Magdalena Środa

Gościem Moniki Olejnik była dziś profesor Magdalena Środa.

Zobacz wywiad!

Monika Olejnik: A życiu jest powtarzalność i niespodzianki, gościem Radia ZET miała być Anna Grodzka, kandydatka do urzędu prezydenta i jak zwykle utknęła w korku, a zastępuje ją profesor Magdalena Środa, witam pani profesor. 

Magdalena Środa: Dzień dobry, witam. 

Monika Olejnik: Wszystko się powtarza, życie jest jak bombonierka, jak to mawiał Forrest Gump, „Ida” dostała Oskara, jest pani dumna, szczęśliwa? 

Magdalena Środa: Tak, oczywiście, ja też uczestniczyłam, no jak wszyscy w tej konkurencji nocnej, to znaczy w oczekiwaniach, co prawda nie doczekałam rzecz jasna, ale pierwsza rzecz, którą zrobiłam, kiedy włączyłam komputer to po to żeby sprawdzić czy „Ida” dostała Oskara, szczerze powiedziawszy nie do końca wierzyłam, bo jeszcze wczoraj wśród przyjaciół dyskutowaliśmy o różnych filmach i większość stawiało na „Lewiatana”, którego nie widziałam, więc się nie będę wypowiadać. Natomiast „Ida” jest według mnie fantastycznym Oskarem. Raz, że to jest taki film, który pobudza do dyskusji, co jest bardzo istotne. 

Monika Olejnik: No właśnie, ten film podzielił Polaków, niektórzy uważają, że to jest film antypolski, tak uważa prawica, a lewica, że utrwala stereotyp złej Żydówki i dobrej zakonnicy. 

Magdalena Środa: No więc ja wczoraj dyskutowałam w towarzystwie zróżnicowanym i właśnie część mówiła, że on jest taki trochę jednak antysemicki, część mówiła, że no, tam są takie różne wątki wątpliwe, ja uważam, że to jest fantastyczny, taki egzystencjalny obraz naszej niełatwej historii, który nikogo nie wybiela, nikogo nie oczernia i nie pokazuje, że wszystkie postacie nie dzieliły się na czarne i białe. Pokazuje złożoność tej historii. 

Monika Olejnik: Mamy prokurator, która jest, mamy odniesienia do historii, mamy prokurator, która jest Żydówką. 

Magdalena Środa: Tak mamy, mamy krwawą Wandę i mamy ten wątek, który też jest rzadko podejmowany no w taki bardziej filozoficzny sposób, refleksyjny, jej śmierć jest przejmująca, ten cały wątek, jej pochodzenie jest również przejmujący. Mamy wreszcie powiedzianą prawdę, która jest prawdą, oczywiście niepełną i może nie dominującą w tym kraju, jakby wyparowała jedna trzecia ludności i zostawiła po sobie majątki, zostawiła pozostałości. Jeden z profesorów Andrzej Leder napisał taką książkę o „Przyśnionej rewolucji” i to jest ta książka, która jest jakby komplementarna do tego filmu, trzeba tą książkę przeczytać, trzeba ten film zobaczyć. Ale ja myślę, że to jest przede wszystkim bardzo poruszający obraz - nie wiem - samotności, wycofania, opowieści o śmierci, opowieści o historii i to zrobione w tak cudownych tonach, nie mówię tylko o czarno-białym obrazie, ale również o, no właśnie takim wycofaniu, czego w Polsce nigdy nie ma. Jak usłyszałam te debaty i te dyskusje, że to takie antypolskie, albo takie antysemickie, bo przecież takie głosy też były, to pomyślałam sobie, no Boże, no przecież ten reżyser zrobił wszystko żeby jakby wycofać tą problematykę do sfery, no takiej bardziej związanej z zadumą, czy z przeżyciami.

Monika Olejnik: No tak, ale to nie tylko w Polsce, bo Żydzi amerykańscy też byli, czytałam, Paweł Pawlikowski mówił o tym, że też byli zdenerwowani tym, że pani prokurator była Żydówką to im się bardzo nie podobało. 

Magdalena Środa: No pani prokurator była Żydówką, co do tego nie ma żadnych wątpliwości i no takie były mniej więcej nasze losy. Był ten okres stalinowski, kiedy jednak bardzo wielu Żydów brało w tym udział, ci, którzy przyszli ze wschodu, itd. Także ja myślę, że to, no nie ma co, no przecież to nie jest materiał, to nie jest referat i to nie jest referat, który opisuje historię, gdzie można taki referat jednoznacznie skrytykować, bo mija się z faktami. Tam jest wiele prawdy bardzo pięknie pokazanej, bardzo pięknie w sensie estetycznym, i też on pobudza jednak do dyskusji i te dyskusje są bardzo fajne, ja już w wielu uczestniczyłam. Myślę, że to jest jakiś absolutnie niebywały sukces, to nie jest film, który się odrzuca, bo on denerwuje. Poza tym można w ogóle prawie pominąć historię patrząc się na te obrazy i patrząc się na...

Monika Olejnik: Piękny film, piękny film. 

Magdalena Środa: Piękny film.

Monika Olejnik: I jeszcze przypominają mi się dyskusje, że bunt przeciwko temu filmowi i to, że były osoby, które żądały napisów na początku filmu. 

Magdalena Środa: No więc muszę powiedzieć, że to mnie jakoś cudownie, jakoś ucieszyło, bo tak sobie pomyślałam, Boże to chyba przed wszystkimi filmami trzeba by takie napisy, bo nawet jak się ogląda „Krzyżaków”, czy jak się ogląda - nie wiem „Potop”, to też by trzeba jakieś napisy umieścić, bo to przecież nasza historia jest tak złożona i tak wielowątkowa, że właściwie normalnie to człowiek ją jakoś nie rozbierze. Ale ja rozmawiałam z przyjaciółmi z Francji, którzy nie są tak bardzo biegli w naszej historii i ich oczywiście pewne rzeczy w ogóle pewnych rzeczy w ogóle nie dostrzegli, ale oni byli po prostu zachwyceni pięknem tego obrazu i mieli pytania co do historii Polski. Ja myślę, że to wciąga w dyskusję, daje przeżycie estetyczne, no czegóż więcej chcieć, że w Hollywood to doceniono i to w taki sposób, to po prostu fantastyczny sukces.

Monika Olejnik: I nareszcie zrobiliśmy film uniwersalny, który przemawia do wszystkich.

Magdalena Środa: Chociaż on nie jest łatwy, to nie jest łatwy film, więc ja się też trochę dziwię...

Monika Olejnik: No tak, bo należy pamiętać, że w Polsce na początku ten film przemknął, obejrzało go sto tysięcy osób. Przemknął sobie w ogóle...

Magdalena Środa: No tak. No bo czarno-biały, bo nikt do nikogo nie strzela, nie wiem, to chyba, no jednak ta kultura masowa jest po prostu w tej chwili jednak bardzo przytłaczająca, no ale na szczęście jest jeszcze dużo osób wrażliwych, które dostrzegło ten film. 

Monika Olejnik: Pani profesor, co pani zrobi, Magdalena Środa, tyle jest chętnych do urzędu prezydenta, ma pani trzy kobiety Magdalenę Ogórek, Annę Grodzką i Wandę Nowicką.

Magdalena Środa: A jeszcze mam Iwonę Piątek, o ile się orientuję.

Monika Olejnik: O, przepraszam, jeszcze Iwona Piątek.

Magdalena Środa: I pani redaktor, to być może nie koniec. Ja tak nawet zastanawiałam się jakie są tego motywy i myślę sobie, no po pierwsze jesteśmy chyba indywidualistami, lubimy takie wybory, gdzie stajemy w szranki jako osobowości, a nie jako członkowie, albo członkinie partii, poza tym może to jest taki etap demokracji, musimy się przetrzeć...

Monika Olejnik: Ale czy to nie jest przesada, że z jednej partii, z Twojego Ruchu właściwie trzy osoby kandydują?

Magdalena Środa: No to znaczy, że Janusz Palikot zgromadził po prostu wielkie osobowości i nie było miejsca na te osobowości w tej partii. Ja osobiście gdybym miała powiedzieć kogo popieram to oczywiście Wandę Nowicką, no to jest taka jedyna osoba, która przez trzydzieści lat konsekwentnie, z uporem, wielką odwagą walczy o sprawy, na których mi zależy, to znaczy równouprawnienie, o prawa kobiet, o prawa człowieka i uważam, że dawno jej nie było w mediach i nie było jej w sferze publicznej wraz z tą całą jej walką, może kandydowanie będzie sprzyjać temu, że w czasie kampanii pojawią się pewne problemy.

Monika Olejnik: A czemu nie Anna Grodzka?

Magdalena Środa: Anna Grodzka również, znaczy w moim przypadku to jest kwestia  po prostu jakby zaufania i sprawdzianu. Ja Anię Grodzką znam trzy lata, Wandę Nowicką znam lat trzydzieści i to nie tylko dlatego, że jesteśmy blisko, ale po prostu znam jej przekonania. To zresztą jest taka osoba, z którą jakby niełatwo się przyjaźnić, bo ona jest właściwie taką par excellence osobą publiczną i polityczną, czyli właściwie wszystkie tematy dotyczą kwestii publicznych i kwestii politycznych, tematy na które rozmawiamy. Więc mam do niej też wielkie zaufanie, jeśli chodzi o jej zaangażowanie w sprawy publiczne. Natomiast Anna Grodzka również, ona jest osobą bardzo zaangażowaną, bardzo ciekawą, ona będzie pewno przesuwała nam optykę w kierunku bardziej różnorodności. 

Monika Olejnik: No tak, ale te osoby będą się zjadać nawzajem. No lewica ma tylu kandydatów, że...

Magdalena Środa: Ale pani redaktor, najpierw trzeba uzbierać tysiąc podpisów.

Monika Olejnik: Sto tysięcy. 

Magdalena Środa: Potem trzeba uzbierać, no tak, ale tysiąc żeby w ogóle ktoś zgłosił. Potem trzeba sto tysięcy, co jest potężną barierą. Także ja myślę, że jak dojdzie jakby już do tego poziomu późniejszego, no to będziemy się martwić. Na razie jakoś nie martwi mnie to, że po jednej stronie, czyli po stronie bardziej lewej, czy ja wolę ją nazywać stroną postępową, jest pewien ruch, bo po prawej stronie, jak wiadomo jest po prostu tłok.

Monika Olejnik: A jak pani ocenia doktor Ogórek, która zadebiutowała w Madrycie w towarzystwie przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, premiera Francji, premierów socjalistycznych. 

Magdalena Środa: No, ja na razie wstrzymuję się z ocenami, chociaż tak naprawdę zrobiłam taki eksperyment, że wzięłam, nie mówię o tym wystąpieniu hiszpańskim, tylko mówię o tym wystąpieniu na konwencji, wzięłam mowę kandydata Dudy i wzięłam mowę kandydatki Ogórek i przeczytałam je bez kontekstu wizualnego i to są merytorycznie do siebie dosyć zbliżone wypowiedzi. To znaczy pełne obietnic, puste, no i takie, jak to się mówi, kiedy się pierwszy raz kandyduje na prezydenta. Nic tam nie ma nadzwyczajnego, ani bardzo kompromitującego, ani niczego co mogłabym potraktować jako poważny problem do publicznej dyskusji. Natomiast różnica zasadnicza i pani Ogórek będzie na tym tracić, bo ona oczywiście w pewien sposób zyskuje dzięki swojej urodzie, to znaczy zyskuje zainteresowanie, jak to się mówi kobieta nigdy nie jest przezroczysta, mężczyzna jest przezroczysty, słucha się go i niekoniecznie na niego patrzy, na kobietę się patrzy i tutaj ten efekt jest zwielokrotniony, no ale no właśnie, ona będzie na tej kobiecości trochę zyskiwała, ale znacznie mniej niż traciła, bo różnica między panem Dudą a panią Ogórek polegała głównie na ilości konfetti i na, no na tym, na co pani redaktor zwróciła uwagę, ma nieustawiony głos, ale to jest głos nieustawiony nie przez PR-owca, tylko przez socjalizację dziewczynek w ogóle, które nie uczą się mówić, które nie trenują swojego głosu, którym mówi się cały czas, że mają być cicho itd., itd. Będzie musiała z tym głosem bardzo powalczyć, bo to jej mocno zaszkodziło, no i oczywiście brak konfetti, brak konfetti był chyba podstawowy, PiS był pod tym względem genialny. 

Monika Olejnik: A Leszek Miller, docenia pani ten eksperyment Leszka Millera, bo właśnie może się okazać, że to jest jego następczyni.

Magdalena Środa: Znaczy ja powiem poważnie, poważnie mówiąc uważam, że to jest absolutna kompromitacja, to jest kompromitacja, jakby obniżenie rangi tych wyborów. No jednak w tych wyborach powinny być osoby z pewnym dorobkiem, osoby, które mają jakieś tam zaplecze, które coś w życiu zrobiły, to wszyscy powtarzają, to jest jednak wyciągnięcie kogoś z kapelusza, nazwałam Leszka Millera takim pomysłowym Dobromirem, to znaczy kimś, kto z bajki dla dzieci co chwila robi coś z niczego, żeby wszystkich zaszokować. Do tej pory był to poważny polityk, no jednak premier tego kraju, w tej chwili wydaje mi się, że naprawdę brakuje w jego otoczeniu kogoś, kto by powiedział „kończ waść wstydu oszczędź”, bo oczywiście teraz będziemy oceniać panią Ogórek, bo jest równą kandydatką wśród innych, natomiast sam pomysł żeby po prostu wyciągnąć piękną kobietę, którą można modelować, która nie ma żadnego środowiska, żadnego wsparcia, żadnych osiągnięć i właściwie jest kompletnie nikim w polityce, no to jest bardzo duże obniżenie rangi tych wyborów i to jest ośmieszenie tej partii. Ja myślę, że to jest koniec SLD i jeśli tam nie nastąpią jakieś zmiany w przywództwie, a nie wierzę w to żeby pani Magdalena Ogórek była na przykład przywódczynią dla pana Czarzastego, czy kilku jeszcze innych panów, którzy tam są, można powiedzieć silnymi mężczyznami, zresztą nie wiem czy pani redaktor zwróciła uwagę, że najbardziej charakterystyczną sprawą w czasie tej konwencji był twarze panów, którzy ją oglądali. To były takie twarze panów, którzy oglądają występ swojego dziecka w przedszkolu, to znaczy pełen troski, podziwu, zachwytu, wycofania, lęków, no na tych twarzach było widać, że to jest Pigmalion, to jest Pigmalion po prostu postać wykreowana in statu nascendi kilka tygodni przedtem, no i obawiają się czy sprosta temu zadaniu, bardzo byli z siebie zadowoleni i to wszystko było dosyć komiczne. 

Monika Olejnik: Zobaczymy, co będzie, pozdrawiamy Annę Grodzką, która nie dojechała. Rozmawiałam z panią Magdaleną Środą, gratulujemy raz jeszcze wszystkim aktorom, reżyserowi „Ida” jest z nami, dziękuję bardzo i Oskar. 

Magdalena Środa: Dziękuję, dziękuję pani. 

Więcej: