Krzysztof Łapiński: Niepotrzebnie machamy szabelką i stwarzamy wrażenie zamordystów. Nie musimy szukać przeciwników na siłę

„Gdyby dziś była kampania wyborcza, to tematy, które są wokół Prawa i Sprawiedliwości, ciągnęłyby nas w dół. Partia powinna unikać takich sytuacji, jak ta z Macierewiczem” – mówi Gość Radia ZET, poseł PiS Krzysztof Łapiński. Jego zdaniem „przejechanie na czerwonym świetle jest prawem pojazdu uprzywilejowanego, ale to nie znaczy, że się taranuje inne samochody”. Pytany o Antoniego Macierewicza polityk mówi, że jego partia musi sobie odpowiedzieć na pytanie, na ile to, co dzieje się wokół MON szkodzi PiS. Dopytywany o prokuratora, który zajmuje się wypadkiem szefa MON, a wcześniej odebrał od Macierewicza nominację, odpowiada: „Jestem zaskoczony, mam nadzieję, że wykaże się niezależnością”.

Odpowiedzialność karna dla posłów protestujących w Sejmie? „Nie powinniśmy straszyć ich więzieniami, bo tylko na to czekają i zrobią z siebie męczenników” – odpowiada Gość Radia ZET. „Wytrącajmy opozycji argumenty, że jesteśmy zamordystami i będziemy wsadzać. PiS jest pokojowo nastawiony do politycznych przeciwników. Może czasami ktoś pomacha niepotrzebnie szabelką, ale dziś opozycja jest tak słaba i rozbita, że nie ma sensu jednoczyć ich naszymi działaniami” – uważa Krzysztof Łapiński. Dodaje: „Nie mnóżmy frontów, bo potem będzie ciężko na nich wygrywać, a i tak ich mamy sporo”. „Nie musimy szukać przeciwników na siłę” – mówi Łapiński.

Konrad Piasecki: A gościem Radia ZET jest poseł PiS, Krzysztof Łapiński, dzień dobry. witam.

Krzysztof Łapiński: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.

Jak długo jeszcze premier, prezes i partia będą ze stoickim spokojem patrzyli na to, co robi minister obrony narodowej?

To nie pytanie do mnie, to pytanie do pani premier i pana prezesa.

A pan patrzy i łapie się za głowę?

Ja patrzę na to tak, że musimy sobie w końcu w którymś momencie odpowiedzieć na pytanie ile działań, czy ile rzeczy, które są wokół pewnych osób szkodzą partii, a ile pomagają.

A pańskim zdaniem to, co się dzieje wokół ministra Macierewicza pomaga, czy szkodzi bardziej?

Panie redaktorze, ja oczywiście wolałbym dzisiaj żeby w kontekście PiS mówiono o tym, że dzięki pakietowi paliwowemu do skarbu państwa wpada kilka miliardów więcej i Orlen, największa, polska spółka ma rekordowe zyski z tego tytułu, że ukrócono mafię paliwową.

A tymczasem musi się pan tłumaczyć z tego, jak to się dzieje, że minister Macierewicz pędzi przez Polskę razem ze swoją eskortą, powoduje karambol, a jedzie na imprezę, która - no przy całym szacunku dla „Człowieka wolności” i tej nagrody - bez Antoniego Macierewicza jakoś by dała radę się obyć.

Pewnie tak. No i właśnie jest pytanie na ile w naszej komunikacji, czy w kontaktach z Polakami, z wyborcami, na ile będzie dominował ten przekaz o takich nazwijmy sytuacjach, o jakich pan mówi, a na ile będziemy miejsce na chwalenie się sukcesami. Bo, jak dzisiaj przeczytamy prasę, zobaczymy w internecie, wszystko są tematy takie, z których PiS, jak byłaby dzisiaj kampania to tematy by nas naprawdę troszeczkę ciągnęły w dół.

To co by Krzysztof Łapiński partii radził z tym zrobić, albo pani premier, przywołać Macierewicza do porządku?

Nie jestem doradcą pani premier.

Ale jest pan posłem.

Pani premier ma swoich doradców.

Rzeczpospolitej Polskiej…

Nie, panie redaktorze, co może dzisiaj PiS robić? Unikać takich sytuacji to po pierwsze.

Ale ta sytuacja, Antoni Macierewicz generuje te sytuacje.

A po drugie, jeśli takie sytuacje się zdarzają, to starać się jak najbardziej wyjść z nich z twarzą. No, zdarzył się wypadek, to można w sposób kompetentny, czy przejrzysty dlaczego tak się stało i zadbać o to żeby wszyscy, którzy w tym wypadku ucierpieli, żeby byli otoczeni jakąś tam specjalną, znaczy specjalną, stosowną i tyle.

Ale rozumiem też uderzyć się w piersi, powiedzieć wprost, że to, że minister Macierewicz łamie przepisy kodeksu drogowego po to żeby dojechać na wręczenie nagród do Warszawy w godzinę i 45 minut nie zasługuje na obronę.

Panie redaktorze, to jest tak, że pojazd uprzywilejowany może nie stosować się do pewnych przepisów, czyli na przykład może przejechać na czerwonym świetle.

Może, ale zdrowy rozsądek też podpowiada, że powinien być uprzywilejowany w sytuacjach, które tego wymagają.

Ale z drugiej strony to nie wyłącza tego, że taki pojazd, czy takie pojazdy muszą zachowywać się w taki sposób żeby nie stwarzać zagrożenia dla innych. Przejechanie na czerwonym świetle  jest prawem pojazdu uprzywilejowanego, ale nie znaczy, że jak na czerwonym świetle stoją inne samochody to, że tak powiem, się je taranuje.

Przyzna pan, że jak się patrzy na Antoniego Macierewicza i jego przybocznego Bartłomieja Misiewicza to powstaje takie wrażenie, że oni wykupili sobie jakąś polisę na polityczną nieśmiertelność i na polityczną niedotykalność.

Nie wiem. Panie redaktorze, to już nie można oceniać. Bo na przykład wiemy, że Bartłomiej Misiewicz jest doradcą pana ministra, ale na przykład w wyborach parlamentarnych nie uzyskał poparcia wyborców takiego żeby być w sejmie.

Bo jeszcze był nieznany. Ale boję się, że po tej kadencji, albo podejrzewam, że po tej kadencji będzie uwielbiany.

Być może, powiem tak, że być może wielu ministrów chciałoby mieć taką rozpoznawalność, jaką ma skromny szef gabinetu politycznego.

Nie uważa pan, że przy całej sympatii rozumiem pańskiej dla Bartłomieja Misiewicza, bo pan go zna?

Tak, znamy się.

Sympatyczny chłopak? Bo opinia publiczna zna go raczej z tych zdjęć, kiedy ktoś trzyma nad nim parasol, albo on jeździ na czołgu, natomiast osobiście mało kto miał okazję poznać.

Oczywiście to jest taka znajomość na zasadzie, jak się zna kilkaset osób w partii, na zasadzie cześć, cześć, co słychać.

A co u niego słychać?

Nie wiem, proszę zaprosić Bartłomieja Misiewicza, może odpowie.

Właśnie w tym jest problem, Bartłomiej Misiewicz raczej mediów unika.

Nie, z tego, co wszyscy mówią to jest człowiek młody, ambitny, pracowity. Ale ma jakieś, no nie wiem czy pecha, czy jak to nazwać, że musi też uważać trochę na media.

Ale co ma takiego w sobie, że widzi, że oczy świata są skierowane na niego i nie ma problemu z tym żeby pójść do klubu w Białymstoku i poobiecywać: ty, Heniu zostaniesz szefem obrony terytorialnej, co?

Nie wiem czy akurat obiecywał czy nie. Panie redaktorze, w takich sytuacjach ktoś jest jakąś osobą publiczną powinien uważać, gdzie chodzi do jakich miejsc i z kim się spotyka. Bo oczywiste jest, że dzisiaj w zasadzie każdy, pan jest dziennikarzem zawodowym, ale każdy kto ma telefon komórkowy przy sobie jest dziennikarzem amatorem, może zrobić zdjęcie, nagranie, wrzucić do sieci. To są czasy, kiedy politycy, osoby trochę rozpoznawalne mogą być wszędzie obserwowane, więc trzeba uważać. Trzeba tutaj zachowywać się rozsądnie, nie prowokować takich sytuacji.

A z tej pańskiej, nawet pobieżnej znajomości z Bartłomiejem Misiewiczem, jego potencjał intelektualny, jego potencjał organizacyjny jest tak wielki, że naprawdę warto to wszystko znosić?

Panie redaktorze nie znam na tyle Bartłomieja Misiewicza żeby się wypowiadać o jego już tak szczegółowo kompetencjach. Pan minister ocenił, że jest mu przydatny w ministerstwie, że jego praca jest dla niego cenna i to jest jego decyzja i tyle. Ja nie będę ustawiał gabinetu politycznego ministra, bo nie mam do tego ani kompetencji, ani możliwości.

Ale rozumiem, że zgodzimy się, że obaj panowie M. powinni być nieco przykróceni w swoich eskapadach i pokazywaniu się światu, co to oni nie mogą zrobić.

Zgodzimy się z tym, że lepiej żeby w gazetach była mowa o sukcesach rządu w postaci właśnie programu 500 plus, który, jak się okazuje jest bardzo dobry, bo na przykład bardzo zmniejszył wykluczenie, czy wręcz biedę wśród dzieci. O tym, że właśnie jest ustawa, jedna ustawa, pakiet paliwowy spowodowała, że wiele miliardów trafia do budżetu i do Orlenu. I zgodzimy się, że to powinno być główne przesłanie rządu, czyli praca i sukcesy, no bo są te sukcesy.

Ale to zabrzmiało tak, jakby pan dzisiaj dostał jakiś dobry przekaz dnia.

A nie dostaję przekazów dnia, nie wiem.

Nie dostaje pan?

Nie, ja nie dostaję.

Ostatnio nawet do mediów wyciekają.

Ale no widzi pan, a ja zostaję bez przekazów dnia, więc może nie jestem na tej liście posłów, którzy dostają. Uczciwie powiem, że ja nie dostaję.

Czyli właściwie nie wie pan, co mówić? Mówi pan to, co panu do głowy przychodzi.

Panie redaktorze, mówię, co myślę. I tyle. A że jakoś mi się zdarza czasami pomyśleć, to mówię.

A czasami zdarza się też panu mieć kłopoty w związku z tym, co pan mówi? Że prezes napomni, powie panie pośle, niech pan się czasami opanuje.

Nie, panie redaktorze wszystkie moje wypowiedzi…

Słyszałem informacje, że po naszej ostatniej rozmowie prezes wezwał pana na dywanik.

Nie, nie, to nie było wezwanie na dywanik. Po prostu tak jest, że czasami ma czas żeby się spotkać z posłami, przed nowym rokiem miałem taką rozmowę i tyle.

Gorzka była bardzo i ostra?

Panie redaktorze wszystkie moje wypowiedzi, jak pan je prześledzi, są podyktowane troską o PiS. Jeśli ja na przykład mówię, że nie mnóżmy frontów, bo to będzie potem ciężko na tych wszystkich frontach wygrywać, to nie wynika z jakiegoś mojego widzi mi się, tylko z oceny sytuacji, że uważam, że dla dobra PiS nie należy mnożyć frontów, bo i tak ich mamy sporo. I są oczywiście, jakieś fronty naturalne, które nie od nas tylko zależą, ale nie musimy szukać jakby nowych przeciwników na siłę. I to wszystko, co mówię jest podyktowane w moim mniemaniu najszczerszą troską o PiS.

To po co prezes to robi, przecież to prezes najpierw mówi, że trzeba zamykać fronty, a potem otwiera kolejne?

Panie redaktorze to jest tak, że niektóre fronty są naturalne, bo jak zapowiadaliśmy, że będzie reforma sądownictwa, czy innych dziedzin, to że część środowiska, czy pewnych środowisk będzie przeciwko nam.

Ale czy pan rozumie na przykład otwieranie frontu pod tytułem - teraz posłów opozycji postraszymy prokuratorem i tym, że na dziesięć lat pójdą do więzienia?

W takim sensie rozumiem, natomiast uważam, że powinniśmy akurat nie straszyć posłów więzieniami, bo oni tylko na to czekają i zrobią z siebie męczenników. Można tę sprawę równości, że było tak, że zachowujemy równość wobec prawa, kto złamał regulamin, jest równość wobec prawa, więc są kary regulaminowe, ale niekoniecznie już musimy iść dalej. Ja już za chwilę widzę posła Nitrasa u pana, który tutaj przyjdzie ze szczoteczką do zębów i pastą i powie, że on już się szykuje na aresztowanie i za chwilę PiS bo aresztuje. Takich sytuacji nie stwarzajmy. Wytrącajmy naszym przeciwnikom politycznym jakiekolwiek argumenty w stylu, że jesteśmy zamordystami, że będziemy wsadzać, itd.

A nie jesteście?

A oczywiście, że nie jesteśmy. Myślę, że jesteśmy pokojowo nastawieni do wielu, do naszych przeciwników, może czasami ktoś tam pomacha szabelką niepotrzebnie, ale nie ma sensu. Myślę, że dzisiaj opozycja jest tak słaba i tak rozbita, że nie ma sensu po pierwsze takimi działaniami ich jednoczyć i po drugie nie ma sensu dawać im takich argumentów z wysokiego „c”, z tego, że zagrożenie wolności, demokracji, praw człowieka, praw obywatelskich, praw opozycji.

Bo przyzna pan, że kraj, w którym opozycja byłaby sadzana za to, co działo się w parlamencie na ławie oskarżonych i politycy opozycji na ławie oskarżonych by zasiedli byłby krajem zamordystycznym?

Byłby krajem, który może ktoś powiedzieć, że byłby krajem, gdzie bardzo mocno jest egzekwowane prawo.

Ale większość by powiedziała, że jest krajem zamordystycznym, ja mówię o takim.

Oczywiście, że politycy opozycji by takie stwarzali wrażenie. Natomiast musimy pamiętać, że jesteśmy równi wobec prawa i jeżeli ja, jako poseł PiS będę okupował mównicę to marszałek sejmu ma mi prawo wyznaczyć karę regulaminową.

Regulaminową tak, ale nie straszyć pana sądem, a już na pewno nie sadzać na ławie oskarżonych.

Tym bardziej, że oczywiście tam są jakieś przesłanki, czy podstawy w kodeksie karnym żeby takie rzeczy czy rozmyślać, czy rozważać, tylko ja mówię, że to będzie tylko paliwo dla po pierwsze zjednoczenia opozycji i dla tego żeby oni się potem przedstawiali, znaczy oni, opozycja może ładniej to zabrzmi, żeby opozycja się przedstawiała jako obrońcy demokracji, ci, którzy jeszcze są tłamszeni, żeby potem szermowała hasłami, że Białoruś, nie wiem Korea Północna, czy inna. Nie jest to nam potrzebne, ani nie jest konieczne żeby opozycję pokonać. Możemy opozycję pokonać w wyborach tak, jak to zrobiliśmy dwukrotnie w 2015 roku.

To na koniec jeszcze ciekawostka, w tych przekazach dniach, których pan nie dostaje jest napisane żeby o sprawie Macierewicza mówić, że prokuratura wojskowa, czy prokuratura bada tą sprawę i prokurator wojskowy nią się zajmuje, to ja panu pokażę…

Dobrze, tylko w takim razie powiem, że zgodnie z przekazami dnia, że prokuratura się nią zajmuje i prokuratura bada sprawę.

To ja mam dla pana zdjęcie, opisze je pan, co tam widać na tym zdjęciu?

No widzę tutaj w środku ministra Macierewicza, dwóch zdaje się oficerów i dwie osoby cywilne. Pięć osób jest.

Tak, to jest moment wręczania nominacji. Ten pan z prawej, proszę sobie wyobrazić, ten pan z prawej, który właśnie dostaje nominację na tym zdjęciu od ministra Macierewicza, to jest proszę sobie wyobrazić, tak się składa, prokurator, który zajmuje się jego sprawą.

A to była nominacja…

Tak, bo to jest prokurator wojskowy, który dostał nominację w prokuraturze w Poznaniu.

Prokurator wojskowy.

I teraz ten prokurator bada sprawę Antoniego Macierewicza. Co pan na to?

Jestem zaskoczony. Ale podejrzewam, że jeśli sprawą zajmuje się prokuratura wojskowa to już od początku słyszałem, że głosy…

Prokuratura w Poznaniu, oddział do spraw wojskowych.

No tak, oddział do spraw wojskowych.

Ale tak się akurat składa, że powierzono ją temu prokuratorowi, którego nominował niedawno Antoni Macierewicz.

Mam nadzieję, że wykaże się niezależnością i że będzie sprawę prowadził zgodnie z kodeksem karnym, kodeksem postępowania karnego. Zgodnie z prawem przewidzianym w takich sytuacjach.

I tego panu prokuratorowi i nam wszystkim życzymy.

Oczywiście życzymy.

Krzysztof Łapiński, ciąg dalszy na radiozet.pl.

Żeby udowodnił, że jest prokuratorem, że tak powiem z krwi i kości.

Ciąg dalszy na radiozet.pl, dziękuję bardzo.

Dziękuję bardzo.

"Nasi wyborcy mówią, że miało być inaczej. Słyszę: miały być inne standardy”

 

Problem zaczyna się, kiedy nasi wyborcy mówią, że miało być inaczej. Słyszę w moim okręgu wyborczym, że jednak to, co robimy, to nie są nasze standardy i powinno być inaczej – mówi, w internetowej części programu „Gość Radia ZET”, poseł Prawa i Sprawiedliwości Krzysztof Łapiński. To są pierwsze oznaki, ale jeśli takie zdanie pojawia się wśród naszych wyborców, to tym bardziej pojawi się u niezdecydowanych – dodaje. Jego zdaniem PiS powinien być „przewidywalny i stabilny”. Wolałbym, żeby nasi ministrowie i posłowie nie dawali mediom złych przykładów, które zapadają w pamięć – komentuje Łapiński. Polacy nie muszą nas kochać, my tego nie wymagamy. Chciałbym tylko, żeby poszli do wyborów i powiedzieli: no, może ten PiS nie jest taki fajny, inni lepiej śpiewają i tańczą, ale ta partia robi coś dla mnie – mówi Gość Radia ZET.

Pytany o to, kiedy odejdzie z partii, odpowiada, że nie widzi powodu, by to robić.

Kandydat PiS na prezydenta Warszawy? Podejrzewam, ze partia zdecyduje, kiedy będzie wiadomo, kto ma szanse. To kwestia miesięcy – odpowiada Łapiński.

Gość Radia ZET był również pytany o dwukadencyjność. Podzielam to, co mówi premier Gowin, czy minister Dera, że najlepiej byłoby, gdyby kadencje były liczone od kolejnych wyborów. Z pełną świadomością, że to przesunie wdrożenie istoty reformy – ocenia polityk.

Krzysztof Łapiński odpowiada również na pytania o MON i Antoniego Macierewicza i TVP.

RADIO ZET/MA

Więcej: