Joanna Kluzik-Rostowska

Gościem Moniki Olejnik jest Joanna Kluzik-Rostowska, posłanka Platformy Obywatelskiej.

Monika Olejnik: A gościem Radia ZET jest Joanna Kluzik-Rostkowska, była minister edukacji, wita Monika Olejnik, dzień dobry.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Dzień dobry, witam serdecznie.

Monika Olejnik: Pani minister ile pani godzin spała dzisiaj?

Joanna Kluzik-Rostkowska: No trzy i pół. Właśnie sobie pomyślałam, że kiedy byłam ministrem edukacji sypiałam więcej niż kiedy jestem parlamentarzystą.

Monika Olejnik: Może nareszcie ten rząd wziął się do pracy, ten Sejm wziął się do pracy, bo jak pamiętam zawsze były ferie dla posłów, a teraz…

Joanna Kluzik-Rostkowska: Rząd się nie wziął do pracy, wszystkie projekty są poselskie, także póki co, to rząd, ja się zastanawiam właśnie wręcz, jak to będzie, dlatego że rząd musi mieć co wtorek rządowe spotkanie i na tej radzie ministrów powinny przychodzić jakieś ustawy, jakieś projekty ustaw, które rząd zatwierdza. I myślę, że kancelaria premiera za chwilę będzie miała wielki kłopot, ponieważ wszystkie te projekty idą bokiem, one idą jako projekty poselskie.

Monika Olejnik: Ale rozumie pani o co chodzi, że w nocy, że Sejm pracuje do 1.45?

Joanna Kluzik-Rostkowska: Nie, że w nocy to już się przyzwyczaiłam. Wie pani co, to jest tak, że myśmy wczoraj jeszcze byli przekonani, że pracujemy przez cały dzień, posiedzenie Sejmu miało być jednodniowe, głosowania były przewidziane na godzinę 20.40, ale już nikogo nie zdziwiło, kiedy nagle, późnym popołudniem okazało się, że przyfrunęła do Sejmu jeszcze jedna ustawa, ustawa medialna, nawet nas nie zdziwiło, że po tych głosowaniach, które były o 20. z kawałkiem będą jeszcze jedne głosowania i tak o wpół do drugiej skończyliśmy, dzisiaj rano od 8.15 posiedzenie Sejmu. Gdyby to jeszcze miało sens. Ja naprawdę nie rozumiem dlaczego PiS, który przecież wygrał wybory, ma swojego prezydenta, tak bardzo swojego, jak tylko może sobie marzyć, ma przed sobą spokojne cztery lata, dlaczego nie przygotowuje tych projektów tak, jak one powinny być przygotowane, ponieważ za chwilę po prostu to wszystko wyjdzie, że ktoś, czegoś, o czymś nie pomyślał, o czymś zapomniał.

Monika Olejnik: Szef klubu PiS poseł Terlecki mówi „Jeżeli media wyobrażają sobie, że będą zajmować Polaków krytykowaniem naszych zmian, to trzeba to przerwać”.

Joanna Kluzik-Rostkowska: No właśnie. No więc właśnie PiS rozpoczął przerywanie tego skandalu, jakim jest rozumiem krytykowanie rządu, wczoraj około godziny 23., będzie to przerywał dzisiaj dalej.

Monika Olejnik: Pani Krystyna Pawłowicz „Pani Dobrosz, Oracz, Kraśko, Lewicka, Tadla, oboje Lisowie i reszta kłamczuchów dostaną skierowanie na kursy medialne resocjalizujące do wyższej szkoły kultury społecznej, medialnej do Torunia, wykłady poprowadzi ojciec dyrektor. Taryfy ulgowej nie będzie, pompki, przebieżki medialne z plecakami pod górkę, osobne cele rozmyślań, szkolenie do skutku”. To jest smutne.

Joanna Kluzik-Rostkowska: To jest trochę przerażające, że to był wpis, który mnie dzisiaj obudził o godzinie 6.15, to znaczy wstałam i zobaczyłam jako pierwszy, no tak, to już jest naprawdę poruszamy się po oparach absurdu.

Monika Olejnik: A czy to nie jest grożenie dziennikarzom, takie, bo to nawet nie jest śmieszne.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Jest, oczywiście, że jest. Nie, to absolutnie nie jest śmieszne, tylko że ja mam poczucie, że PiS tak sobie to wyobraża, że świat do tej pory był bardzo wrogi PiS, że tak naprawdę nie jest tak, że media są od tego żeby właśnie dmuchać na zimne, patrzeć władzy na ręce, każdej władzy, tylko świat jest wrogi i teraz ten świat trzeba uczynić sobie przyjaznym, w związku z tym wszyscy, którzy mogą krzywo patrzeć na PiS, mogą mieć im coś do zarzucenia powinni być jak najdalej żeby nie przeszkadzać, tylko jeszcze nie bardzo wiemy w czym mają przeszkadzać.

Monika Olejnik: No wejdą niepokorni i staną się pokorni.

Joanna Kluzik-Rostkowska: No tak, już chyba się troszkę stali, nie?

Monika Olejnik: No dobrze, ale pamięta pani, że przecież, jak pani była w PiS, to też była przepychana ustawa o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji nocą, też chodziło o zmianę mediów.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Tak, ja to pamiętam, aczkolwiek pamiętam to trochę mniej intensywniej, dlatego że co prawda byłam wtedy wiceministrem pracy, ale nie byłam posłem, więc były mi oszczędzone nocne posiedzenia.

Monika Olejnik: Ale sam zabieg.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Pamiętam, że był taki zabieg, że to się odbywało szybko. W tej chwili ta ustawa, myśmy się spodziewali dużej ustawy, która będzie coś regulowała, ale przyszła bardzo krótka ustawa, którą można w skrócie tak opisać, że ci, którzy są teraz są nie nasi, więc za chwilę ich nie będzie i my zrobimy wszystko żeby ci następni byli nasi. No tylko ja naprawdę nie wiem dlaczego media, jako była dziennikarka uważam, że powinniśmy wszyscy dbać o to żeby rzeczywiście media były tą czwartą władzą, bo ja uważam, że to ma sens, to znaczy media są od tego żeby nas, polityków, kontrolować, a nie po to żeby nas głaskać.

Monika Olejnik: Czy sądzi pani, zna pani dobrze Jarosława Kaczyńskiego, czy on jest teraz szczęśliwy?

Joanna Kluzik-Rostkowska: Wie pani co, ja z Jarosławem Kaczyńskim rozmawiałam ostatni raz ponad pięć lat temu, także nawet trudno mi opisać jakim on jest w tej chwili człowiekiem, no tego nie wiem. Siedzi tam, to znaczy czy z tego powodu, że od rana do wieczora siedzi w Sejmie jest szczęśliwy, nie wiem.

Monika Olejnik: Od rana to chyba nie jest szczęśliwy, bo pan prezes nie lubi chyba tak rano wstawać.

Joanna Kluzik-Rostkowska: No wczoraj akurat zaczęliśmy rano, także, ale chyba rzeczywiście może być w lepszym humorze wieczorem niż o poranku.

Monika Olejnik: Co z sześciolatkami.

Joanna Kluzik-Rostkowska: No właśnie, to jest pytanie. Ja wczoraj zadałam to pytanie pani premier, zadałam pytanie dlaczego uniknęła odpowiedzialności za ten projekt, bo ten projekt, my tak naprawdę poznamy owoce tego projektu we wrześniu 2016 roku, dlatego że ten projekt zakłada powrót do sytuacji z przeszłości, czyli do tego, że dzieci siedmioletnie będą podlegały obowiązkowi szkolnemu, tyle że dzisiaj w przedszkolu są dzieci pięcioletnie, które już dzisiaj są w edukacji przed- szkolnej, ale obowiązkowej. I PiS mówi teraz już dzieci sześcioletnie nie będą musiały pójść do szkoły, co może oznaczać, że jakaś grupa rodziców, wcale niemała zdecyduje, że te dzieci zostaną w tym przedszkolu na kolejny rok. Uważam, że to nie jest najrozsądniejszy pomysł, ponieważ będą robić dokładnie to samo, co robią teraz, no ale musimy założyć, że część dzieci tak się, z częścią dzieci tak się właśnie stanie. A te dzieci, które będą miały 7 lat we wrześniu to będą dzieci, to już będą w drugiej klasie. I musimy się spodziewać sytuacji, w której będziemy mieli prawie pusty rocznik, tych dzieci, które będą w pierwszej klasie będzie znacznie mniej niż w tej chwili, co będzie oznaczało sytuację, w której pani nauczycielka wczesnoszkolna, która właśnie teraz ma trzecią klasę, przyjdzie do klasy żeby przejąć klasę pierwszą i tej klasy nie będzie, tam będzie pusto, po prostu nie będzie dzieci w związku z tym pani, wychowawca wczesnoszkolny nie będzie miał pracy przez trzy lata, pusty rocznik pójdzie w górę aż do matury, natomiast tam wśród bardzo wielu zapisów, które naprawdę spowodują kupę bałaganu, chaosu, niepotrzebnego wysiłku są takie dwa zapisy, które mnie zdumiały w sposób naprawdę, pierwszy raz w życiu coś zdumiało mnie tak bardzo. Otóż…

Monika Olejnik: Że dzieci będą mogły powtarzać klasy?

Joanna Kluzik-Rostkowska: Tak, w pewnym momencie pojawiła się propozycja, o której myślałam, że jest żartem, naprawdę długo nie chciałam wierzyć, że ona jest naprawdę zapisana w tym projekcie ustawy, to znaczy żeby na wniosek rodzica dziecko mogło powtarzać pierwszą klasę. To jest tworzenie sytuacji, naprawdę podcinania skrzydeł dzieciom, albo dziecko sobie radzi bardzo dobrze i wtedy jest pytanie po co ono ma drugi rok robić dokładnie to samo, albo dziecko ma kłopot z jakąś partią materiału, ale to wtedy trzeba mu pomóc, a nie podcinać skrzydła i skazywać na drugoroczność w pierwszej klasie. To budziło moje zdziwienie, ale to był pomysł…

Monika Olejnik: Ale podobno był pomysł jeszcze żeby z drugiej klasy dzieci.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Ale to, on się ziścił ten pomysł, to znaczy już myślałam, że to koniec moich zaskoczeń, ale wczoraj rano pojawiło się w czasie posiedzenia komisji następne zdziwienie, to znaczy do tego doszła poprawka, w myśl której również będą mogły powtarzać klasę te dzieci, które teraz są w drugiej klasie.

Monika Olejnik: Nie? Nie? Niemożliwe!

Joanna Kluzik-Rostkowska: Tak, ale tylko te dzieci, które się urodziły w pierwszej połowie roku. Bo to będą tylko te dzieci, które zdaniem PiS my zmusiliśmy do tego żeby poszły do szkoły, czyli jak się dziecko urodziło 30 czerwca to wtedy będzie mogło zostać w drugiej klasie na drugi rok, a dziecko, które się urodziło 1 lipca już nie, bo jak rodzic sam zdecydował, a nie musiał, no to nie. To jest tak absurdalne, że nawet trudno to tłumaczyć. Ja naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć, jak pod takim pomysłem mógł się podpisać nauczyciel? To znaczy zarówno pani minister, jak i pani wiceminister, jak i pani Marzena Machała, która była wnioskodawcą tego projektu ustawy, to są byłe nauczycielki, no jak nauczyciel mógł się podpisać pod czymś, co jest ewidentną krzywdą dla dziecka. To jest czarna pedagogika, czarna, pruska pedagogika końca dziewiętnastego wieku, naprawdę do tego tylko jeszcze dołożyć groch w kącie, rózgę, no i już.

Monika Olejnik: No, a jeszcze były pomysły, to Paweł Kukiz wymyślił tę drugą klasę?

Joanna Kluzik-Rostkowska: Tak, to znaczy to był poseł Pawła Kukiza, problem polegał na tym, że poprawka na komisję dotarła, sam poseł już nie, ale PiS przejął tę poprawkę, więc stała się ciałem.

Monika Olejnik: Dobrze, a jeżeli ktoś będzie chciał posłać dziecko w wieku 6 lat do szkoły, to co wtedy, sam może zadecydować?

Joanna Kluzik-Rostkowska: To znaczy tak, jeżeli ktoś będzie chciał mimo wszystko posłać dziecko do szkoły w wieku lat sześciu, to oczywiście będzie mógł to zrobić pod warunkiem, że dziecko będzie albo już po edukacji wczesnoszkolnej, czyli ta decyzja musi zapaść wcześniej, albo będzie miało opinię z poradni. I pojawia się bardzo wielki kłopot dla rodziców dzisiejszych czterolatków, dlatego że ci rodzice już teraz muszą zacząć myśleć czy chcą żeby dziecko poszło w wieku lat sześciu, czy siedmiu. Jeżeli zdecydują, że ma pójść do szkoły w wielu lat sześciu, to od przyszłego roku powinno być w grupie przedszkolnej podlegającej obowiązkowej edukacji. I teraz proszę mi powiedzieć, jak ma się zachować przedszkole, w którym jest grupa tych czterolatków, za chwilę pięciolatków i połowa mówi my chcemy pójść do szkoły w wieku lat 6, a druga połowa mówi nie, nie, my chcemy pójść do szkoły w wielu lat siedmiu, co ma zrobić wychowawca w tym przedszkolu, bo on będzie miał połowę grupy, z którą powinien pracować, a druga połowa no nie wiem, w kącie…

Monika Olejnik: A te dzieci cofnięte, które mają powtarzać, to one będą powtarzać te klasy w przedszkolu? A te pierwszaki mają trafić do przedszkola?

Joanna Kluzik-Rostkowska: Nie, nie, nie, to znaczy albo te pierwszaki, które dzisiaj są pierwszakami, PiS mówi to nie będą pierwszakami po raz drugi, a te, co są w drugiej klasie to nie będą dziećmi z drugiej klasy po raz drugi, dla mnie to była rozpaczliwa próba, czy jest rozpaczliwa próba zapełnienia tego pustego rocznika, ale no myślałam, że…

Monika Olejnik: Te dzieciaki zwariują, Joanna Kluzik-Rostkowska i Monika Olejnik, była minister edukacji, posłanka PO, zróbmy coś dla Wiktora z Krakowa, Wiktor z Krakowa potrzebuje naszej pomocy, ma 8 lat i potrzebuje pomocy, ma chore serce, wyślijmy esemesa pod numer 7525, 7525, może posłowie też się tym zainteresują, bo już się na pewno obudzili. Monika Olejnik i była minister edukacji, zapraszam www.radiozet.pl.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Dziękuję.

Monika Olejnik: Nie, ale naprawdę te dzieci zwariują.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Rodzice, dzieci, no po prostu to jest, naprawdę ta poprawka mówiąca o tym powtarzaniu klasy, no to jest, no byłabyś sobie wyobrazić coś takiego?

Monika Olejnik: Jesteśmy w internecie, pani minister, znamy się od dawna, jesteśmy na ty, bo jesteśmy dziennikarkami.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Tak, przepraszam myślałam, że jesteśmy w trakcie przerwy. To ja mogę powtórzyć jeszcze raz, to znaczy ja bym czegoś takiego nie wymyśliła w najczarniejszym śnie, sytuacji, w której zamiast dziecku, bo jest tak, rzeczywiście pod koniec dziewiętnastego wieku, kiedy edukacja zaczynała być edukacją powszechną i my przejęliśmy akurat ten pruski model, tej czarnej pedagogiki czyli karać, upokarzać, zawstydzać, no to pozostawienie w tej samej klasie mogło być karą. Ale jesteśmy w dwudziestym pierwszym wieku, rozumiemy, że tak naprawdę jeżeli pracujemy z dzieckiem wyciągając jego pozytywne strony, to znaczy staramy się wydobyć jego potencjał, a nie karać go i pokazywać mu jego deficyty, no to pozostawienie dziecka na samym początku, szczególnie na samym początku edukacji, na drugi rok w tej samej klasie jest po prostu barbarzyństwem.

Monika Olejnik: Ale to może rodzice będą rozsądni i tego nie zrobią.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Ja naprawdę w ogóle w tej sytuacji liczę na rozsądek rodziców i mam nadzieję, że rodzice dzisiejszych pięciolatków, które są w przedszkolu, mają edukację przedszkolną obowiązkową po prostu pójdą 1 września do pierwszej klasy i wszystko będzie dobrze.

Monika Olejnik: Czy państwo Elbanowscy mają jakieś siedmioletnie dziecko, które mogą cofnąć?

Joanna Kluzik-Rostkowska: No właśnie, zastanawiałam się skąd przypłynął ten pomysł, nie wiem skąd przypłynął ten pomysł o powtarzaniu klasy pierwszej oraz klasy drugiej, ale pani minister rzeczywiście wczoraj kilkakrotnie mówiła, że to był pomysł rodziców, nie precyzowała których.

Monika Olejnik: A w związku ze zwiększeniem liczby dzieci w edukacji przedszkolnej, poprzez pozostawienie w niej sześciolatków zwiększona ma być kwota dotacji z budżetu dla samorządów na jednego przedszkolaka, z 1300,

Joanna Kluzik-Rostkowska: O 30 parę złotych.

Monika Olejnik: Tak, tak, o 65 złotych.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Powiem tak, to rzeczywiście będzie miało również duże skutki dla samorządu, dlatego że na sześciolatka w szkole samorząd otrzymuje subwencję, czyli to jest ponad 5 tys. złotych rocznie, na to samo dziecko, które jest w przedszkolu samorząd otrzymuje tysiąc złotych, trochę ponad tysiąc złotych, to są znacznie mniejsze pieniądze. I teraz proszę sobie wyobrazić sytuację samorządu, który musi założyć, że sześciolatki, które powinny pójść do pierwszej klasy, część z nich do tej pierwszej klasy nie pójdzie, więc one zostaną w przedszkolu. Jeżeli te sześciolatki zostaną w przedszkolu to trzeba zakładać, że nie będzie miejsca dla części cztero, albo i trzylatków, a samorząd ma obowiązek te miejsca dla trzylatków stworzyć, więc część samorządów będzie musiała szukać takiej sytuacji, żeby budować następne przedszkola. I jeszcze w dodatku będzie miała znacznie mniej pieniędzy na te sześcioletnie dzieci niż ma teraz. Ale to nie koniec kłopotów samorządów. Tam są zapisy jeszcze poważniejsze. Otóż jest tak, dzisiaj rząd przekazuje samorządowi pieniądze, część pieniędzy na edukację samorząd ma z dochodów własnych i samorząd decyduje tu budujemy szkołę, tę szkołę likwidujemy, tę przekazujemy stowarzyszeniu, tutaj wszystko nam dobrze działa, więc po prostu finansujemy to co mamy. W tej ustawie znalazł się taki zapis, który mówi, że ostateczną decyzję o likwidacji, przekazaniu, czy zmianie formuły szkoły będzie podejmował kurator. Czyli mamy sytuację taką, że samorząd ma płacić, ma pełną odpowiedzialność, ale decyzje będzie podejmował kurator. Ja próbowałam wczoraj się dowiedzieć, co się stanie w sytuacji, w której samorząd powie ta szkoła jest pusta, nie ma sensu jej utrzymywać, a kurator powie nie, nie likwidujemy, bo nie chcę mieć w statystyce zlikwidowanych szkół i co wtedy?

Monika Olejnik: Ale kurator będzie wybierany teraz w konkursach, to jest chyba dobre.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Kurator będzie, to znaczy akurat to, że kurator będzie jakby bliższym współpracownikiem ministra edukacji to jest dobra zmiana, tutaj nie mam nic przeciwko tej zmianie, natomiast nie można stwarzać mechanizmów, w których kto inny ma odpowiedzialność, a kto inny podejmuje decyzje, bo to jest, proszę sobie wyobrazić sytuację, jest mała szkoła, dzisiaj ta mała szkoła mogła być do wczoraj, mogła być przekazana stowarzyszeniu, co oznacza dalsze funkcjonowanie tej szkoły, szkoły dla dzieci i pracę dla nauczycieli, oczywiście wiąże się to z zejściem z Karty Nauczyciela, ci nauczyciele dalej pracują, ale już nie w oparciu o Kartę Nauczyciela, bo szkoła już nie jest szkołą samorządową, tylko jest szkołą stowarzyszeniową.

Monika Olejnik: A jeszcze mnie strasznie nurtuje ten siedmiolatek, i on się cofnie ten siedmiolatek i on będzie w szkole, tak.

Joanna Kluzik-Rostkowska: No tak, no ten pierwszoklasista, jeżeli rodzice o tym zdecydują, mam nadzieję, że nie, bo wie pani, to jest jakby kłopot polega też na tym, że to jest nie tylko pozostawienie rodzica z taką strasznie trudną decyzją, że rodzic teraz sam musi zdecydować, czy to dziecko sobie radzi, czy sobie nie radzi i jeszcze w dodatku sam zdecydować czy to dziecko będzie powtarzało klasę, czy nie, ale to jest również bardzo wyraźny sygnał wysyłany do nauczycieli, że…

Monika Olejnik: Ja pamiętam, że staraliśmy się tak w edukacji żeby dzieci jednak nie powtarzały klasy, przynajmniej te z niższych roczników żeby nie miały traumy.

Joanna Kluzik-Rostkowska: No tak. Żeby była jasność. Pomijając zupełnie szczególne przypadki, kiedy dziecko leży w szpitalu bardzo długo, ma taką zupełnie wyjątkową sytuację…

Monika Olejnik: Tak, ale może mieć edukację indywidualną, prawda.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Tak, no to tak, to absolutnie jeżeli dziecko ma jakieś kłopoty to po prostu trzeba mu pomóc, pozostawienie dziecka na drugi rok w tej samej klasie nie jest żadnym wyjściem, bo on będzie miał dokładnie, to jest sytuacja, w której nauczyciel powinien zrobić wszystko żeby dziecku pomóc wyjść z tych kłopotów, bo pozostawienie go, ale to jest sygnał, ta ustawa jest sygnałem dla nauczycieli nie pomagajcie dzieciom, tylko ewentualnie sugerujcie zostawienie ich na drugi rok w tej samej klasie, na razie pierwszej i drugiej.

Monika Olejnik: A tak naprawdę o co chodzi w Sejmie?

Joanna Kluzik-Rostkowska: Powiem szczerze…

Monika Olejnik: Ta debata na temat Trybunału Konstytucyjnego, to było coś nieprawdopodobnego.

Joanna Kluzik-Rostkowska: To jest wszystko, powiem tak, jestem trzecią kadencję w parlamencie i tam się dzieją same nieprawdopodobne rzeczy. Ale ja już się przestaję dziwić, naprawdę. Wczoraj, jak przyfrunął kolejny poselski projekt i nagle okazało się, że nagle będziemy szybko pracować to już nikt się nie zdziwił, ja też nie. Ja nie rozumiem po co, bo rozumiem, że gdyby to był koniec kadencji, partia rządząca chciałaby szybko załatwić jeszcze kilka spraw dopóki ma większość, ale to tak jakby…

Monika Olejnik: Jakby miał nastąpić za chwilę koniec świata.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Tak, jakby za chwilę miało się coś wydarzyć.

Monika Olejnik: Ładnie dzisiaj napisała „Rzeczpospolita” – „media, policja, sześciolatki, budżet, banki, energetyka”.

Joanna Kluzik-Rostkowska: No, i wszystko, a jesteśmy po wyborach półtora miesiąca.

Monika Olejnik: I zlikwidowano vacatio legis to mnie też bardzo nurtuje.

Joanna Kluzik-Rostkowska: No tak, ale żeby była jasność, ktoś, kto nie pracuje w parlamencie, bo może o tym nie wiedzieć, natomiast wierzcie mi państwo, naprawdę jest głęboki sens przeprowadzenia projektów rządowych, ponieważ to są projekty, które najpierw powstają i to trochę trwa i dobrze. Potem idą te projekty do konsultacji, najpierw wewnątrz budynku, w departamentach ministerstwa, potem idą do innych resortów, idą do partnerów społecznych iw tedy wychodzą wszystkie niedoskonałości, zagrożenia.

Monika Olejnik: No tak, jak z jedzeniem w szkole.

Joanna Kluzik-Rostkowska: To jest bardzo potrzebny, to akurat niestety nie była kwestia ustawy, to była kwestia rozporządzenia ministra zdrowia, za które obrywam do dzisiaj, chociaż nie jestem tutaj niczemu winna, ale ten proces, on trwa. I wtedy minister, nawet jeżeli pozostaje twardo przy swoim, to przynajmniej wie, jakie ta ustawa niesie ze sobą zagrożenia i może się do tego przygotować. A jak to jest pisane na kolanie, przez dwa dni, no to po prostu tam będą same, zresztą już mamy za sobą jedną ustawę, którą w tej kadencji Sejm przyjął, a potem już żeśmy ją poprawiali.

Monika Olejnik: No, ale została podpisana przez prezydenta, zdaje się ta ustawa.

Joanna Kluzik-Rostkowska: No, ta ustawa…

Monika Olejnik: O 70 proc.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Tak, o wynagrodzeniu w spółkach, no tylko gdyby ona nie była pisana na kolanie, tylko ktoś pozwolił ją spokojnie skonsultować to może nie trzeba by jej było drugi raz głosować w ciągu dwóch tygodni.

Monika Olejnik: Trybunał Konstytucyjny miał być tym bastionem, który miał hamować wszystkie reformy, tak mówi Jarosław Kaczyński.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Znaczy i to jest właśnie, to jest coś, co zwróciło moją szczególną uwagę, dlatego że myślę, że nie jestem jedynym politykiem, który traktował TK jako zewnętrzną instytucję, która jest po to żeby sprawdzać zgodność ustaw z Konstytucją. I ja przyznam szczerze z TK też miałam sporo kłopotu, bo Trybunał mi nakazał przenieść z poziomu rozporządzenia na poziom ustawy różne rzeczy. No to kazał, to to zrobiłam, chociaż uważałam, że to zupełnie na poziomie rozporządzenia wystarcza, nigdy nie miałam poczucia, że to jest jakaś moja, czy upolityczniona instytucja, założenie Jarosława Kaczyńskiego było zupełnie inne, to znaczy założenie Jarosława Kaczyńskiego było takie, że Trybunał jest jak każda instytucja, instytucją upolitycznioną i jak nie będzie jego, jak nie będzie PiS to na pewno będzie robił wszystko po to żeby PiS miał pod górkę. A już opowiadanie o tym, że Trybunał miałby uważać za niezgodny z Konstytucją 500 złotych na dziecko, myślę, że ci posłowie PiS, którzy o tym mówili sami w to nie wierzyli, no to jest tak absurdalne.

Monika Olejnik: A pani by chciała żeby było 500 złotych.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Ja…

Monika Olejnik: Od drugiego dziecka.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Ja powiem tak, ja uważam, że pieniądze budżetowe należy wydawać najrozsądniej i najefektywniej, więc myślę, że znalazłabym inne sposoby zagospodarowania tych pieniędzy, ale skoro PiS powiedziało i przekonało bardzo wiele osób w Polsce do siebie dzięki temu, to ja teraz czekam i mówię sprawdzam. I przypominam, że pierwsze obietnice dotyczył wszystkich dzieci, a nie tylko od drugiego.

Monika Olejnik: A pani będzie też beneficjentką tych 500 złotych. Ile, tysiąc złotych.

Joanna Kluzik-Rostkowska: No już teraz się okazuje, że coraz mniejszą z tygodnia na tydzień, jestem mniejszą beneficjentką, a na samym początku było nieźle, ponieważ było dla wszystkich dzieci 500 złotych bez względu na dochód, teraz widzę, że jest tam napięcie wewnątrz rządu, ponieważ w końcu jakiś projekt jest rządowy i okazuje się, że jedni mówią na wszystkie, inni mówią na niektóre, inni mówią próg dochodowy…

Monika Olejnik: Zależy od dochodu, tak.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Inni mówią absolutnie nie, no to są projekty rządowe, ale przynajmniej ta debata się odbywa teraz na poziomie rządu, a nie potem.

Monika Olejnik: A rozumie pani język Jarosława Kaczyńskiego o ludziach gorszego sortu, lepszego sortu.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Ale nie, to tego to już absolutnie nie, tego to już naprawdę nie rozumiem, ponieważ ktoś, kto jest tyle lat w polityce no przecież musi umieć panować nad swoim językiem, nie rozumiem.

Monika Olejnik: Jacek Kurski ma być szefem Telewizji Publicznej.

Joanna Kluzik-Rostkowska: O, to się będzie, no to będzie wesoło.

Monika Olejnik: Dziękuję bardzo. Joanna Kluzik-Rostkowska i Monika Olejnik, dziękuję bardzo. Już pani pędzi do Sejmu.

Joanna Kluzik-Rostkowska: Tak, znów.

Monika Olejnik: Ale przepraszam, ja się zastanawiam co jest z urzędnikami sejmowymi, przecież ci urzędnicy pracują po nocy, państwo mają nieregulowany czas pracy, ale urzędnicy i urzędniczki, czy to nie jest skandal?

Joanna Kluzik-Rostkowska: A oni mają jeszcze gorzej niż my, dlatego że po skończonych głosowaniach, czy po skończonych posiedzeniach komisji my mamy chwilę oddechu, a oni muszą przygotować sprawozdania, przekazać te dokumenty dalej, także tak naprawdę najcięższą pracę i najdłużej pracują ci, którzy są urzędnikami Sejmu, to jest jakieś tysiąc pięćset osób.

Monika Olejnik: Czy to nie jest łamanie kodeksu pracy.

Joanna Kluzik-Rostkowska: No, zapytam się Włodka Kosiniaka, jak on to widzi.

Monika Olejnik: Dziękuję bardzo.

Więcej: