Paweł Adamowicz: Strzelają do nas, grillują. Jesteśmy zwierzyną łowną

„Gronkiewicz-Waltz uratuje się. Musi zostać, bo Warszawa pod jej rządami jest najbardziej dynamicznie rozwijającą się stolicą tejczęści Europy” – mówi Gość Radia ZET, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. „Takie są czasy, że my – samorządowcy – jesteśmy zwierzyną łowną i lubi się nas grillować i do nas strzelać” – dodaje. „Bywa tak, że nie zawsze my mamy od razu jasną strategię – to głos w obronie Hanki” – mówi Adamowicz. Pytany o niewpisanie do oświadczenia majątkowego dwóch mieszkań, odpowiada: „jestem człowiekiem i mogę się pomylić, ale posypałem sobie głowę popiołem”. Zdaniem Adamowicza „to drobiazg”. „Gdyby cokolwiek było, to już by mnie CBA wyprowadziło i zaprosiło jeszcze media do transmitowania” – uważa Gość Radia ZET

Konrad Piasecki: A trójmiejskim studio Radia ZET prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, dzień dobry, witam.

Paweł Adamowicz: Witam, witam, Gdańsk miasto wolności pozdrawia Polaków, pozdrawia radiosłuchaczy Radia ZET.

No i Warszawa też miastem wolności. Zanim porozmawiamy panie prezydencie o tym, jak pan trafił w aferę Amber Gold i o Muzeum II wojny światowej, pytanie o koleżankę po fotelu z Warszawy, utonie czy się uratuje?

Uratuje się, Warszawa pod rządami panny, pani prezydent Gronkiewicz jest najbardziej dynamicznie rozwijającą się stolicą tej części Europy. Musi zostać Gronkiewicz-Waltz, jest potrzebna Warszawie, a na wyborach w dwa tysiące...

Warszawa się dynamicznie rozwija, ale i afera reprywatyzacyjna też się rozwija, pani prezydent reaguje nerwowymi ruchami, zmianami opinii, kolejnymi zwolnieniami, wygląda to panu na spójną i logiczną linię obrony?

Sam bywałem niekiedy w opałach i bywa tak, że nie zawsze my, decydenci mamy od razu jasną strategię. To taki głos w obronie Hanki, bo przyjaźnimy się. Wydaje mi się, że jest bardzo dobrym prezydentem Warszawy i w roku 2018, w grudniu, mieszkańcy Warszawy podejmą decyzję, co dalej. Natomiast cała sprawa oczywiście jest w rękach, jak wiemy, prokuratury, która dzisiaj ma ogromne możliwości działania pod rządami prokuratora generalnego, są służby, które też, a więc poczekajmy na fakty, bo dzisiaj rozmawiamy bardziej o domysłach, natomiast fakty, czyli ewentualne zarzuty, oskarżenia, no i to wszystko musi się obronić w sądzie.

Rozumiem, że pan współczuje i jest z nią w pełni solidarny, bo pan też jest takim prezydentem w kłopotach.

Oj, każdy, każdy samorządowiec...

Nie, no panie prezydencie każdy to nie, bo pan ma kłopoty i z prokuraturą i z CBA, za chwilę z komisją do spraw Amber Gold, no straszny z pana pechowiec jest.

Takie są czasy w kraju, że jesteśmy zwierzyną łowną i lubi się nas grillować i do nas strzelać.

No, ale dziwi pana grillowanie prezydenta, który nie umie doliczyć się ile właściwie ma mieszkań? Bo kiedyś pan, zdaje się, o dwóch zapomniał.

Panie redaktorze, w tej sprawie prokuratura umorzyła, nałożyła mi karę finansową, ja posypałem sobie głowę popiołem i to jest naprawdę no drobiazg, przykry bardzo drobiazg, kosztowny.

Ale to panie prezydencie po ludzku zapytam z perspektywy człowieka, który ma jedno mieszkanie: naprawdę można zapomnieć o dwóch mieszkaniach, że się je ma? Rozumiem, że pan ma ich wiele, ale o dwóch?

Panie redaktorze, czy pan widzi, jak ja teraz się czerwienię i pan mnie też chce grillować. Bywają wpadki i pomyłki, również ja jestem też człowiek i też mogę się pomylić. Pan też na

pewno się kiedyś pomylił.

Są kłopoty z tymi mieszkaniami, bo podejrzenia budzi też to, że pan kupił niektóre z nich za tanio?

Panie redaktorze, a czy pan czegoś nie kupił z dyskontem, czy ktoś z radiosłuchaczy nie dostał obniżki na kupno samochodu, czy też mieszkania. Ta sprawa również była badana przez prokuraturę i została umorzona.

Mówiąc szczerze, jak byłbym prezydentem miasta i deweloper by mi sprzedawał mieszkania, jak pan mówi z dyskontem, czyli z obniżką, czyli na preferencyjnych zasadach to trzy razy bym się zastanowił, czy skorzystać.

Dyskont dotyczy, jest powszechnie dostępny, bo idąc konsekwentnie pana tokiem myślenia, również osoby funkcyjne, publiczne nie powinny wobec tego z obniżką kupować proszku do prania, dżemu, chleba, nie wiem co jeszcze.

Jak kupują chleb to kupują go anonimowo, wobec czego...

Nie, nie, proszę żeby w tym szaleństwie...

...ten dyskont jest dla wszystkich.

On jest powszechnie dostępny i nie wynika z pełnienia tej, czy innej funkcji, bo gdyby tylko było to ograniczone do określonej grupy ludzi wtedy jest to przestępstwo. A jeżeli to jest powszechne, to nie jest przestępstwo, jest to powszechnie dostępne.

Rozumiem, że...

I wiemy o tym dobrze, jak różne grupy zawodowe, prokuratorzy, sędziowie, adwokaci, lekarze na przykład w salonach samochodowych mają określone preferencje, no to jest powszechnie wiadomo. Ja bym nie chciał żebyśmy uprawiali hipokryzję, że tak nie jest, bo tak jest po prostu.

No, ale tam w grę wchodził plan zagospodarowania przestrzennego, rozumiem, że kończąc ten wątek, śpi pan ze scenariuszem obrony i szczoteczką do zębów pod poduszką?

Tak, gdyby cokolwiek było to już by mnie CBA wyprowadziło i zaprosiło jeszcze redaktora z ZET-ki i TVN i Radio Maryja i telewizji Trwam do transmitowania.

Ale szczoteczkę do zębów pod poduszką pan ma, na wszelki wypadek.

Nie, w łazience, bo to jest jej właściwe miejsce.

Czy pan ciągnąc ten nieszczęsny samolot, należący do związanych z Amber Gold linii lotniczych nie czuł, że to wielki przekręt?

A czy pan, niech pan się zapyta redaktorów naczelnych, właścicieli gazet, tygodników bardzo prestiżowych, czy oni się nie zastanawiali przyjmując ogromne zlecenia, na setki tysięcy złotych żeby reklamować najtańsze linie lotnicze Express i się nie zastanawiali skąd te pieniądze, dlaczego te samoloty latają, ale chętnie wystawiali faktury, chętnie te pieniądze kasowali. Jestem bardzo ciekawy, czy właściciele tych gazet, czy redaktorzy naczelni też będą przesłuchiwani właśnie przed komisją. To też jest przykład, widzi pan, hipokryzji, okłamywania się nawzajem.

Tyle, że media z natury rzeczy, zwłaszcza media komercyjne działają na zasadach komercyjnych, jak się jest władzą publiczną, a pan tą władzą jest, to człowiek powinien być bardziej wyczulony, nie czuł pan, że tam się kroi w powietrzu wielka afera Amber Gold?

Panie redaktorze, nie czułem i nikt nie czuł. Nie, nikt nie czuł, ja nie mam do dyspozycji ABW, CBA, kontrwywiadu wojskowego i wywiadu żeby przed spotkaniem się z klientem, obywatelem przelustrować go, skanować i mi wtedy wyjdzie: aha, rozmawiaj z nim, nie rozmawiaj z nim, spotykaj się, nie spotykaj się, no to jest, my żyjemy w demokratycznym państwie, jeszcze, gdzie obowiązuje zasada zaufania, a nie zasada podejrzliwości. Pan mnie namawia żebyśmy się kierowali w życiu obywatelskim, zawodowym zasadą podejrzenia, czyli że każdy...

Ostrożności, panie prezydencie, ja mówię o ostrożność, a nie o podejrzliwości.

Nie, nie, nie...

Naturalna ostrożność takiego wygi, jak pan, powinna być taka, że jak widzi coś, co jest piramidą finansową to mógłby się trzymać od tego z daleka.

Ale wytłumaczmy radiosłuchaczom, że to było otwarcie nowej płyty postojowej dla lotniska Lecha Wałęsy, fantastyczne wydarzenie przed Euro 2012 i prezes tego lotniska wymyślił taki event żeby pokazać tą płytę, jej siłę i znaczenie i ciągnęliśmy samolot, który był wtedy dostępny na płycie i, to uwaga, to była linia jeszcze wtedy niemiecka, a dokładnie berlińska, którą pan P. zamierzał kupić, a więc ona nawet jeszcze nie miała tego brendu, tego docelowego, tych tanich linii lotniczych.

A czy pan, pan P, o którym pan powiedział wydał się panu w kontakcie bezpośrednim uczciwym i poważnym człowiekiem biznesu?

Nigdy go na oczy nie widziałem. Co więcej, zadałem sobie duży trud, no bo sprawa, jak wiadomo wybuchła tuż po, w październiku, no sierpień, wrzesień 2012 roku i poznałem parę osób, które miały z nim kontakt. Generalnie ta osoba unikała jakichkolwiek kontaktów z mediami, notablami, itd., była bardzo skryta i nie dbała o tak zwany PR, wizerunek.

Przed oblicza Gdańska też nie trafiła, jak rozumiem.

No nie miałem zaszczytu.

Czy, ale przed komisją śledczą pan się pojawi, bo rozumiem, że nie będzie pan unikał i odmawiał spotkania z nią.

Ale oczywiście. Oczywiście, że się...

A jest pan przekonany, że ta komisja powstała żeby dopaść Adamowicza?

Nie, ja tam jestem małym robaczkiem. Największym oczywiście tutaj podmiotem jest, o czym mówił pan Suski, pewnie pan czytał już, to jest oczywiście Donald Tusk i jego syn. My tu jesteśmy na deserek, przystaweczka. I oczywiście będzie to szopka, no będzie to szopka, bo proszę zauważyć, jeżeli dzisiaj prokurator ma takie uprawnienia, jakie ma, to dlaczego nie zajął się właśnie ujawnianiem mechanizmów działania, które mogły doprowadzić, czy prawdopodobnie doprowadziły do szerokiej działalności pana P., no itd., itd. Więc rozumiem jest takie zapotrzebowanie polityczne i chcąc nie chcąc musimy w tym uczestniczyć, bo oczywiście nie będziemy uciekać przed komisją.

To jeszcze na linii, o stosunkach władza centralna, władza lokalna, czy wielki projekt o nazwie „Muzeum II wojny światowej” może rozsypać się niczym domek z kart, panie prezydencie?

On się na razie rozsypuje w sensie wizerunkowym. To jest kompletna katastrofa. I to jest bardzo przykre...

Wicepremier, minister kultury zmienia stan prawny tego muzeum, łączy je z muzeum Westerplatte, to owocuje też zmianą dyrektora tego muzeum, chciałem zapytać, czy może być tak, że po tej decyzji ministra kultury miasto może wycofać się z tego przedsięwzięcia?

Ja przedwczoraj dałem zarządzenie ministra Glińskiego do analizy prawnikom i zadajemy sobie pytanie, musimy na nie znaleźć odpowiedź, czy darowizny, które miasto Gdańsk przekazało na budowę Muzeum II wojny światowej, czy ten cel nie został, nie jest źle realizowany pod rządami tego nowego zarządzenia.

A gdybyście uznali, że tak jest, to co by było?

No jest pytanie, czy obdarowany nie sprzeniewierzył się darczyńcy, czyli miastu Gdańsk. I to badamy, jeżeli będzie potwierdzenie, czyli że jednak obdarowany działa wbrew woli darczyńcy, wówczas nie wykluczamy drogi sądowej, postępowania cywilnego, czyli odwołania darowizny.

I w takim wariancie maksimum ta droga sądowa mogłaby się skończyć czym, że miasto by odebrało grunt, na którym już stoi do muzeum?

No, zgodnie z prawem cywilnym, opartym na starożytnym prawie rzymskim, no właściciel gruntu jest równocześnie właścicielem nakładów, czyli tego wszystkiego, co zostało na tym gruncie zbudowane.

Czyli wtedy to miasto byłoby właścicielem muzeum?

Taka konsekwencja może nastąpić.

A słuchacze pytają, czy pan już otrzymał od policji wyjaśnienia dotyczące incydentów na pogrzebie „Inki”, bo pan żądał takich wyjaśnień.

Nie dostałem ani takich wyjaśnień od szefa policji wojewódzkiej, ani też od wojewody pomorskiego, chociaż już minęło trochę czasu.

I jeszcze jedno pytanie...

Zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego, no w sprawach zawiłych mogą zwlekać do 30 dni od otrzymania pisma, prośby.

I jeszcze jedno pytanie, pan Arkadiusz pyta, czy Gdańsk może dotknąć ten sam problem, co prezydenta Warszawy, czyli reprywatyzacja?

Nie, nie. Gdańsk, jak wiemy w 45 r. był miastem w większości zamieszkałym przez ludność niemiecką, mówiącą po niemiecku, utożsamiającą się z Raichem, z Rzeszą i wtedy podjęto decyzje dekretami Krajowej Rady Narodowej, nacjonalizacji. Ta własność przeszła na własność państwa polskiego, później w wyniku skomplikowanych operacji w 1990 r. część nieruchomości przeszła na własność miasta, część pozostała własnością skarbu państwa, inne przedsiębiorstw i ten proces prywatyzowania Gdańska, no tak naprawdę zaczął się właśnie wraz z powstaniem samorządu terytorialnego. Mieliśmy nieliczne przypadki roszczeń obywateli pochodzenia niemieckiego, którzy występowali o zwrot nieruchomości. To było głównie w przypadku osób, które wyjechały do Niemiec nie w 45, ale na przykład w latach 50., czy 60.

To rozumiem, że w tej sprawie pan śpi spokojnie?

Bardzo spokojnie.

Paweł Adamowicz był gościem Radia ZET, dziękuję bardzo.

Dziękuję bardzo, pozdrawiam serdecznie.

 

Radio ZET/MA

Więcej: