to są kobiety z wyższym wykształcenie. No i wtedy pani nas zaskoczyła.

Monika Olejnik: Tak, zaskoczyłam, bo poprosiłam żebyśmy podpisały apel, apel do posłów i pań posłanek żeby nie zmieniano kompromisu aborcyjnego.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Tak. Wtedy była dyskusja i propozycja, aby zmienić zapis w konstytucji. W konstytucji są dwa artykuły, które na ten temat mówią, art. 30 i 38, który mówi, że o nienaruszalności, prawie do życia i nienaruszalności „przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela, jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych”. Chodziło o to żeby tak zmienić tą konstytucję w ówczesnej dyskusji, aby ten człowiek zaczynał się już w momencie zapłodnienia.

Monika Olejnik: I chodziło o to żeby wprowadzić zakaz aborcji, tak tego chcieli, część posłów PiS. Pani Maria Kaczyńska podpisała się pod tym apelem, była straszna awantura. Dyrektor Radia Maryja powiedział, że to spotkanie to było szambo, a nie perfumeria.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Tak, powiedział, że to, co się stało to był skandal i nie nazywajmy tego inaczej, niż nazywajmy szamba perfumerią. Potem powstała dyskusja już bardziej o tym, co powiedział ojciec redaktor niż o zasadniczej sprawie, mianowicie była dyskusja, czy powinien przeprosić panią prezydentową, czy nie. Nie przeprosił.

Monika Olejnik: W każdym razie teraz znowu mamy dyskusję na temat aborcji. Pani premier Beata Szydło chce wprowadzenia całkowitego zakazu, jest za całkowitym zakazem aborcji, prezes PiS, Jarosław Kaczyński też jest za całkowitym zakazem aborcji. Czy pani jest zaskoczona tym?

Ewa Junczyk-Ziomecka: Pani redaktor, w latach 60., w Stanach Zjednoczonych i w Europie powstały te grupy, które jedna nazywała się „Za życiem”, a druga nazywa się „Za wyborem”, „Pro choice” i „Pro life”. Powstały one wtedy przeciwko abolicji, czyli przeciwko karaniu za aborcję, przeciwko karze śmierci i przeciwko później eutanazji. I ta dyskusja, to jest dyskusja światopoglądowa, toczy się wszędzie na świecie i toczy się także w Polsce. To, że dzisiaj o tym rozmawiamy, proszę sobie przypomnieć, że jeszcze w 2015 r. też była próba zaostrzenia przepisów o aborcji. I wtedy, przecież 2005, nie tak dawno, wtedy też sejm przegłosował na nie. Wtedy wypowiadała się również ówczesna, pierwsza dama, pani Komorowska mówiąc, żebyśmy tego nie ruszali, bo tak jak jest, jest w porządku, jest to kobieta, która ma pięcioro dzieci, matka i ona dokładnie wiedziała o czym mówi, prawda. I powiedziała też, że otwieranie tego tematu na nowo jest otwieraniem puszki Pandory.

Monika Olejnik: Lech Kaczyński, prezydent Lech Kaczyński mówił tak: „Wysoce sobie cenię koalicję, która jest w stanie zmienić Polskę, natomiast jeżeli chodzi o sprawy związane z aborcją, to uważam, że osiągnięty piętnaście, czy czternaście lat temu kompromis, jest kompromisem, którego nie wolno naruszać”.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Ja mam też ten cytat przed sobą.

Monika Olejnik: No i co się dzieje z dziedzictwem Lecha Kaczyńskiego, skoro teraz ten kompromis ma być naruszony?

Ewa Junczyk-Ziomecka: Ciągle trwa dyskusja, ja mam nadzieję, że ta dyskusja jednak doprowadzi do tego, że tak, jak mówił prezydent Lech Kaczyński i on to mówił dwukrotnie, powiedział powtarzam „nie wolno naruszać”, czego, nie wolno naruszać kompromisu, który jest związany z aborcją. Przypomnijmy, co to jest za kompromis, bo może nie wszyscy słuchacze się orientują.

Monika Olejnik: Słuchacze wiedzą, co to jest za kompromis.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Wiedzą, tak?

Monika Olejnik: I proszę powiedzieć, co się takiego stało, że Jarosław Kaczyński teraz zmienia zdanie, jak pani sądzi?

Ewa Junczyk-Ziomecka: Ja nie mam pojęcia, nie mam pojęcia. Jarosław Kaczyński, prezes Jarosław Kaczyński jest bardzo tajemniczą postacią i ciągle media dyskutują, co się dzieje w jego głowie i w jego duszy i w jego sercu. Niech pani mnie o to nie pyta, ja nie wiem.

Monika Olejnik: Ja pamiętam, że w 2007 r., kiedy pani prezydentowa podpisała się pod tym apelem, Jarosław Kaczyński mówił wtedy, że została wprowadzona w błąd. Pani Maria Kaczyńska odpowiedziała, że nie została wprowadzona w błąd i świadomie się podpisała pod tym apelem.

Ewa Junczyk-Ziomecka: No absolutnie, poza tym jeszcze później ukazały się wywiady z panią prezydentową, która ani nie wykręcała się od swojego podpisu, a nawet mówiła o swoim mężu. Pani pamięta panią prezydentową, pani prezydentowa była osobą, która bardzo aktywną jako pierwsza dama i wypowiadała się w różnych sprawach. Ale proszę zwrócić uwagę, ona była samodzielna, ale nigdy nie wypowiadała się niezgodnie z tym, co myślał jej mąż, prezydent Rzeczpospolitej. I później, kiedy po tym apelu podpisanym przez nas 8 marca, później były jeszcze różne wywiady, w różnych pismach kobiecych, ale nie tylko, gdzie ona powoływała się także na swojego męża, prezydenta, mówi to jest katolik, tak samo jak ja, chodzimy do kościoła, jesteśmy wychowani w duchu wartości chrześcijańskich, ale mój mąż nie jest radykalny, nie jest fundamentalistą. I znów mówiła w swoim imieniu, ale także jako pierwsza dama mówiła w imieniu swojego męża.

Monika Olejnik: W „Plusie i minusie” napisała pani: „Lech Kaczyński nie odwiedził Radia Maryja, ani nie udzielił wywiadu dyrektorowi toruńskiej radiostacji, nigdy mu też nie zapomniał, że obraził pierwszą damę i podważył autorytet kancelarii prezydenta, używając niewybrednych słów w odniesieniu do urzędu”.

Ewa Junczyk-Ziomecka: To prawda. Prezydent Kaczyński był niezwykle wrażliwy i chronił nie tylko dobre imię kancelarii prezydenta, ale także poczuł się osobiście urażony tym określeniem Radia Maryja wobec prezydentowej, wobec jego małżonki. Faktycznie nigdy tam nie poszedł i jakoś nie utożsamiał się wtedy z tymi mediami, może z żadnymi się nie utożsamiał, ale to go, to określenie i tamta awantura, która wynikła po tym apelu, tak jak pamiętam, bardzo go zabolała.

Monika Olejnik: Ja pamiętam, że ojciec Rydzyk jeszcze powiedział do pani Marii Kaczyńskiej „ty czarownico, sama się podłóż i poddaj się eutanazji”.

Ewa Junczyk-Ziomecka: To było coś okropnego, nie wracajmy do tego.

Monika Olejnik: „Nie nazywajmy nigdy szamba perfumerią, tak powiedział. Dla publicystów zaś, to pani pisała, którzy w radio i na łamach „Naszego Dziennika” zarzucali niektórym pracowników kancelarii antypolskie działanie, nie miał za grosz szacunku”.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Yhm.

Monika Olejnik: O co tutaj chodziło?

Ewa Junczyk-Ziomecka: Jak pani pamięta, ja kierowałam biurem inicjatyw społecznych, które zajmowało się także sprawami polsko-żydowskimi. I w różnych, przy różnych okazjach padało moje nazwisko, w kontekście, który był zupełnie dla mnie obcy i niezrozumiały, że są osoby w kancelarii, które to osoby w kancelarii niekoniecznie reprezentują nasze interesy, że może reprezentują cudze interesy.

Monika Olejnik: Pamiętam też pani pisała o niezwykłej wrażliwości Lecha Kaczyńskiego na tematy polsko-żydowskie.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Tak jest. Wie pani, troszeczkę żałuję, że Muzeum Historii Żydów Polskich, które dzisiaj jest jedną z ważniejszych instytucji edukacji i kultury, tak gremialnie odwiedzane przez Polaków oraz przez cudzoziemców, że zapomniano o prezydencie Lechu Kaczyńskim. Ten projekt miał 20 lat. Muzeum otwarto po dwudziestu latach wielkiego wysiłku wielu ludzi, ale tutaj kluczową postacią był właśnie prezydent Kaczyński. Dlaczego? Dlatego, że to był projekt, jako pomysł organizacji społecznej, czyli Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny i nie było możliwości żeby ten projekt był poparty pieniędzmi podatnika. I to był pomysł prezydenta wówczas Warszawy, prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zauważył, że jedną z nowszych ustaw jest ustawa, która dopuszcza partnerstwo publiczno-prywatne. I to on, jako prawnik wpadł na pomysł żeby z tego projektu zrobić instytucję kultury, do której zaprasza się z jednej strony rząd, czyli ministerstwo kultury na co niezwykle entuzjastycznie przystał ówczesny minister Waldemar Dąbrowski, z drugiej strony miasto, czyli samorząd, władze samorządowe i z trzeciej wreszcie NGOs, czyli Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny. Zostało to podpisane w 2005 r. i muszę pani powiedzieć, to wszystko zmieniło. Kiedy ja jeździłam spotykać się z różnymi środowiskami wraz z prof. Bartoszewskim i mówiono nam, że na pewno to muzeum nie powstanie, Polska ma taką młodą demokrację po upadku starego systemu, to się nie uda, my poczekamy. Ale w momencie, kiedy ta umowa została podpisana, czyli weszły w to pieniądze podatników, czyli polskie władze to wtedy wiele osób przyszło do projektu i powiedziało jesteśmy z wami. A przede wszystkim chodziło o inwestorów także zza granicy, ponieważ to na nich spoczywał obowiązek sfinansowania wystawy stałej.

Monika Olejnik: I jak pani patrzy, przypomina pani sobie też wtedy, jak był krytykowany Lech Kaczyński przez środowisko Radia Maryja, jak był krytykowany przez ojca Rydzyka, który zarzucał prezydentowi, jeszcze ministrowi sprawiedliwości, kiedy był ministrem sprawiedliwości, że wstrzymał ekshumację Jedwabnego, za to, że przekazał ziemię pod budowę muzeum.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Ziemię przekazał wcześniejszy prezydent Święcicki. Muszę pani powiedzieć, że…

Monika Olejnik: Ale Rydzyk miał pretensje do Lecha Kaczyńskiego.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Ja pamiętam, ja wolałabym nie mówić o ojcu Rydzyku, wolałabym mówić o prezydencie Kaczyńskim, to był mój przełożony, mój szef, mój bliski kolega. Pamiętam taki dzień, kiedy rozmawiałam przez telefon z ówczesnym prezydentem miasta, mówił słuchaj, dzwonią do nas z różnych miejsc i mówią, że niestety ale będzie awantura, jak się zacznie ekshumacja. A prezydent powiedział wtedy takie zdanie: „ja jestem urzędnikiem państwowym, ale jestem też człowiekiem religijnym, nie chcę obrażać niczyich uczuć, ludzi, niezależnie od tego, jaką religię wyznają”.

Monika Olejnik: Ewa Junczyk-Ziomecka i Monika Olejnik www.radiozet.pl i porozmawiamy o ambasadorze w Waszyngtonie, czyli ambasadorze Schnepfie.

Monika Olejnik: Jesteśmy w internecie, rozmawiamy dalej. Dobrze, jak pani na to patrzy, na to, co się działo między Lechem Kaczyńskim, nie możemy od tego uciekać, a Radiem Maryja, a teraz taką symbiozą między PiS a Radiem Maryja, kiedy Jarosław Kaczyński, brat Lecha Kaczyńskiego dziękuje Rydzykowi za to, że pomógł w wygraniu wyborów.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Pani Moniko…

Monika Olejnik: Gdzie my jesteśmy?

Ewa Junczyk-Ziomecka: Pani Moniko, ja już nie jestem w polityce.

Monika Olejnik: Ja wiem, że ludzie sobie wybaczają, itd., ale uczynić coś takiego?

Ewa Junczyk-Ziomecka: Wie pani, pani Moniko tak jak powiedziałam, ja już nie jestem w polityce, nie uczestniczę w tym.

Monika Olejnik: Ale jest pani obserwatorem.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Jestem obserwatorem i wiele rzeczy mnie dziwi, zdumiewa. Niektóre wydają mi się kompletnie niezrozumiałe, ale tak jak wtedy, kiedy jeszcze żył pan prezydent Lech Kaczyński to wszyscy chcieli pokazać, że pan Lech Kaczyński i pan Jarosław Kaczyński to jest ta sama osoba. To są dwie różne osoby, które mają zupełnie inne podejście do życia. Jednak Lech Kaczyński to był człowiek o wielkim doświadczeniu życiowym. On był mężem, był dziadkiem, był ojcem, prawda. On wracał do domu i miał swoją żonę, z którą mógł porozmawiać, której mógł się pożalić, której mógł się poradzić. Jego brat jest zupełnie innym człowiekiem, który żyje w zupełnie innym świecie. Więc nie można dzisiaj oczekiwać, że brat pan Jarosław Kaczyński będzie taki, jak jego zmarły brat Lech Kaczyński, nie oczekujmy tego, to są inni ludzie i zawsze byli inni ludzie.

Monika Olejnik: No to skąd te instytuty im. Lecha Kaczyńskiego i powoływanie się na dziedzictwo, skoro Lech Kaczyński mówił o tym, że można się nie zgadzać z orzeczeniem Trybunału, ale on jest, to orzeczenie jest nienaruszalne.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Pamiętam to. No wie pani, to jest jednak rodzeństwo, to jest jednak rodzina. A poza tym, prezydent Kaczyński, jemu się należą, jemu się należy pamięć. Tak jak zaczęła mówić o Muzeum Historii Żydów Polskich, tam nie ma śladu, że on odegrał taką ważną rolę w powstawaniu tej, tak ważnej instytucji. Nie ma żadnej wzmianki. Wolałabym żeby była.

Monika Olejnik: Nie ma tablicy?

Ewa Junczyk-Ziomecka: Nie. Tam są oczywiście darczyńcy szlachetni, wspaniali, dzięki których funduszom Muzeum powstało, ale uważam, że dla czystej przyzwoitości.

Monika Olejnik: Ja pamiętam, że zawsze Waldemar Dąbrowski podkreślał, zawsze, zawsze.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Podkreślał. Tylko, że wie pani, jak idziemy do Opery to i przy wejściu do Opery jest taka tablica, która to tablica przypomina, że „Kwadryga” cudowna rzeźba rozszalałych koni, która jest na szczycie budynku Opery, że powstała z inicjatywy Waldemara Dąbrowskiego. I bardzo to jest dobre i bardzo się cieszę, że jest to napisane. Ale gdzieś, też na tym budynku Muzeum powinno być napisane, że rola prezydenta Kaczyńskiego była ogromna.

Monika Olejnik: To prawda, to prawda. Zgadzam się. Co pani sądzi o awanturze wokół ambasadora Schnepfa, „Gazeta Polska” zlustrowała ambasadora Schnepfa, ambasador Schnepf oburzył się tym i no właśnie, i co?

Ewa Junczyk-Ziomecka: Pani redaktor, znowu wracamy do moich przełożonych. Pan ambasador Schnepf był moim przełożonym w drugiej mojej części kadencji jako konsul generalna w Nowym Jorku. Bardzo dobry ambasador, wspaniale nam się pracowało, zarówno z tym ambasadorem, jak i z poprzednikiem, panem ambasadorem Kupieckim. Muszę powiedzieć, że wydawało mi się, że to już się nie powtórzy, że to już było. Ja pamiętam 68 r., byłam na pierwszym roku wydziału prawa i, z którego to wydziału niektórzy to profesorowie, a także i studenci wyjechali. To byli moi koledzy i koleżanki. Miałam przyjaciółkę, Krysię i ta Krysia dowiedziała się po wystąpieniu Gomułki bardzo antysemickim, dowiedziała się, że jej mama była w getcie, że ona miała brata, który umarł z głodu w getcie, wtedy matka zdecydowała się jej o tym powiedzieć. I oni wyjechali na emigrację. Ona do dzisiaj jest Polką, ona do dzisiaj jest miłośniczką polskiej literatury, języka polskiego, tak jak większość ludzi, którzy wyjechało w 68 r., ale dlaczego wyjechali? Bo nagle im powiedziano, zaczęto grzebać w życiorysach, zaczęto patrzeć kim była babcia, kim był dziadek, kim był ojciec.

Monika Olejnik: Pani Kania pisze, że ona ani słowa nie napisała o tym, że jest żydowskiego pochodzenia, a doradca pana prezydenta, pan Zybertowicz powiedział, że Ryszard Schnepf tym swoim wpisem wypowiedział posłuszeństwo państwu polskiemu.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Pani redaktor, pani jest dziennikarką, ja też kiedyś byłam dziennikarką, po co ten tekst został napisany?

Monika Olejnik: To trzeba zapytać państwa z „Gazety Polskiej”.

Ewa Junczyk-Ziomecka: No właśnie, dlaczego napisano ten tekst, akurat teraz? Jest tylu ambasadorów, czy coś się zdarzyło w Waszyngtonie w związku, czy ambasador przestał reprezentować Rzeczpospolitą? Czy zachował się w sposób uchybiający godności urzędu? Muszę powiedzieć, że nic takiego, o niczym takim mi nie jest wiadomo i dziwię się bardzo, że ambasador w tej sytuacji jest sam. A przecież jakiekolwiek pisanie w takim tonie, w jakim to zostało zaprezentowane to godzi w jeden z najwyższych urzędów państwa polskiego, mianowicie godzi w ambasadora, który reprezentuje polskie władze, polski rząd, który ma swoich, swój autorytet, swój prestiż. Pozostawienie go samemu w tym uważam, że to nie jest w porządku.

Monika Olejnik: Dzisiaj jest dalszy ciąg ataków w „Gazecie Polskiej”.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Ja bardzo sobie cenię pana ambasadora Schnepfa. Zresztą muszę powiedzieć, że znam bardzo dobrze jego mamę, która jest Sprawiedliwą wśród Narodów Świata. Byłyśmy niedawno w Markowej na uroczystym otwarciu muzeum „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” imienia rodziny Ulmów, jechałam z grupą polskich Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, w którym jest również pani Alicja Schnepf. Zastanawiam się po co tam jest, w tym artykule pisze się o matce

Monika Olejnik: Zmianie nazwiska…

Ewa Junczyk-Ziomecka: Tak, ale o babci, ja tego nie rozumiem.

Monika Olejnik: Wie pani, wczoraj był „7 dzień tygodnia”, siedzieli tutaj wiceminister kultury Jarosław Sellin i doradca pana prezydenta Andrzej Dera, oni nic dziwnego nie zauważyli w tym artykule.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Wie pani…

Monika Olejnik: Powiedzieli, no przecież to jest, czy tu jakaś nieprawda jest?

Ewa Junczyk-Ziomecka: Ja pamiętam, wydawało mi się, że czasy, w których sięgano do oglądania drzewa genealogicznego, że czasy odpowiedzialności zbiorowej, że czasy odpowiedzialności syna za czyny ojca, jakiekolwiek one by nie były, czy to chwała, czy czyny niegodne, że te czasy już minęły. Muszę powiedzieć, że ja z ogromnym zdumieniem, z ogromną przykrością widzę w tym artykule jakiś taki, echo dawnych czasów, których, od których przecież odeszliśmy. Pamiętam prezydent Kaczyński, kiedy, prezydent miasta wówczas, w rocznicę Marca'68 roku, w każdą rocznicę jako prezydent miasta, razem jeździliśmy na Dworzec Gdański, tam jest tablica, która żegna tych, którym po prostu powiedziano, że nie ma dla nich miejsca. A zaczęto od grzebania w życiorysach, zaczęto od oglądania drzewa genealogicznego. Ja się tego boję.

Monika Olejnik: Pani Kania robi z siebie idiotkę i mówi, że nie wie o co chodzi, przecież ani słowa nie było o tym, że jest Żydem, widocznie, jak się pisze o jego niekompetencji, to cytuję z pamięci, niekompetencji to wtedy od razu mówi się, że jest aura antysemicka.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Podważanie autorytetu ambasadora jest podważaniem autorytetu nas samych, mojego, pani, tego prezydenta, tego parlamentu, przecież to jest pracowanie na zły obraz Polski w świecie. Przecież ten ambasador zna prezydenta Obamę, on zna sekretarzy stanu, on zna senatorów i kongresmenów. W jakim świetle my stawiamy przedstawiciela naszej dyplomacji w Waszyngtonie? Takie artykuły się roznoszą, takie artykuły, ja nie rozumiem po co one napisane były, ale to, co sobie myślę w duszy, to mam gęsią skórkę.

Monika Olejnik: Znam osobę, która by mogła zwrócić uwagę tym osobom, które to robią, ale ta osoba jakoś milczy. I pani też zna tę osobę.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Tak. Tak, ja bym bardzo chciała, przypomina mi się jeszcze, takie różne wydarzenia z czasów mojej pracy w kancelarii prezydenta, którą sobie bardzo cenię i z której jestem wdzięczna losowi, że tak się zdarzyło w moim życiu, ilekroć pani redaktor, ilekroć pojawiło się jakieś stwierdzenie rasistowskie, antysemickie, prezydent Kaczyński zawsze reagował. Pozwoli pani, że przypomnę jednak fakt. Wczoraj, dwa dni temu była jedenasta rocznica śmierci Jana Pawła II, którego wszyscy Polacy kochali i kochają i nikt już nie pamięta, że Jan Paweł II powiedział, że antysemityzm jest grzechem. Jan Paweł II powiedział, że Żydzi są naszymi starszymi braćmi w wierze. Dlaczego my tego nie przypominamy, kiedy pali się kukłę we Wrocławiu, dlaczego nie przypominamy tego, gdy ktoś, jacyś ludzie w sposób publiczny zaczynają oglądać drzewa genealogiczne?

Monika Olejnik: Coś pani chciałam przeczytać, minister spraw zagranicznych, minister Waszczykowski powiedział: „Schnepf jednym z ambasadorów, których misja kończy się w wakacje”.

Ewa Junczyk-Ziomecka: I to jest akurat prawda. Bo w tym roku, latem 28 ambasadorów kończy swoją misję, 28 i wśród nich jest również pan ambasador Ryszard Schnepf, ale dlaczego to powiedział, żeby uspokoić? Nie rozumiem tego.

Monika Olejnik: Może uspokoić „Gazetę Polską”, która się denerwuje, że to jest taki zły ambasador, bo być może pan prezydent za krótko rozmawiał z prezydentem Obamą i to jest właśnie może tak bolesne. Pani minister, czy powinien być pomnik na Krakowskim Przedmieściu, pomnik dla tych osób, poświęcony tym osobom, które zginęły? Panu prezydentowi, pani prezydentowej i 94 osobom?

Ewa Junczyk-Ziomecka: Wie pani, znowu pani wraca do tej strasznej tragedii, do tego dramatu i do tego drugiego dramatu.

Monika Olejnik: Za tydzień, za tydzień, znaczy w niedzielę będzie szósta rocznica.

Ewa Junczyk-Ziomecka: To już sześć lat?

Monika Olejnik: Tak.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Wydawało się, że to było przedwczoraj, prawda. Każdy naród dba o pamięć, o swoich czynach, bohaterach i my Polacy też musimy dbać o swoich bohaterów. I bohaterów i ludzi, którzy tragicznie zginęli będąc na służbie, pracując. Niewątpliwie pamięć o całej tej ekipie, która była, 96 osób było w tym samolocie, to byli wybitni przedstawiciele naszej polityki i nie tylko polityki, to była elita. Jeżeli my nie będziemy o nich pamiętać, to kto będzie o nich pamiętał? Jestem za tym żeby o nich pamiętać, przypominać, natomiast wie pani, już jest tyle form upamiętnienia. Ja, jeżeli ten wypadek, tak jak mówią dotychczasowe badania jest skutkiem bałaganu, straszliwego bałaganu po obu stronach, po stronie polskiej, po stronie rosyjskiej, to my wystawiając ten pomnik w sercu Warszawy wystawiamy pomnik własnemu, przypominamy o naszym bałaganiarstwie. Jeżeli rzeczywiście takie są źródła tego wypadku. Wydaje mi się, że ten, propozycja pani prezydent Warszawy, która niedaleko, w pobliżu…

Monika Olejnik: Na Trębackiej.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Trębackiej, żeby tam był ten pomnik, to był bardzo, moim zdaniem to był bardzo dobry kompromis. Przecież tam, komu chcemy pokazać i przypomnieć o prezydencie i tych 95 osobach, które zginęły? Chcemy przypomnieć warszawiakom, którzy spacerują po mieście, turystom, cudzoziemcom, to jest ta przestrzeń, Krakowskie Przedmieście, pomnik Nieznanego Żołnierza, Opera, to jest to miejsce. I wydaje mi się, że warto przypomnieć o tym miejscu, które zaproponowała pani prezydent Warszawy, bo to jest bardzo kompromisowe wyjście, które zakończyłoby wreszcie ten spór.

Monika Olejnik: Jarosław Kaczyński mówi, że nie doszłoby do katastrofy, gdyby wizyty nie zostały rozdzielone, gdyby osobno nie poleciał Tusk, osobno jego brat.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Boże, to jest takie straszne. Niech pani popatrzy, nie dość, że zginęli ludzie, ciekawa jestem czy ci dyskutujący dzisiaj pamiętaj, potrafiliby połowę tych nazwisk wymienić ludzi, którzy zginęli poza prezydentem i poza panią prezydentową? Ta druga, ten drugi dramat toczy się dalej i pogłębia.

Monika Olejnik: No Polska jest podzielona.

Ewa Junczyk-Ziomecka: No właśnie.

Monika Olejnik: PiS twierdzi, że był zamach w Smoleńsku.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Pani Moniko, nie pogłębiajmy tej dziury, tego straszliwego podziału.

Monika Olejnik: No przecież jest komisja Antoniego Macierewicza.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Jest, jest.

Monika Olejnik: I są prokuratorzy pana ministra Ziobry.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Jest, to wszystko jest.

Monika Olejnik: Antoni Macierewicz mówi, że były wybuchy na pokładzie samolotu, że były bomby.

Ewa Junczyk-Ziomecka: To wszystko jest. Pani Moniko, nie ciągnijmy tego, nie dzielmy Polaków bardziej niż są, pozostawmy to innym. Nie dokładajmy do tego ręki, nie przykładajmy do tego ręki naszej.

Monika Olejnik: Dziękuję bardzo.

Ewa Junczyk-Ziomecka: Dziękuję bardzo.

Monika Olejnik: Ewa Junczyk-Ziomecka i Monika Olejnik.

Więcej: