Tomasz Siemoniak: Zamiast na śmigłowce 13 mld pójdzie na obietnice PiS-u, albo partyzantkę Macierewicza

„To stracony rok, nie wiadomo kiedy wojsko dostanie śmigłowce. Łódź też będzie mocno pytała o to polityków PiS” – mówi, o unieważnieniu przetargu na Caracale, Gość Radia ZET, były minister obrony Tomasz Siemoniak z PO. „Myślę, że powody unieważnienia są polityczne. Szkoda wojska. Jestem ciekaw, co będzie dalej” – komentuje. Siemoniak obawia się, że w związku z tą decyzją wojsko w ciągu najbliższych lat nie dostanie śmigłowców. „Obawiam się również, że może chodzić o pieniądze do realizacji obietnic PiS-u, lub partyzantkę Macierewicza” – uważa Gość Radia ZET. Były szef MON dodaje: „13 mld to wielka kwoty i Morawiecki może spoglądać na to łakomym wzrokiem, bo decyzję podjął parę dni po tym, jak został ministrem finansów”. Polityk ocenia, że w negocjacjach poprzedniego rządu z Francją nie pomagały zapewnienia PiS-u, że przetarg i tak zostanie unieważniony, jak tylko dojdą do władzy. Siemoniak pytany o to, czy decyzja o przetargu, jaką podjął rząd PO, była decyzją polityczną, która miała pomóc Bronisławowi Komorowskiemu, odpowiada: „Nie patrzyliśmy na termin wyborów”.

ZOBACZ, JAK TOMASZ SIEMONIAK ODPOWIADA NA PYTANIA SŁUCHACZY

Konrad Piasecki: A gościem Radia ZET jest były minister obrony, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej Tomasz Siemoniak, dzień dobry.

Tomasz Siemoniak: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.

Przyzna pan, że z tą decyzją w sprawie caracali pobłądziliście?

Nie podjęliśmy decyzji w sprawie caracali, przecież to podjął obecny rząd, jak słyszymy, praktycznie wczoraj.

Nie, mówię o tej decyzji o podpisaniu umowy caracali w maju 2015.

Nie podpisaliśmy przecież umowy.

No zdecydowaliście o podpisaniu.

W przejrzystym, rzetelnym  postępowaniu, tak też ocenił sąd przypomnę, kilka miesięcy temu, został wyłoniony do ostatniego etapu jeden oferent. I tyle. Natomiast całością sprawy zajął się nowy rząd, trwało to rok. Przypomnę, że z góry zapowiedziano, że ta umowa będzie unieważniona, czy ten kontrakt nie dojdzie do skutku, więc ja mogę powiedzieć tyle, stracony rok. Nie wiadomo kiedy wojsko dostanie śmigłowce, no i też Łódź, która miała być beneficjentem miejsc pracy myślę, będzie mocno pytała polityków PiS.

No, ale Mielec i Świdnik będą się cieszyć, więc tu zawsze są przegrani, jacyś przegrani i jacyś wygrani, czy warto było ogłaszać wtedy tą decyzję. Widać było, że idą wybory, widać było, że Platforma z dużym prawdopodobieństwem władzę straci, po co było tak brnąć w te negocjacje, zamiast zostawić je następcom?

Podjęliśmy decyzje o rozpoczęciu tego postępowania w roku 2014. Na tej zasadzie w ogóle przez całą kadencję nie powinno się niczego robić.

No nie, ale co innego jest, jak się podejmuje decyzje w połowie kadencji, a co innego jak się podejmuje ją w szczycie kampanii prezydenckiej i na trzy, cztery miesiące przed wyborami parlamentarnymi?

Było, rozpoczęliśmy podkreślę w 2014 r. to postępowanie. Na prośbę oferentów kilkakrotnie przekładano termin, bo chcieli uzupełniać dokumentację i rzetelnie je prowadziliśmy, nie patrząc na termin wyborów. Ani nie było pośpiechu żeby to zakończyć przed wyborami, więc nowy rząd z dobrodziejstwem inwentarza tę sprawę objął i takie decyzje wczoraj podjął.

Nie patrząc na termin wyborów, pan mówi, a ja pamiętam, że ta decyzja bardzo się wtedy miała wpisać i wpisała w kampanię prezydencką Bronisława Komorowskiego. no chcieliście dać prezydentowi sukces w postaci zakończenia tych negocjacji.

Ale przecież nie było zakończenia, to był wręcz początek. Prezydent Komorowski powiedział tyle, że do ostatniego etapu zakwalifikował się jeden z oferentów.

Przedstawił to jako swój sukces wtedy.

Stało się to, bo interesował się wojskiem i siłami zbrojnymi.

Bardzo tego chciał.

Jego prawo to przedstawiać, natomiast rzeczywiście szybko potem PiS powiedział, że zrobi wszystko żeby to unieważnić i tak się stało. Szkoda roku.

Ale dzisiaj pan przyklaskuje tej decyzji? Rozumie pan ją?

Nie wiem, jakie są jej prawdziwe powody, myślę że bardziej polityczne, bo ta zapowiedź ciążyła na pewno nad negocjacjami, że zrobią wszystko żeby tego kontraktu nie było. Jak mówię, szkoda wojska. I ciekaw jestem bardzo, co będzie dalej, jak w przejrzysty, rzetelny, przetargowy sposób rząd PiS to będzie prowadzić.

Pan mówi polityka, a może czysty biznes, no bo z oświadczenia ministra, ministerstwa gospodarki wynika, mówiąc kolokwialnie, dawali za mało inwestycji w Polsce, nie mieliśmy o czym gadać.

Gdyby, powiem to po raz trzeci, PiS rok temu nie powiedział, że zrobi wszystko żeby to nie doszło do skutku, można by te słowa brać za dobrą monetę. Ale być może ministrowi rozwoju, nowemu ministrowi finansów chodzi o te 13 miliardów złotych, które nie będą wydane na śmigłowce.

To mówienie, że unieważnimy przetarg, czy wycofamy się z tego kontraktu było też swoistym dociskaniem oferenta do ściany, no tak się też robi w biznesowych negocjacjach, mówi się nie podoba nam się ten kontrakt, pewnie będziemy go zrywać, przekonajcie nas żebyśmy tego nie zrobili.

Ale to zapowiedziano zanim w ogóle powstał rząd PiS, to jeszcze PiS zapowiadał jako opozycja. I oczywiście w negocjacjach to nie pomagało, ale nie ulegliśmy żadnej presji. Jak mówię, PiS apelował o to żeby nie podjąć ważnych decyzji przed wyborami i takie decyzje nie…

Uparliście się żeby podjąć.

Nie, no właśnie nie, no przecież czy podpisano umowę? Wszystko przeszło w ręce PiS.

Czyli rozumiem dzisiaj to wycofanie się z negocjacji nie będzie nas nic kosztować, nas, Polski?

No według mojej wiedzy nie. Natomiast nie wiem, jakie były relacje od roku, jakie zobowiązania, jakie rozmowy były prowadzone od tego czasu. Ja się boję tylko tego, że skutek będzie taki, że po prostu wojsko nie dostanie w ciągu najbliższych lat śmigłowców, bo sprawa jest piekielnie skomplikowana. I obawiam się też, to moja druga obawa, że może chodzić o pieniądze, bądź do realizacji jakiś obietnic PiS, bądź na partyzantkę ministra Macierewicza. 13 miliardów złotych to jest bardzo wiele pieniędzy.

Czy uważa pan, że niewydanie tych 13 miliardów ma zostać, te pieniądze nie wydane na caracale zostaną przeznaczą na coś zupełnie innego.

Niewydane na śmigłowce w ciągu najbliższych, przecież to postępowanie będzie musiało potrwać, albo kupi się kilka śmigłowców, natomiast to jest wielka kwota i myślę nowy minister finansów może spoglądać na to łakomym wzrokiem. Przecież podjął tę decyzję parę dni po tym, kiedy został ministrem finansów. Można było ją podjąć kilka miesięcy temu pewnie.

„W Polskiej Grupie Zbrojeniowej miliony złotych wyciekały do krewnych i znajomych pod pozorem konsultingu” - mówi Antoni Macierewicz, czy „consaltingu” mówiąc z angielskiego, posypie pan głowę popiołem, bo to o pańskie czasy chodzi.

Ale jakie moje czasy? Polska Grupa Zbrojeniowa nie podlegała nigdy ministrowi obrony, dopiero minister Macierewicz przejął nadzór w grudniu i tym okresem zajęło się już CBA.

Ale, jak wymienia błędy zaniedbania, czy właśnie to, że tu generałowie, tu syn znanej posłanki, że ten syn zarobił ponad 2 mln, tu jakiś kontrakt z tajemniczą firmą na 5 mln, czuje pan, że wie o czym mówi i ma rację?

Komisja miała być poświęcona temu, co się dzieje w tej chwili, tym 101 „pisiewiczom”, którzy się pojawili w zarządach, w radach nadzorczych, z aptek, z biur poselskich PiS.

No, ale z tego, co mówi Macierewicz…

Natomiast minister Macierewicz…

…mówi, że mieliście „po-siewiczów”…

…zasypał różnymi nazwiskami, większości osób mi nieznanych. Jeśli gdzieś były patologie niech donosi do prokuratury. Na razie CBA rządzone przez PiS zajęło się okresem nadzoru Macierewicza w PGZ, a nie wcześniejszym. Więc dużo hałasu, dużo nazwisk, dużo emocji po to żeby przykryć to, co się dzieje w PGZ.

Czy PO zgodzi się na jakąkolwiek zmianę ustawy aborcyjnej? Czy jesteście w stanie zagłosować za jakąkolwiek zmianą zaostrzającą tę ustawę?

Na pewno nie jesteśmy gotowi poprzeć jakiegokolwiek zaostrzenia tej ustawy.

Gdyby wpisano do niej zakaz aborcji dzieci z zespołem Downa, nie zgodzilibyście się?

Nie, nie chcę się wciągać w tym momencie w taką dyskusję. Jesteśmy za kompromisem aborcyjnym i widać…

Ale można zostawić w innym miejscu.

I widać, że mieliśmy rację proponując uchwałę w sejmie. PiS zachował się, jak się zachował i teraz ma ogromny problem. Nie jesteśmy na etapie dyskusji o jakiś konkretnych rozwiązaniach, bo tutaj można mówić o edukacji seksualnej, o innych kwestiach jeszcze, ta dyskusja mogłaby być bardziej wielowątkowa, ale dziś mówimy o tym, że głosami PiS do dalszych prac został skierowany drakoński, zaostrzający projekt.

No, ale pytanie jest czy jesteście w stanie w ogóle o tym projekcie rozmawiać, czy uznajecie, że ten kompromis jaki jest dzisiaj, jest najlepszym i idealnym wyjściem z możliwych?

Na pewno na dzisiaj tak.

A na jutro? Na pojutrze?

Zobaczymy, ta dyskusja na pewno się dopiero rozpoczyna.

No nie, nie rozpoczyna się, dwadzieścia siedem lat debatujemy na temat ustawy aborcyjnej. Chyba ma pan jakieś zdanie na jej temat? Chciałby pan jej liberalizacji, zaostrzenia?

Ale było tak, że przez te wszystkie lata, zwłaszcza przez ostatnie, pojawiały się projekty i liberalizujące i zaostrzające i były odrzucane. Właśnie większość sejmowa zawsze doceniała kompromis. Tym razem głosami PiS stało się inaczej i rozpętało się piekło.

I nagle wpadliście na to żeby wpisać kompromis konstytucyjny do konstytucji, kompromis aborcyjny do konstytucji, trzeba było przez osiem lat to zrobić. Nie wpadliście na to, że ktoś, kiedyś będzie chciał zmienić tę ustawę?

Wydawało nam się, że ten konsensus wokół kompromisu jest głęboki. I PiS przecież dziesięć lat temu też obronił ten kompromis aborcyjny. Śp. prezydent Lech Kaczyński się wypowiadał w tej sprawie. Nic nie zapowiadało tego, że tym razem PiS się zachowa inaczej. Więc stąd się bierze cała sytuacja, „czarny protest” i ogromne emocje. I ja uważam, że rola Platformy w tym momencie jest taka: być po stronie protestujących kobiet, ale nie dolewać oliwy do ognia jakimiś nowymi pomysłami.

Czy Donald Tusk próbuje zastąpić liderów opozycji, wypowiadając, czy rzucając rękawicę do debaty Jarosławowi Kaczyńskiemu?

Przecież to Jarosław Kaczyński go wywołał do działania.

Jak wywołał?

No nie wprost…

To wygląda jakby Donald Tusk poczuł, że no jak nie ja, jak ja nie podebatuję, to ani Schetyna, ani Petru, ani Kijowski, ani nikt inny sobie nie poradzi.

Ja myślę, że Donald Tusk w bardzo zgrabny sposób przypomniał Jarosławowi Kaczyńskiemu debatę z 2007 r., którą Jarosław Kaczyński kompletnie przegrał, sam to on przyznaje, że przegrał i nigdy się już nie zdecydował na debaty. Więc Donald Tusk mówi…

Ale to dzisiaj Schetyna powinien wypowiadać debaty Jarosławowi Kaczyńskiemu, a nie prezydent Europy.

Donald Tusk mówi z Brukseli: Jarosławie Kaczyński jeśli chcesz żebym tu do Polski wrócił to się dwa razy zastanów, bo przypomnę ci debatę z 2007 r.

Myśli pan, że to taki straszak, tak, zostawcie mnie w tej Brukseli, bo jak wrócę to ho, ho, ho, pokażę co potrafię?

Donald Tusk powiedział, że nie boi się ani wystąpień przed komisją Amber Gold, ani nie boi się żadnej, innej dyskusji, jak to nazwał, o insynuacjach Jarosława Kaczyńskiego, więc zobaczymy, co będzie dalej. Donald Tusk nie jest liderem opozycji, natomiast zaczepiony bardzo nieprzyjemnie przez Jarosława Kaczyńskiego, bo przecież sugerowanie, że ktoś może mieć zarzuty i to będzie miało wpływ, jest tak naprawdę przekroczeniem wszelkich granic. Reaguje po prostu na taką zaczepkę i bardzo dobrze, bo było to bardzo w stylu Donalda Tuska i zwięźle i zgrabnie.

A bez Tuska w Platformie źle.

Dlaczego?

No czytam, klakierstwo, wazeliniarstwo, słyszę Stefana Niesiołowskiego „tam nie ma za wiele miejsca dla ludzi, którzy nie wielbią lidera, to dwór klakierów”.

No to bardzo przesadna ocena Stefana Niesiołowskiego.

„Tam nie ma szacunku dla demokratycznych zasad. Schetyna przeprowadza misterne operacje eliminowania ludzi”, cały czas Stefan Niesiołowski.

No idzie za daleko. Szkoda, że ostry język Stefana Niesiołowskiego akurat w tę stronę, w tym momencie się obraca.

A, bo jak ostrym językiem chłostał PiS to się panu podobało, a jak zaczął chłostać Platformę to było…

No tak, no chłostanie tutaj jest zbyt przesadnym słowem. Różne rzeczy Platformie można zarzucać pod obecnym kierownictwem, ale nie to, że nie ma tu drużyny, nie ma grupy liderów. Konwencja w Gdańsku, w niedzielę to pokazała, że w wariancie plus sześć, jeden plus dwanaście, prezentowaliśmy program Platformy, więc ma swoje powody Stefan Niesiołowski. Żałuję tego, że po odejściu nie zajmuje się PiS, jak przez całe swoje polityczne życie, tylko próbuje tutaj jakoś szczypać Platformę. Mam nadzieję, że szybko z tego wyjdzie i będzie to dawny, stary, dobry Stefan Niesiołowski.

Święty, jak mówi dziś. A pan wie, że mnóstwo osób, pewnie nawet Stefan Niesiołowski ma do pana żal o to wycofanie się z kandydowania. Mówią to panu prosto w oczy?

To już historia, więc nie ma co do tego…

Stawialiśmy na niego w wewnętrznych wyborach, wysunęliśmy się, pokazaliśmy się Schetynie jako jego przeciwnicy i dzisiaj dostajemy, a Siemoniak szczęśliwy.

No słyszę od takich, którzy mówią, że się wysunęli, a tego wtedy nie zauważyłem, więc to też taka legenda powstaje.

Czyli pan jest jak Piłsudski, gdybym ja was wszystkich miał koło siebie.

Też, też o tym pomyślałem, liczba legionistów rosła po wojnie, niektórych Piłsudski zupełnie nie rozpoznawał. To tak aż nie jest i tutaj legendy nie ma. Natomiast sprawa dawno temu zamknięta. W naszych, polskich warunkach to już jest zupełna prehistoria te kilka miesięcy.

Pierwsze pytanie od słuchaczy, od pana Jana - kto według pana powinien być premierem Beata Szydło, czy Jarosław Kaczyński?

Jarosław Kaczyński oczywiście. No mamy sytuację bardzo dziwną. Wszyscy w Polsce wiedzą, że Beata Szydło nie rządzi i za granicą też to wiedzą. No i lepiej, kiedy realny lider jest premierem. Można Jarosława Kaczyńskiego lubić, bądź nie, cenić, bądź nie, powinien być premierem. Szef rządzącej partii powinien być premierem. Inaczej mamy sytuacje takie, że on coś ogłasza, a Beata Szydło tak, jak wczoraj, parę godzin później też mówi, że Donald Tusk może nie dostać poparcia.

To pozostałe pytania do Tomasza Siemoniaka na radiozet.pl, dziękuję bardzo.

Dziękuję.

Radio ZET/MA

Więcej: