Paweł Zarzeczny: Przerąbane jest życie kibica

W Nowym Roku zaczynam jak na spowiedzi: Mea culpa! Mea maxima... Nie dowierzałem bowiem Polakom w Turnieju Czterech Skoczni, a tu mogą jeszcze wygrać. Wprawdzie przypadkowo, rywale pokazali już i opuchniętą kostkę, i grypę żołądkową, wiatr też nimi potargał, ale ponoć szczęście sprzyja lepszym. Cóż, następnym razem będę unikał zimowego typowania, choć... i ja mam przebłyski formy!

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Niedawno typowałem wigilijny - zatem zimowy - superpuchar Italii, Juve kontra Milan. No i mówię tak (jest w necie): jak włoskie drużyny, to będzie remis w regulaminowym czasie, potem dogrywka i dalej remis. Zatem calcio di rigori, rzuty (raczej piłki) karne, a w akcji portieri. Buffon i Donnarumma, pierwszy mógłby być ojcem drugiego! Ale Buffon już nie ten, spóźnia się, co widać było przy jedenastkach na Euro. Niemcy pudłowali, a Gianluigi tylko patrzył... dlatego wygrają długie ręce siedemnastoletniego Donnarummy.

I co? Remis po 90, remis po 120, karne, a w nich lepszy... Donna!!!

Takie coś trafić to warte tych wszystkich skoków...

Ale że zima to dla mnie kiepska pora, moja najstraszliwsza wtopa, którą pamiętam po kilkudziesięciu latach... Połowa lat 70. Gramy w hokeja i jak zawsze jesteśmy najgorsi. Wieczorem w TV mecz mistrzostw świata Polska - Związek Radziecki. Nie chcę oglądać! Wcześniej widziałem i 0:16, i 0:20! Dwucyfrówki na okrągło, czyli hokejowe wyniki. Nie chcę znów płakać, idę spać.

Rano maszeruję przez Morskie Oko do szkoły, w ręku "Przegląd Sportowy", ja zaspany. I widzę na pierwszej stronie mały tytulik: Polska - ZSRR 6:4. Tak w duchu się zastanawiam: w co my mogliśmy w środku zimy wygrać z ruskimi i wychodzi mi, że w nic. No w nic!!!

A tymczasem ograliśmy ich w hokeja. I ja tego nie przeżyłem, i przez swą małą wiarę nie przeżyję nigdy. Meczu, w którym mamy zero procent szans, a może i szanse ujemne, a zwyciężamy. To jak zdobycie Moskwy przez hetmana Żółkiewskiego i narzucenie Rosji cara! Dałem ciała, straszliwie. Ale mogę winę zmazać i to jeszcze tej zimy. Mianowicie w lutym kibicuję naszemu polskiemu Wawrzykowi w walce o mistrzostwo świata w boksie w wadze ciężkiej! Bije się z niepokonanym Wilderem, u niego w Alabamie. I tak jak ruscy musieli mieć po siedem promili, by z nami przegrać, tak i Wawrzyk znalazł cień swej szansy. Mianowicie, jak mówi, może ten Wilder chorą ręką walnie go w czoło i ją złamie! Serio, tak powiedział. No dobra, ale jak zrobić, żeby złamał obie? Bo jedną też wygra...

Oj, życie fana jest generalnie przerąbane. Jak to moje, mimo zmiany ustroju nawet. My rzadko bowiem wygrywamy optymizmem, a i fortelem, jak Wawrzyk - nadstawić bokserski łeb byle tylko nie szczękę. Jak u Górskiego: wy grajcie piłką, oni mają biegać, i tylko żeby mi nie było na odwrót! Nie ma to jak odwrócić role...

Jak uczył mnie zwycięstw w ruletkę zawodowiec: ty masz zawsze położyć na stole tyle żetonów, żeby to krupier się martwił jak trafić... Ha, ha, doskonałe. Jak w dowcipie, bardzo starym. Mąż wierci się zamiast spać. Co jest? - pyta żona. On, że jest winien pieniądze sąsiadowi z naprzeciwka, a nie ma... Żona otwiera okno i krzyczy: mój mąż nie odda ci pieniędzy, bo nie ma!!! I odwracając się: Ty stary śpij. Teraz niech on nie śpi...

RadioZET.pl/Paweł Zarzeczny

Więcej: