Kim są polscy preppersi? [REPORTAŻ]

Są przygotowani na apokalipsę i wojnę. Swoje domy zamienili na ogromne spiżarnie, a na przedmioty codziennego użytku już dawno przestali patrzeć, jak zwykli ludzie. Kim są preppersi, czyli osoby, które są przygotowane na każdą ewentualność? 

„Jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojnę” – to stare, łacińskie powiedzenie przyświeca każdemu preppersowi. Ruch preppersów rozwijał się w Polsce już po II wojnie światowej. Wówczas niemal wszyscy chowali na strychach czy zakopywali wojenne pozostałości – granaty, strzelby czy nawet miny.

Sztuka zbierania rzeczy na „ciężkie czasy” przetrwała kilkadziesiąt lat. Dzisiaj każdy preppers przygotowany jest na zagrożenia naturalne (tornada, powodzie, trzęsienia ziemi), katastrofy spowodowane czynnikiem ludzkim (wojny, wybuch jądrowy), brak zasobów (kryzys paliwowy, brak wody pitnej) czy inne niewyjaśnione zjawiska (apokalipsy, załamanie gospodarcze czy pandemię).

Z Konradem spotykamy się niedaleko jego domu - kilka kilometrów od Warszawy. Nowoczesne osiedle nie sugerowało, że w jednym z budynków może mieszkać osoba przygotowana na wszystko. Jedyne co przykuło naszą uwagę, to ochrona na wjeździe.

- Pokaże Wam moją kryjówkę – przywitał się z nami Konrad. – Takich skrytek w pobliżu mojego miejsca zamieszkania mam kilka – powiedział.

Po kilku minutach jazdy samochodem dotarliśmy na pobliskie pole. Droga nie była najlepsza i wielokrotnie musieliśmy zwalniać, żeby nie urwać zawieszenia. W końcu postanowiliśmy iść pieszo. – Moim jeepem bym tu bez problemu wjechał. Jeszcze tylko kawałek i pokaże wam moją kapsułę – uspokajał Konrad.

Temperatura powietrza była bliska zeru stopni Celsjusza. Ziemia, po której szliśmy była zmarznięta, a dłonie zaczęły nam powoli odmarzać. – To jest tam, za tą amboną – pokazywał Konrad. Robiło się coraz zimnej. Do ambony mieliśmy jakieś 500 metrów.

- To tutaj – powiedział Konrad i wskazał palcem na drewnianą skrzynkę, która leżała na kępce trawy. Prawdziwy preppers nigdy nie zdradza swoich kryjówek. Dla nas zrobił jednak wyjątek.

"

Przed zimą warto pamiętać, żeby taką kapsułę odkopać, bo później ziemia będzie zmarznięta. Ja do pracy nie chodzę z saperką, a jeśli się okaże, że będę musiał szybko uciekać, to gołymi rękoma bez problemu ją odkopie – tłumaczył preppers. "

Odkopanie kapsuły zajęło zaledwie kilka sekund. Tuż pod ziemią znajdowały się cztery półlitrowe butelki z wodą. Lepiej mieć takie, gdyby chciało się komuś pomóc. Tuż pod nimi było żółte, niepozorne pudełko, które skrywało prawdziwy zestaw, dzięki któremu człowiek może przeżyć nawet kilkanaście dni.

"

Mapa, zipki, konserwy, sznurek, taśma klejąca, żel antybakteryjny, worki na śmieci, multitool, ale nie taki markowy, taki żeby po prostu go wykorzystać w chwili zagrożenia– tłumaczył Konrad. – Jednak najważniejszy jest ogień. Bez niego człowiek traci morale, a ciepło, czy nawet łyk gorącej herbaty (saszetka też była w kapsule – przyp.red.) potrafi podnieść na duchu – kontynuował. "

W żółtej kapsule były zapałki, a gdyby one zawiodły, z powodzeniem znajdziemy w niej krzesiwo i łatwopalne, bawełniane materiały.

Preppers w terenie

Prezentacja kapsuły to nie wszystko, co zobaczyliśmy tego dnia. Konrad chciał pokazać nam, jak preppers potrafi poradzić sobie w terenie. Wsiedliśmy do samochodu, który zostawiliśmy kilkaset metrów od kryjówki.

Podróż do celu zajęła nam około 30 minut. W tym czasie Konrad tłumaczył nam, dlaczego zajął się prepperingiem.

"

Zaczęło się już w dzieciństwie. Ojciec zaszczepił we mnie miłość do militariów i poczucia wolności, jakie daje obcowanie z naturą. Jestem mu za to ogromnie wdzięczny, bo dzisiaj do szczęścia nie potrzebuje luksusowych hoteli i wakacji all inclusive. Dużo lepiej czuje się siedząc przy ognisku i delektując się otaczającą mnie wolnością – opowiadał Konrad. "

W końcu dojechaliśmy na miejsce. Teren wokół nas przypominał obóz treningowy dla żołnierzy – mnóstwo bunkrów, zakamarków, a w pobliżu młode osoby strzelające z karabinów do ASG (Air Soft Gun).

Wilgoć unosząca się w powietrzu potęgowała uczucie zimna, ale nawet to nie przeszkadzało naszemu bohaterowi. – Dzisiaj jest idealna pogoda, najważniejsze, że nie pada – zauważył. Po chwili znaleźliśmy idealne miejsce na rozpalenie ogniska. Od momentu, gdy przyjechaliśmy na miejsce, mieliśmy ogromną ochotę na gorącą herbatę. Prepersowi nie trzeba dwa razy powtarzać.

- Drewno jest trochę mokre i zamarznięte, ale szybko się wysuszy – powiedział Konrad, i zanim się obejrzeliśmy, on już był w trakcie rozpalania małego ogniska. – Mam też kubek. Gorąca herbata dobrze wam zrobi. Wyglądacie na lekko przemarzniętych – stwierdził z lekkim uśmiechem na twarzy Konrad, gdy spojrzał na mnie i mojego operatora.

W aluminiowym naczyniu herbata zaparzyła się bardzo szybko, a my mogliśmy się delektować jej lekko wędzonym smakiem.

Po kilku łykach musieliśmy wracać. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy zaczęło się ściemniać, ale z prawdziwym preppersem już tak jest.

"

Mam tylko nadzieję, że dobrze wyjdę przed kamerą – śmiał się Konrad. "

Konrad Operacz

Konrad na co dzień jest informatykiem. W wolnych chwilach prowadzi bloga „Gotowy na JUTRO”, w którym opowiada o tym, jak przetrwać w najcięższych warunkach.

Konrad cały czas podkreśla, że swoim nietypowym zapałem nie chce straszyć ludzi, ale ich jedynie uświadamiać.

- Każdy z nas może stracić pracę, środki na koncie czy najzwyczajniej w świecie nie mieć wody w kranie. Do kogo wtedy zwrócimy się o pomoc? – pyta retorycznie prepers. 

Radio ZET/SK

Więcej: