Bronisław Komorowski: A jak ktoś oskarży kosmitów o spowodowanie katastrofy 10.04 to znów będziemy robili ekshumacje?!

„Z katastrofy smoleńskiej zrobiono maczugę polityczną do okładania konkurencji po głowie. Ciągłe otwieranie trumien jest możliwe, tylko to niczemu dobremu nie służy. Nie mogę zrozumieć motywacji. Jeśli ktoś za chwile wysunie następne oskarżenie, że kosmici są źródłem katastrofy smoleńskiej, to jeszcze raz będziemy robili ekshumacje?!” – mówi Gość Radia ZET, były prezydent Bronisław Komorowski. Dodaje, że „wznowione śledztwo ma dodatkowe dno polityczne”.

Zdaniem byłego prezydenta PiS potrzebuje ekshumacji, żeby snuć wokół katastrofy insynuacje i oskarżenia. „Trwa festiwal zamieniania żałoby narodowej w konflikt polityczny, a pamięć ofiar katastrofy została unurzana w bieżącą walkę polityczną i agresję. Cały naród, my wszyscy - a przede wszystkim politycy -  powinniśmy mieć w sobie wolę przeproszenia wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej” – uważa Bronisław Komorowski. Dodaje, że „w sposób bezwzględny, prokuratura pod kierownictwem polityka, narzuca ekshumacje rodzinom, które sobie tego nie życzą”. „To hołdowanie szaleńczym pomysłom i przedziwnej logice polegającej na braku logiki” – uważa Gość Radia ZET.

"MOJA CÓRKA SZKOLIŁA OSOBY ZWIĄZANE Z OBECNĄ WŁADZĄ" - ZOBACZ, JAK BRONISŁAW KOMOROWSKI ODPOWIADA NA PYTANIA SŁUCHACZY

Konrad Piasecki: A gościem Radia ZET jest Bronisław Komorowski, dzień dobry, witam.

Bronisław Komorowski: Dzień dobry, witam państwa.

„Dziś majestat śmierci przywraca właściwe proporcje podziałom, konfliktom a głos dzwonu Zygmunta wzywa do pojednania polsko - polskiego”, pamięta pan te słowa?

Pamiętam, ale one dzisiaj brzmią wyjątkowo fałszywie.

One padły w dniu pogrzebu nad trumną pary prezydenckiej z pańskich ust. Co by pan nad tą trumną powiedział dzisiaj, w dniu ekshumacji pary prezydenckiej?

No niestety przeżyliśmy te parę lat, które minęły od tamtych wydarzeń, które wydawałoby się, że stwarzają szanse na odbudowę wspólnoty takiej narodowej, m.in. w oparciu o wspólnotę żałoby, która była autentyczna, prawdziwa. Była głęboko przeżywana, no tyle, że potem padły straszliwe oskarżenia o zamach, o niecne zamiary, knowania władz polskich z władzami rosyjskimi przeciwko polskiemu prezydentowi i potem nakręcono całą wielką spiralę nieszczęścia i kłamstwa i agresji i uczyniono z katastrofy smoleńskiej narzędzie walki politycznej.

A w imieniu państwa polskiego należałoby się parze prezydenckiej i wszystkim ofiarom katastrofy słowo przepraszam?

Nie bardzo zrozumiałem pana.

Donald Tusk kiedyś powiedział: „Mówię przepraszam, bo zdaję sobie sprawę, że przy pracy mogły zdarzyć się błędy i pomyłki” i to było właśnie w kontekście tego wszystkiego, co działo się po katastrofie smoleńskiej. 

Wie pan, ja mogę powiedzieć tylko tyle, że rzeczywiście chyba wszyscy zbiorowo, całe społeczeństwo, cały naród, a przede wszystkim politycy, ale pewnie i niektórzy księża tak samo, powinniśmy mieć w sobie wolę przeproszenia wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej za to, że ich pamięć została unurzana w bieżącą walkę polityczną, w agresję, która przecież kompletnie nie pasowała do tego klimatu przeżycia żałoby narodowej w pierwszych godzinach, w pierwszych dniach.

A nie jest tak, że dzisiaj w dniu, w którym zaczyna się ta wielka operacja ekshumacyjna ma pan wrażenie, że w tym 2010 r. jednak szok, jednak żałoba, jednak tragedia trochę uśpiły czujność służby. One jednak nie zachowały tych procedur, których powinny dochowywać.

Proszę pana, zawsze, prawie w 99 proc. katastrof i lotniczych i nie lotniczych, zawsze wina na końcu jest winą człowieka. To w minimalnym procencie są, jakieś zdarzają się wypadki, że zawodzi technika. Na ogół zawodzą ludzie, organizatorzy…

Ale mówi pan także o tym, co działo się po katastrofie?

No wszędzie, no nie ma, przy tak wielkich operacjach nie ma możliwości uniknięcia błędów, różnych, czy niedopatrzeń.

I te błędy po katastrofie popełniono?

Nie, nie, ale nie te błędy zadecydowały o tym, że zrobiono z katastrofy smoleńskiej maczugę polityczną do okładania konkurencji politycznej po głowie.

Ale gdyby dochowano wtedy, panie prezydencie, wszystkich procedur, gdyby otworzono trumny w Polsce, gdyby zidentyfikowano ciała w Polsce, nie byłoby tego wszystkiego, co dzisiaj przeżywamy i co muszą przeżywać rodziny.

Nie, kompletnie się z panem nie zgadzam, ale kompletnie. Bo gdyby to wtedy zrobiono, to byłyby zarzuty o nieuszanowanie tych zmaltretowanych ciał. To byłoby tysiąc innych zarzutów. Jeżeli ktoś chce kogoś walnąć w głowę to zawsze, zawsze znajdzie maczugę. W tym wypadku na nieszczęście znaleziono sposób w postaci złamania nastroju żałoby narodowej.

Mówił pan o ekshumacjach, że to przejaw szaleństwa i bezwzględności, ale to te ekshumacje sprawiły, że jednak odnaleziono kilka ciał, które padły ofiarą pomyłki, wtedy w kwietniu 2010 r.

No i co? I co, teraz w dalszym ciągu się ekshumuje, tak. No tak możemy ekshumować wie pan iks razy…

Być może za chwilę się okaże, że są następne pomyłki, prokuratura mówi dokumentacja, którą mamy nie odpowiada powadze tego śledztwa.

To mówi tak ta prokuratura, kierowana przez polityka pana Zbigniewa Ziobro. Natomiast poprzednia prokuratura, niezależna tak nie mówiła. Więc sobie powiedzmy, że to w dalszym ciągu trwa, ten festiwal zamieniania żałoby narodowej w jakiś konflikt polityczny i, że to śledztwo prokuratorskie wznowione, ono według mnie niestety ma to dodatkowe dno.

Ale dno jakiego typu? Politycznego?

Polityczne, oczywiście.

Ale czemu służyć by miały te ekshumacje, politycznie, panie prezydencie? Bo to jest częsty argument, którego powiem szczerze nie rozumiem.

Nie rozumie pan?

Po co polityce te ekshumacje?

No jak to po co PiS te ekshumacje? No po to żeby cały czas tworzyć wokół katastrofy smoleńskiej, snuć różnego rodzaju insynuacje, podejrzenia, oskarżenia. 

Ale to zespół Macierewicza i tak pracuje.

Ale to teraz będzie miał…

Bez ekshumacji też by pracował.

Oj, będzie pracował dwa razy lepiej.

Pan rozumiem, nie dostrzega potrzeby tych ekshumacji?

Nie, jeżeli nie dostrzegają, a odwrotnie, boją się tego rodziny ofiar, które protestują przeciwko temu.

Rodziny łatwo zrozumieć, bo rodziny są emocjonalnie tym poruszone.

No to starajmy się je zrozumieć. To starajmy się je zrozumieć.

Ale część rodzin też mówi tak, jesteśmy za.

To należy także i tamte rodziny zrozumieć, jeżeli tamte rodziny chcą, proszę bardzo. Natomiast problemem jest to, że w sposób bezwzględny, prokuratura pod kierownictwem polityka zaangażowanego politycznie, narzuca ekshumacje także tym rodzinom, które sobie tego wyraźnie nie życzą. Chcą właśnie spokoju. Chcą już zamknięcia tych trumien raz na zawsze. A ciągłe otwieranie trumien oczywiście jest możliwe, tylko według mnie to niczemu dobremu nie służy. Ja nie mogę zrozumieć, jakimi motywacjami mogą się kierować. Jeżeli ktoś za chwilę wysunie następne oskarżenie, że - nie wiem - kosmici są źródłem katastrofy, to co, jeszcze raz będziemy robili ekshumacje, szukając kolejnych dowodów na jakąś ingerencję czynnika zewnętrznego? Tutaj, według mnie, jest to hołdowanie szaleńczym pomysłom i przedziwnej logice, polegającej na braku logiki, tych osób, które oskarżają o zamach, a nie o katastrofę smoleńską.

Panie prezydencie, sięgając w mniej odległą przeszłość, czyli do 11 listopada, stanie pan za rok, może dwa, do wspólnego, rocznicowego marszu ze swoim następcą?

Wie pan byłoby dobrze, gdyby to możliwe, ale to wymaga przede wszystkim od rządzących tego, aby udowodnili, że dobrze sprawują swoje funkcje. Na razie trudno mi jest stawać obok prezydenta Dudy, kiedy ja uważam, że złamał konstytucję, czyli nie wypełnił w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, czyli nie wypełnił swoich podstawowych obowiązków.

Andrzej Duda mówi „za rok, a najpóźniej za dwa, w setną rocznicę odzyskania niepodległości pójdziemy w jednym marszu ku czci niepodległej Polski”, pan widzi siebie dzisiaj w takim marszu?

Ja nie wiem kogo ma na myśli pan prezydent Duda. Życzę mu jak najlepiej.

Rozumiem wszystkich polityków, całą klasę polityczną.

To sądzę, że musi się nastawić na przekonanie, nie tylko innych polityków, ale przede wszystkim opinii publicznej, że jest prezydentem wszystkich Polaków, a nie jednej partii politycznej.

A dzisiaj nie jest?

Według mnie dzisiaj zachowuje się tak, jakby był politykiem, prezydentem jednej opcji politycznej.

Ale wie pan, panie prezydencie, że o panu też tak mówiono dokładnie to samo. Zawsze się tak mówi.

No tak, nie, nie.

Zawsze się tak mówi o prezydencie, że jest prezydentem jednej opcji politycznej.

Nie, nie, nie. Tak można mówić, ale proszę zwrócić uwagę, że choćby nawet te same marsze i właśnie „Razem dla niepodległej”, one pod moim jakby patronatem skupiły ludzi także opozycji. Także opozycji narodowej i lewicowej.

No tak, tylko że to była opozycja, która zbliżała się do obozu rządzącego.

A nie, nie, nie. No SLD?

No nie, no Roman Giertych…

SLD? Leszek Miller? Dzisiaj się zbliża mentalnie można powiedzieć do drugiej strony.

Leszek Miller jakoś tak ostatnio jest, że zawsze zbliża się do strony rządzącej.

Ale i widzi pan, na tym właśnie polega rola prezydenta, aby mógł nie na zasadzie ustawy, regulacji ustawowej, tylko przez fakty przyciągać do różnego rodzaju wydarzeń, które mogą i powinny być jak najdalsze od elementów rozgrywek politycznych, przyciągać ludzi z innych środowisk politycznych niż swoje własne. Ja na razie dzisiaj tego nie widzę. Widzę, słyszę o ustawie, a nie widzę żadnego realnego działania, które mogłoby przekonać kogokolwiek z opozycji dzisiejszej, że mogliby się pojawić na tego rodzaju uroczystości w sposób bezpieczny, ideowo bezpieczny dla siebie, gdyby się nie mieli pojawić w roli dekoracji.

Gdyby do Bronisława Komorowskiego ktoś przyszedł i zaproponował uczestnictwo w komitecie rocznicowym obchodów, bo ma być taki komitet, przyjąłby pan tę ofertę?

Nie wiem, zastanowiłbym się. Na razie, na pewno nie w roli jakiejś fasady, i że tak powiem dekoracji tylko i wyłącznie.

Przed rokiem, tuż przed wyborami pan ostrzegał „nie dawajcie PiS monopolu władzy”, zapewne pan powie, że ten rok potwierdził pańskie obawy. A potrafi, czy pozwolił ten rok dostrzec, tak jak szefowi Platformy, czyli Grzegorzowi Schetynie, jak wiele błędów, jak wiele zaniechań, jak wiele słabości miały rządy formacji, którą również pan reprezentował?

Dzisiaj jesteśmy rok od czasu, kiedy rządzi i ma monopol władzy PiS, więc…

I po tym roku Grzegorz Schetyna mało słuchaliśmy ludzi, zawiedliśmy, przepraszam.

Więc chwileczkę, nie, ale nie, ale wie pan, jaki ma sens z punktu widzenia także medialnego rozliczanie poprzednich ekip? Dzisiaj panie redaktorze weź się pan za robotę, bo musi pan rozliczać obecną ekipę.

Ja rozliczam obecną, rozliczam też poprzednią, a uświadomienie…

No i dobrze. A obecną, obecną…

A uświadomienie sobie błędów jest kluczem do zwycięstw w przyszłości panie prezydencie?

Ale obecną opozycję niech pan rozlicza z jej słabości.

A ma?

Oczywiście, że ma.

Ta opozycja słabości, jakie?

A nie z czasów, kiedy rządziła lepiej, czy gorzej.

To jakie ta opozycja ma słabości?

Bo to już jest sprawa historii. A dzisiaj, jakie ma słabości? No nie potrafi przełamać, przekroczyć barier dzielących ją wzajemnie. Jest rozdrobniona, jest w związku z tym mało skuteczna.

A niektórzy twierdzą, że w tym rozdrobnieniu, w tej wielofortepianowości, że tak powiem, właśnie sukces i recepta na sukces.

Może, ale ma pan rację, może być i tak. To nie jest recepta na sukces, to może być ewentualnie, bo właśnie może tak trzeba będzie, ale gdzieś tak trzeba będzie się zachowywać. Ale ja osobiście, z mojego doświadczenia politycznego, wyciągam prosty wniosek, że istnieje zawsze spora grupa wyborców, którzy są skłonni dać premię za jedność i za zdolność przynajmniej do współpracy. Więc można tutaj różne gradacje tego procesu przedstawiać, może być manifestowana zdolność do współpracy, może być jedność wyborcza. Ale ta zdolność do współpracy jest absolutnie niezbędna.

To ostatnie pytanie, czy w Donaldzie Trumpie widzi pan raczej kogoś, kto pana niepokoi, czy budzi pańską ciekawość i nadzieję na przyszłość?

Znam lepsze sposoby na zaspokajanie własnej ciekawości w polityce. Niepokoi, oczywiście, że niepokoi, bo powiem tak, dzisiaj widzimy, że rzeczywiście Donald Trump zaczyna dokonywać manewru wycofywania się ze swoich różnych, bardzo ostrych sformułowań czasu kampanii wyborczej, ale kampania ma to do siebie, że ona na ogół trochę wyostrzając, zawsze  wyostrzając, ale pokazuje, co się myśli. Więc obecny prezydent Stanów Zjednoczonych pokazał w kampanii, co myśli w kwestiach NATO, w kwestiach także polityki wewnętrznej, zagranicznej. I jest się czego obawiać. Można i należy mieć nadzieję, że nie zrealizuje tego, nie zrobi tego, co myśli. Ale co myśli my powinniśmy o tym pamiętać, co on myślał w czasie kampanii.

Na radiozet.pl ciąg dalszy rozmowy z Bronisławem Komorowskim, dziękuję bardzo.

Dziękuję bardzo.

 

Radio ZET/MA

Więcej: