Anna Zalewska: Uwagi dotyczące podstawy programowej to epitety i przymiotniki

„W czerwcu ogłosiłam założenia reformy. Dokładnie opisałam, jak będziemy pracować i wtedy był czas na zbieranie podpisów pod wnioskiem o referendum” – mówi Gość Radia ZET, szefowa MEN Anna Zalewska, pytana przez Konrada Piaseckiego o referendum ws. likwidacji gimnazjów. Minister zaznacza, że koszt zorganizowania go wyniósłby co najmniej 100 milionów złotych. „Tyle potrzeba np. na aktywne tablice w szkołach” – dodaje. Zdaniem Zalewskiej pytanie, które wymyślił Komitet Referendalny jest bardzo ogólne. „Moglibyśmy zapytać np., czy jesteś przeciwko 4 letniemu liceum, branżowej szkole, szerokopasmowemu internetowi itd.” – wylicza szefowa MEN i przekonuje: ”Ja referendum realizuję, w 2013 roku był projekt, który został odrzucony, a rodzice - posyłając do szkoły 7 latki – rozstrzygnęli je”.

Minister edukacji, pytana przez Konrada Piaseckiego o krytykę podstaw programowych, ocenia, że większość jest zadowolona z podstaw programowych, a „wiele uwag to epitety i przymiotniki”. Dodaje, że „podstawy programowe są tylko zapisem ogólnym, który daje możliwości realizacji określonego programu”. „Zapraszam 14. lutego. Przy podpisywaniu rozporządzenia będziemy odnosić się do merytorycznych uwag dotyczących podstawy programowej” – mówi minister edukacji narodowej.

Konrad Piasecki: Minister edukacji narodowej Anna Zalewska, gościem Radia ZET, dzień dobry, witam.

Anna Zalewska: Dzień dobry.

Pani minister zróbmy referendum w sprawie gimnazjów.

Ja referendum realizuję. Przypominam w 2013 r. referendum w sprawie sześciolatka, bo tak zapamiętaliśmy z milionem podpisów, to również pytanie o gimnazja i o historię.

No właśnie, wobec czego jest świetna okazja dzisiaj, kiedy pani chce likwidować gimnazja żeby zrobić referendum, raz wreszcie odpowiedzieć na pytanie, czy Polacy chcą tych gimnazjów czy nie chcą.

80 proc. rodziców zdecydowało, że sześciolatek uczy się w przedszkolu.

To sześciolatek, ale w sprawie gimnazjów rodzice nie byli pytani.

Historia już jest w podstawach programowych. W związku z tym zostało przekształcenie gimnazjów. Umówmy się, że to pytanie przez analogię, bo widzimy w jaki sposób Polacy zareagowali na decyzje i uwolnienie ich decyzji, czy sześciolatek uczy się w szkole, czy w przedszkolu…

Nie, ale pani minister, co ma wspólnego sześciolatek w szkole z istnieniem gimnazjów?

Mówimy o referendum i pytaniach w referendum.

Ale były, tak były pomysły na referendum kiedyś, ale to referendum nie zostało przeprowadzone. Nie można sprowadzić do wspólnego mianownika sześciolatka w szkole i dalszego istnienia gimnazjów.

Mówimy o analogicznych sytuacjach i o pytaniach…

Nie, ale one nie są analogiczne. Są kompletnie a-analogiczne.

Panie redaktorze, może powiedzmy i przypomnijmy.

Pani minister nie, bo…

W 2013 r. były trzy pytania o sześciolatka, o gimnazja i o historię. Dwa są już zrealizowane, przekształcane są gimnazja. Przypominam również, że było pod tym ponad milion podpisów. Ja głosowałam za tym referendum. Teraz uczciwie je realizuję. I jeszcze panie redaktorze…

Pani minister, tyle że gdyby raz zrobić referendum, to raz wreszcie byśmy odpowiedzieli sobie na pytanie i nie byłoby tak, że co zmiana polityczna to ktoś przychodzi z innym pomysłem na system szkolnictwa. Byśmy przesądzili, tak, Polacy nie chcą gimnazjów, miałaby pani świetny argument w ręku.

Ja przypominam panie redaktorze, że właśnie tutaj w Radiu ZET była przeprowadzona sonda, gdzie 83 proc. Polaków uznaje, że to referendum jest bez sensu. Ale powiedzmy sobie uczciwie. 27 czerwca ogłosiłam założenia do reformy. Dokładnie opisałam tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu w jaki sposób…

Mówimy o czerwcu 2016.

Tak jest. W jaki sposób będziemy pracować nad prawem oświatowym.

Ale teraz jest luty 2017 i likwidacja gimnazjów zajrzała wszystkim w oczy realnie.

Myślę, że wtedy był czas na zbieranie podpisów. Ja zachęcam i panie redaktorze zachęcajmy razem, to referendum co najmniej sto milionów złotych, tyle potrzeba na aktywne tablice w szkołach.

Pani minister, ale jak pani chciała przeprowadzić referendum w sprawie gimnazjów, czy sześciolatków w szkołach to też ono kosztowało by sto milionów złotych i wtedy pani go chciała. I też wtedy tablice multimedialne w szkołach.

Ale głosowałam za i realizuję te pytania, które padły w referendum.

Zwolennicy referendum mówią: „chodzi o to, jak traktowany jest obywatel w Polsce, czy ma prawo korzystać z uprawnień konstytucyjnych, czy ma być postawiony do kąta, by słuchać władzy”.

Szanuję obywateli, dyskutowałam z obywatelami przez cały rok.

Pytają: „jeśli w takiej sprawie nie jest możliwe referendum, to w jakich sprawach pozwolicie Polakom na decydowanie na tej drodze”?

Od 2016 r., od stycznia dyskutowaliśmy, debatowaliśmy i w ministerstwie i w całej Polsce, szanując ich postulaty.

Ale to samo mówili poprzednicy o sześciolatkach w szkole, dyskutowaliśmy, konsultowaliśmy, rozmawialiśmy i zdecydowaliśmy. I referendum nie było.

Uznajemy, że jest komitet, że zbierane są podpisy. Ja proszę o odpowiedzialność, o to żeby koleżanki i koledzy z opozycji byli przy rodzicach, byli przy nauczycielach. Warto wspierać szkołę przy przekształceniach. Bo chcę powiedzieć tak, że pytanie referendalne, które wymyślił komitet jest bardzo ogólne. I moglibyśmy powiedzieć i zapytać Polaków, czy jesteś przeciwko czteroletniemu liceum, czy jesteś przeciwko branżowej szkole, czy jesteś przeciwko…

Oczywiście, każdy kto składa wniosek o referendum wymyśla takie pytania, jakie mu się podoba.

Czy jesteś przeciwko szerokopasmowemu internetowi, czy jesteś przeciwko nowoczesności, jednozmianowości, w małych klasach, doskonaleniu zawodowym nauczyciela. Proszę zobaczyć, co to jest zmiana systemu edukacji.

Choćby, rozumiem, przyszło tysiąc atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów i dostarczono by pani milion podpisów pod wnioskiem pod referendum, pani mu zawsze powie i PiS zawsze powie temu referendum w sprawie gimnazjów nie!

Tak i je realizuję, przypominam, to z 2013 r.

No nie, ale to nie jest to samo.

To jest to samo.

No nie, bo wtedy referendum nie było, wobec czego można by je przeprowadzić dziś.

Jestem konsekwentna.

Nie, pani minister, ale wtedy PiS mówiło…

Byłam na tak…

…pytało, „czy w cywilizowanym kraju władza wie lepiej od rodziców, co jest dobre dla ich dzieci. Odrzucenie wniosku o referendum będzie dowodem na to, że partia rządząca, tak samo, jak w czasie słusznie minionym Polska Zjednoczona Partia Robotnicza o wszystkim wie lepiej niż obywatele” i dzisiaj pani mówi tak, wiem lepiej niż obywatele.

Nie, szanuję te podpisy, które były zbierane w 2013 r. i widząc w jaki sposób zachowali się rodzice, czego potrzebowali, decydując czy sześciolatek uczy się w szkole, czy w przedszkolu, 80 proc. rodziców tak zdecydowało.

Pani minister błagam, ale pani odpowiada obok. Jeśli pani mówi, że argumentem za likwidacją gimnazjów jest to, że sześciolatki, że rodzice nie posłali sześciolatków do szkoły.

Historycy dziękują za to, że wróciła historia, zresztą wróciły w ogóle przedmioty, w systemie mamy 105 godzin więcej nauk przyrodniczych, 70 godzin informatyki.

Rozumiem, że strajk ZNP też nie robi na pani wrażenia?

Mam nadzieję, że do niego nie dojdzie, dlatego że te postulaty, które są, dwa, mówiące o podwyżce wynagrodzeń, ja po prostu od kilku miesięcy realizuję w tym sensie, że również ZNP, ale to wszystko dzieje się na wniosek Solidarności.

No, a drugi postulat to są właśnie gimnazja.

Nie, nie, nie panie redaktorze, to nieprawda. Proszę zajrzeć do uchwały. Uchwała mówi tylko i wyłącznie o podwyżce wynagrodzeń.

Ale referendum i gimnazja to też jest główna dzisiaj bolączka ZNP.

Nie, panie redaktorze, nie mylmy tych pojęć, nie wprowadzajmy naszych słuchaczy w błąd. Mówimy tylko i wyłącznie o podwyżce wynagrodzeń.

A protesty rodziców, którzy mówią 10 nie będziemy posyłali dzieci do szkół.

Po raz pierwszy, po raz pierwszy panie redaktorze jest od 2012 r., w dodatku z dodatkowymi pieniędzmi do subwencji oświatowej jest waloryzacja. Pracuje zespół złożony z samorządowców, związkowców nad statusem zawodowym pracowników oświaty. Między innymi tam rozmawiamy o podwyżce. Pani premier powiedziała Solidarności, że w kwietniu pokażemy w jaki sposób będą te podwyżki realizowane.

Pani minister, ja nie chcę o podwyżce dla nauczycieli, bo podwyżka dla nauczycieli to jest bardzo branżowa historia. Chcę panią zapytać, a czy protest rodziców, którzy mówią 10 nie będziemy posyłali do szkół, robi na pani wrażenie?

Ja jeszcze tylko wrócę, panie redaktorze…

Nie, nie, proszę nie wracać, tylko proszę mi odpowiedzieć na pytanie.

Nie, panie redaktorze, bo mieszamy pojęcia. Pan redaktor zapytał o strajk i o postulaty związku mówiąc, że wśród tych postulatów jest…

Są gimnazja… no są.

Nie ma.

Być może pod uchwałą, w uchwale dotyczącej akurat tego strajku nie ma, ale generalnie to jest postulat ZNP, żeby nie likwidować gimnazjów.

Nie, musimy być bardzo rzetelni, musimy…

Tak, musimy być bardzo rzetelni…

…rozmawiać…

ZNP domaga podtrzymania gimnazjów…

Podwyżki.

A podtrzymania gimnazjów?

Podwyżki.

A podtrzymania gimnazjów, nie?

Nie ma uchwały na ten temat, panie redaktorze.

To, że nie ma uchwały, ale postulaty są.

A nie, to nie możemy się… nie, panie redaktorze, mówimy…

Siedział tutaj szef ZNP i powtarzał zostawmy gimnazja, pokochałem gimnazja.

Mówimy o uchwałach ZNP.

A ja pytam teraz o rodziców.

I w tej uchwale jest tylko i wyłącznie o podwyżce.

A ja pytam o rodziców, którzy nie chcą posyłać dzieci do szkół w związku z likwidacją gimnazjów.

Myślę, że rodzice wiedzą, że szkoła jest dobrym miejscem dla dziecka. Że to tak naprawdę zachęcania do wagarowania. Nie ma powodu, dla którego dzieci mają być zakładnikami dyskusji dorosłych.

No nie, ale to dzieci dotyczy ta reforma.

Ale panie redaktorze…

Nie są zakładnikami, są jej podmiotem.

Ja rozmawiam z rodzicami od 16 września, kiedy ogłosiliśmy prawo oświatowe, kuratorzy, wojewodowie byli na 1500 spotkaniach. W tej chwili je kontynuują.

I wszyscy bili brawo.

Rodzice chcą realizacji prawa oświatowego. Jeżeli mamy informacje o tym, że jest jakaś głośna dyskusja w samorządzie to rodzice mówią moje dziecko ma zostać w siódmej klasie, z tymi nauczycielami, z tym dyrektorem, chcemy realizacji prawa oświatowego.

Pani minister, a zmieniając temat, czy jest jakaś sucha nitka, którą zostawiono na pani nowych podstawach programowych?

Ależ większość jest bardzo zadowolonych.

Nie, czytam opinie, miażdżące dla pomysłów nowej podstawy.

Pan redaktor pewnie czyta te listy otwarte, to zresztą moda…

Różne rzeczy czytam. Czytam wicepremiera Morawieckiego, czytam ministra Bańko od sportu, buntują się przeciwko nowym podstawom programowym.

Nie.

Czytam Polskie Towarzystwo Historyczne „nadmierne wyakcentowanie historii militarnej, brakuje historii codzienności, kultury”, czytam Komitet Nauk o Literaturze PAN „nauczyciel nie tylko został pozbawiony prawa wyboru lektur, ale również prawa do stosowania toku nauczania do potrzeb uczniów i do własnej koncepcji dydaktycznej”.

I teraz pomalutku. Podstawy programowe nie możemy mylić z programem. Są tylko zapisem ogólnym, który daje możliwości realizacji określonego programu. Po raz pierwszy pojawia się możliwość realizacji w 20 proc. tych podstaw programowych projektem na lekcjach, nie na zajęciach dodatkowych, na każdej lekcji. Te uwagi to konsultacje społeczne. Każdy ma prawo do tego żeby wyrazić swoją opinię. Pan redaktor jest historykiem, ja jestem polonistą i możemy tutaj podyskutować, że na przykład każdy polonista ma swoją listę lektur. Każdy historyk, część historii…

I też czytam historyków i polonistów, że są nieskorelowane te przedmioty, które akurat najbardziej chyba w szkole powinny być skorelowane, czyli historia i język polski.

W szkole podstawowej, to właśnie ci dyskutujący panie redaktorze, doskonale wiedzą, w szkole podstawowej nie możemy pokazywać epokowego i historyczno-literackiego rysu literatury, to rzeczywiście zbyt trudne. Proszę sobie wyobrazić w czwartej klasie szkoły podstawowej „Bogurodzicę”, bo tak powinniśmy ją pokazać. Ale to nieprawda. Wiele…

Jakiś fragment „Bogurodzicy” nie widziałbym problemy żeby pokazać w czwartej klasie, chociaż oczywiście jest to bardzo trudny tekst.

Trudny tekst.

Lektura i trudny tekst.

Ale na przykład, gdyby została zaśpiewana i pokazany byłyby fragment filmu z Bitwy pod Grunwaldem, gdzie „Bogurodzica” wybrzmiała to byłoby interesujące. Panie redaktorze, 14 podpisuję rozporządzenie.

No więc właśnie, podpisuje pani mimo tych wszystkich krytycznych uwag, no bo jednak straszne te podstawy, straszne, mówiąc kolokwialnie, bęcki i wciry dostały.

Nie.

No tak.

Panie redaktorze, podpisuję, będę się odnosiła do tychże uwag, ale proszę pozwolić na trzy przykłady. Uwagi dotyczące informatyki w nauczaniu I-III. W starej podstawie programowej po III klasie, uczeń miał się posługiwać myszką. A ja mówię o podstawach programowania. Mówimy o tym, że archaiczne są lektury wskazując na Prusa i Sienkiewicza. „Ania z Zielonego Wzgórza”, która jest akceptowalna jest absolutnie z tego samego okresu. Jednocześnie długo dyskutowano o tym, panie redaktorze…

Tak, ale przyzna pani, że „Ania z Zielonego Wzgórza” a Prus to jest rozziew bardzo potężny.

Ale absolutnie nie.

Nie!?

Mówi to polonista w sposób odpowiedzialny.

Nie. Jednak „Ania z Zielonego Wzgórza” jest dużo bardziej taką uwspółcześnioną lekturą w sensie emocjonalnym niż Prus.

Panie redaktorze, proszę powiedzieć z jakiego, kiedy została wydana „Ania z Zielonego Wzgórza”?

Pewnie to jest przełom XIX i XX w.

W 1905 rok chyba.

No dobrze, ale są dzieła z 1905 r., które są bardzo wciąż aktualne i bardzo przyjemne do czytania.

Ale pokażmy, pokażmy inny zarzut, który był zarzutem poważnym, pojawiający się w poważnych gazetach, a no, że nie ma ewolucji, nie ma Darwina. Przez 10 sekund nie zniknął z podstawy programowej. W związku z tym zachęcam wszystkich do tego żeby po pierwsze czytać podstawy programowe, po drugie zapraszam 14, bo przy podpisywaniu rozporządzenia będziemy odnosić się do merytorycznych uwag.

Rozumiem, że 14 jest datą, Walentyki są wbite gwoździem i musi.

Wiele, wiele uwag to epitety i przymiotniki.

Ale przymiotniki też są bardzo dobre do dyskusji.

Nie, kiedy dyskutuje się o podstawach programowych, rozmawia się…

Ale argumenty, które pani przeczytałem nie były przymiotnikowe.

…na merytoryczne i pokazuje się określone fragmenty w podstawie programowej.

Anna Zalewska, ciąg dalszy na radiozet.pl, dziękuję bardzo.

Bardzo dziękuję.

 

"Antykoncepcja, edukacja seksualna – zostawmy to rodzicom. Jeśli będą potrzebowali pomocy – zasugerują ją nauczycielom"

 

„Edukację seksualną zostawmy rodzicom” – mówi, w internetowej części programu „Gość Radia ZET”, szefowa MEN Anna Zalewska. Minister tłumaczy, że jeśli rodzice zauważą taką potrzebę - mogą zgłosić się i zasugerować nauczycielowi poruszenie tego tematu na lekcjach biologii. Dodaje: „To nie jest prawda, że na biologii nie będzie mowy o antykoncepcji”. „Jeżeli mówimy o anatomii, cielesności i seksualności, to w sposób oczywisty nauczyciel rozmawia ze swoimi uczniami. To mądry człowiek, który potrafi w sposób wrażliwy zauważyć, jakie treści mają docierać do uczniów” – mówi Anna Zalewska. I dodaje: „Myślę, że każdy nauczyciel będzie realizował wszystkie treści związane z cielesnością”.

Być może trzeba będzie poczytać na matematyce, bo taki będzie sposób, by uspokoić dzieci – mówi minister edukacji. Dodaje, że w szkołach będzie dużo więcej czytania tekstów w całości. Do tej pory dziecko nie rozwijało w szkole podstawowej swoich umiejętności czytelniczych – uważa Gość Radia ZET.

Uczniowie chodzący do szkoły na dwie zmiany? Nie będzie drugiej zmiany. Chyba, że mówimy o dużych miastach typu Warszawa. Tu jest duży problem – odpowiada Anna Zalewska. Jej zdaniem zapisy prawa oświatowego zmuszają do myślenia o jednozmianowości.

Radio ZET/MA

Więcej: