Kobieta o grubej skórze, czyli nowy felieton Marzeny Chełminiak

Współczesne kobiety w walce o siebie idą łeb w łeb z mężczyznami. Walczą. Już nie tylko z drugą płcią, ale też z własną. I często zastanawiam się, czy nie są w tej rywalizacji ostrzejsze.

Pamiętam, jak mój pierwszy szef powiedział kiedyś, że uwielbia pracować i otaczać się w pracy kobietami. Bo one używają w sposób instynktowny tyle miękkich narzędzi, że praca nie boli. Bez buzującego testosteronu, rywalizacji i wyścigu potrafią robić rzeczy wielkie.Andrzej Woyciechowski wygłosił tę pochwałę kobiecości jakieś 20 lat temu. Czy powtórzyłby ją teraz? Mam wątpliwości.

 

Kiedy myślę o solidarności kobiet, najtrudniej mi ją zobaczyć w tych zawodowych sytuacjach. Nie ułatwiamy sobie niczego. Wykorzystujemy potknięcia. Czyhamy. Fałszywie się podlizujemy. Za plecami robiąc coś wręcz przeciwnego.Kiedy myślę o solidarności kobiet, najłatwiej mi ją zobaczyć w kawiarni. Podczas gdy kobieta kobiecie w pracy bywa wilkiem, to kobieta po pracy chce być wysłuchana albo chce się wygadać. Przy kawie od razu widać, czy spotkanie dwóch kobiet jest służbowe, czy prywatne. Jak to się dzieje, że tak sprawnie przełączamy się z kobiety zawodowej na kobietę prywatną? Tak, jakbyśmy miały przy sobie pstryczek wyłączający empatię, zrozumienie. Kiedy wchodzimy do firmy, stajemy się gorszą wersją siebie, choć wolimy to nazywać profesjonalizmem. Zmieniając ubranie z zawodowego na domowe, zmieniamy też skórę z tej grubej na cienką. Porzucamy w ciągu dnia wrażliwość i serdeczność, by znów je odnaleźć, gdy jesteśmy poza firmą.

 

Byłam świadkiem bardzo bezwzględnego traktowania się przez kobiety w pracy. Zwłaszcza te zaczynające swoją wędrówkę po drabinie kariery, potrafią działać na zimno. Operują przepisami, regulaminami, nigdy sercem. Są robotami. Zdarzyło mi się też obserwować kobiecą zazdrość. Zawiść. Bezpodstawną niechęć. Bardzo konsekwentnie hodowaną. Zastanawiam się zawsze, jaką taka kobieta jest kumpelką? Jaką córką? Żoną? Jak zachowuje się w stosunku do własnych dzieci, jeśli jest matką. Jak o swoim dniu w pracy opowiada innym? Czy to, co dla mojego szefa było kiedyś najpiękniejszą emanacją kobiecości, stało się oznaką słabości naszej płci? Czymś, co trzeba schować, zakopać w sobie jak najgłębiej, bo nas pogrąży i nie pozwoli zrobić kariery? Czy naprawdę uwierzyłyśmy, że kobieca miękkość i wrażliwość odbierają nam szanse na bycie kimś ważnym? To nie świat mężczyzn nas spycha – same sobie robimy krzywdę.

 

Przed świętami zadzwoniła do mnie z życzeniami jedna z przyjaciółek. Z kategorii tych, które były, są i będą bliskie, bez względu na intensywność spotkań. I ta właśnie koleżanka swoją listę pięknych życzeń zakończyła zdaniem. „I pamiętaj, że zawsze jestem po Twojej stronie”. Nie, nie jestem w trakcie jakichś bitew, nie prowadzę wojny. Nie gromadzę swojej armii. Ale kiedy to powiedziała, poczułam się wspaniale. Dostałam od drugiej kobiety deklarację. Że cokolwiek się w życiu wydarzy – ona będzie tam, gdzie ja. I to zdanie najpiękniej zilustrowało mi solidarność kobiet. Ile z twoich przyjaciółek właśnie tak myśli? Że będzie zawsze tam, gdzie ty?

Więcej: